---
title: "Czarna seria. Recenzja komiksu"
slug: "czarna-seria-recenzja-komiksu"
canonical_url: "https://blogokomiksach.pl/czarna-seria-recenzja-komiksu/"
published_at: "2025-06-28T06:00:01.000Z"
updated_at: "2026-04-04T17:13:57.000Z"
authors: ["Grzybek"]
tags: ["Recenzje komiksów", "Lost In Time", "komiks europejski", "Enrique Sánchez Abulí", "Jordi Bernet", "18+"]
excerpt: "Niektóre komiksy mają elegancję opery. Inne smakują jak świeżo parzona kawa i pachną papierem. A są też takie, które cuchną przeterminowanym whisky, walą w pysk stalowym kastetem i zostawiają cię z rozbitym nosem i podbitym okiem, zanim w ogóle zrozumiesz, co się stało. \"Czarna Seria\" Enrique Sáncheza Abulíego i Jordiego Berneta to właśnie ten trzeci przypadek. Nie pyta, nie ostrzega. Po prostu łamie ci kręgosłup i każe się z tego cieszyć. Jeśli jesteś miłośnikiem moralnych bajeczek o tym, że do"
feature_image: "https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_144621_1.jpg"
feature_image_alt: "okładka komiksu \"Czarna seria\""
language: "pl-PL"
---

# Czarna seria. Recenzja komiksu

## Niektóre komiksy mają elegancję opery. Inne smakują jak świeżo parzona kawa i pachną papierem. A są też takie, które cuchną przeterminowanym whisky, walą w pysk stalowym kastetem i zostawiają cię z rozbitym nosem i podbitym okiem, zanim w ogóle zrozumiesz, co się stało. "Czarna Seria" Enrique Sáncheza Abulíego i Jordiego Berneta to właśnie ten trzeci przypadek. Nie pyta, nie ostrzega. Po prostu łamie ci kręgosłup i każe się z tego cieszyć. Jeśli jesteś miłośnikiem moralnych bajeczek o tym, że dobro zawsze zwycięża, możesz śmiało (stąd wy...) iść do domu.

To nie jest komiks dla grzecznych chłopców i dziewczynek. "Czarna Seria" jest jak kaseta VHS znaleziona pod podłogą w opuszczonym barze dla kierowców ciężarówek. Nielegalna, niestosowna i do bólu prawdziwa. To zbiór opowieści o ludziach, którzy dawno przekroczyli granicę \- czasem prawa, czasem moralności, a czasem zdrowego rozsądku. Mamy tu degeneratów, morderców, złamanych bokserów, kobiety o ostrych pazurach i facetów, którzy już dawno nie wierzą w żadne zbawienie. I nie ma zlituj się. Każda historia kończy się tam, gdzie inni dopiero zaczynają stawiać pytania.

**Cztery razy w mordę**

Album podzielono na cztery części, każda jak osobna runda brutalnej bójki. Pierwsza to 23 krótkie historie. Opowieści krótkie, ostre, wyryte żyletką na serwetce w knajpie dla przegranych. W tej części Abulí wpycha cię bez ostrzeżenia w środek akcji, a potem wypuszcza na krawędź z ironicznym śmiechem. Każda opowieść to osobny koszmar, osobne obrzydzenie, osobne "dlaczego ja to czytam". A jednak nie możesz przestać. Jesteś jak ćpun. Potrzebujesz jeszcze jednej historii. Jeszcze jednego brudnego sekretu.

Abulí wrzuca nas w sam środek akcji, bez zbędnych wstępów, pozwalając nam powoli odkrywać motywy i charaktery postaci. Tempo jest zawrotne, a każdy kadr tętni ukrytym napięciem. Zaskakujące zwroty akcji, często okrutne i niespodziewane, wywracają do góry nogami nasze wyobrażenia o moralności i sprawiedliwości. Bohaterowie nie są jednoznaczni, a ich motywacje często są tak samo skomplikowane, jak ludzka psychika. Nie ma tu podziału na dobro i zło, są jedynie odcienie szarości, a często nawet głębokiej czerni.

Dynamika tych historii to jazda bez hamulców. Na kilku stronach autorzy serwują pełnokrwisty dramat, który w normalnej powieści trwałby 300 stron. Każda nowela kończy się z hukiem \- czasem ironicznym, czasem obrzydliwym, zawsze bezlitosnym. Abulí wie, jak zamknąć historię jednym ciosem, który łamie kręgosłup. Dosłownie i metaforycznie.

Część druga to już dłuższa historia o miłosnej i romantycznej intrydze, w której główne role odgrywają upadły bokser i żona lokalnego bogacza. Niech Was jednak ta romantyczność nie zwiedzie, bo obok „*harlequinów*” to nigdy nie stało, natomiast jest to nasiąknięte takim zepsuciem i złą miłością, że raczej dobre gospodynie domowe mogłyby dostać palpitacji serca od samej tylko lektury.

W trzeciej części dostajemy rasowy western w sześciu odsłonach. Wszystkie opowiadania łączy osoba Clinta Eastwooda, tfu… znaczy się niejakiego krowiarza Snake’a. To kowboj pozbawiony jakichkolwiek moralnych hamulców. A do wydarzeń, w których owy kowboj bierze udział, raczej nadawałby się soundtrack w wykonaniu Tommy’ego Lee i jego zepsutej bandy Mötley Crüe aniżeli subtelne nuty Ennio Morricone.

W czwartej części przeniesiemy się trochę w przyszłość i będziemy świadkami ucieczki grupy zwyrodnialców z księżycowej kolonii karnej. Chłopaki tak kochają swoją matkę Ziemię, że nie wyobrażają sobie innego celu na swój powrót. A że między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka linia, to bandziory odgrywają się za lata spędzone w niewoli. Boli i to bardzo.

Całość tego wydania zbiorczego uzupełniają dwa krótkie opowiadania prozy oraz dodatkowa galeria rysunków.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_144854_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145023_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145155_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145336_1_1_o.jpg>)

*przykładowe strony komiku "Czarna seria"*

**Scenariusz pochłania dusze**

Enrique Sànchez Abulí to chirurg słowa. Każda linijka jego dialogów tnie jak skalpel. Bez zbędnego gadulstwa, bez liryki. Jego bohaterowie nie opowiadają o uczuciach, oni nimi rzygają, wypluwają je razem z zębami. Dialogi są krótkie, pełne zgryźliwej ironii, brutalnych puent i absurdalnych przemyśleń. Tu morderca potrafi rozważać znaczenie słowa „*humanizm*” zanim wyśle kogoś na tamtą stronę.

Struktura poszczególnych opowieści przypomina zminiaturyzowane dramaty szekspirowskie przepuszczone przez kanał ściekowy. Wstęp, punkt kulminacyjny, finał \- wszystko skondensowane do maksimum. Abulí nie marnuje miejsca. Każda strona to konkret. Każdy bohater dostaje swoją jedną szansę, żeby zabłysnąć, a potem zniknąć w ciemności, często z kulą w głowie.

Największą siłą scenariuszy jest ich bezkompromisowość. Autor nie próbuje moralizować, nie daje nadziei. Jego opowieści to lustrzane odbicie świata, w którym żyjemy tylko że bez filtrów. W tej literackiej ciemni odbijają się nasze najgorsze instynkty: chciwość, zdrada, okrucieństwo, cynizm. To nie jest beletrystyka. To brutalna literatura faktu.

W tym komiksie nie ma miejsca na zbędne uprzejmości czy poprawność polityczną. Jestem przekonany, że dziś takie „dzieło” nie miałoby dziś racji bytu na czytelniczym rynku nowości. Autorzy zostaliby zbesztani z błotem. Dobrze, że jeszcze cały ten chory „cancel culture” nie zablokował tego wydania. Inaczej trzeba by szukać tego gdzieś na czarnym rynku w ciemnych zaułkach zaginionych miast. Także Lost in Time kłaniam się w pas i bardzo dziękuję, że mogłem spędzić wieczór z czymś tak chorym i pokręconym a jednocześnie świetnym i wybitnym.

**Czarno\-biały świat w pełnym kolorze zepsucia**

Graficzna warstwa „Czarnej Serii” to absolutny geniusz Jordiego Berneta. Jego kreska jest ostra, dynamiczna i pełna ekspresji. To nie jest styl grzeczny czy ugładzony, to styl, który oddaje chaos i brud opisywanego świata. Bernet ma niezwykłą zdolność do oddawania emocji na twarzach postaci, od cynicznego uśmiechu po bezdenną rozpacz. Każdy ruch, każdy gest jest nasycony znaczeniem, każdy cień i każde światło opowiada własną historię. Dynamika kadrów jest hipnotyzująca. Bernet mistrzowsko operuje kompozycją, tworząc kadry, które są zarówno estetyczne, jak i funkcjonalne. Często wykorzystuje zbliżenia, aby podkreślić emocje, lub szerokie plany, aby oddać klaustrofobiczną atmosferę miejskiej dżungli. Jego kompozycje są pełne ruchu i energii, nawet w statycznych scenach czuć narastające napięcie.

Brak koloru działa na korzyść, bo to nie jest świat, który potrzebuje czerwieni krwi czy błękitu nieba. To świat, który istnieje w cieniu. Świat światła latarni i ciemnych zaułków. Bernet maluje brudem, kurzem, potem. Widz nie potrzebuje koloru \- czuje go w kościach. Świat Berneta to świat, w którym słońce nie wschodzi, a latarnie świecą tylko po to, żeby lepiej było widać, kto zabił.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145508_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145653_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_145901_1_1_o.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2025/06/P_20250627_150018_1_1_o.jpg>)

*przykładowe strony komiksu "Czarna seria"*

**Perwersja, która uczy i przestrzega przed rzeczywistością**

„Czarna Seria” to pornografia przemocy, ale w najlepszym sensie tego słowa. Każdy rozdział obnaża inną część naszej kulturowej hipokryzji. Tu nie ma poprawności politycznej, nie ma etycznych wytrychów, nie ma miejsca na wzruszenia. Jest brutalność, seks, ironia, a wszystko podane z taką estetyczną maestrią, że trudno nie klaskać z zachwytu, choć ręce masz brudne od tej samej krwi, którą widzisz w kadrach.

To idealny przykład tego, jak powinien wyglądać komiks noir: brudny, cyniczny i poruszający. Do zalet zaliczyć można również psychologiczną głębię postaci. Nawet jeśli są to postaci epizodyczne, każda z nich ma swoją historię, swoje motywacje i swoje demony, co sprawia, że są wiarygodne i zapadają w pamięć.

Wadą dla niektórych może być ekstremalna brutalność i cynizm komiksu. „Czarna Seria” nie stroni od przemocy, seksu i wulgarnego języka, co może być odpychające dla czytelników o delikatniejszych nerwach. To nie jest komiks dla każdego i trzeba być na to przygotowanym. Inna wada to brak jasnego przesłania moralnego. Komiks nie oferuje łatwych odpowiedzi ani pocieszenia, pozostawiając czytelnika z poczuciem beznadziei i pustki. Dla niektórych może to być frustrujące, a dla innych uderzające w swojej autentyczności.

**Literacki obłęd w świecie gangreny**

"Czarna Seria"to komiks, który zostawia w czytelniku blizny.Gryzie i nie przeprasza. Brutalny, piękny i głęboki w swojej płytkości. Przemyślany jak strzał w plecy. I cholernie dobry. To też jedno z najbardziej szczerych dzieł komiksowej sztuki, jakie kiedykolwiek powstały.

Zabierzcie go do łóżka. Przeczytajcie w nocy. A potem śnijcie o tych wszystkich ludziach, którzy próbują przeżyć w świecie, który już dawno ich skreślił. I pamiętajcie \- to nie fikcja. To tylko świat, który znałbyś lepiej, gdybyś się częściej przyglądał ludziom w autobusie czy na ulicy.

Dziękuję, Lost in Time, za to, że mieliście odwagę wydać coś tak nieprzyjemnego, a zarazem tak diabelnie dobrego. W czasach, gdy komiksowa scena staje się coraz bardziej sterylna, "Czarna Seria" przypomina, że prawdziwa sztuka rodzi się z bólu. I z błota.

**KOMIKS PRZEZNACZONY JEST TYLKO DLA CZYTELNIKÓW 18\+**

Komiks został wydany przez wydawnictwo Lost In Time.

[Tu kupisz tanio komiksy](<https://go.buybox.click/linkclick_9890_506?p1=grzybek&url=https%3A%2F%2Fgildia.pl%2Fkomiksy.html&ref=blogokomiksach.pl>)

Tytuł: Czarna seria
Scenariusz: Enrique Sánchez Abulí
Rysunki: Jordi Bernet
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Format: 210x290 mm
Okładka: twarda
Ilość stron: 344 (cz\-b)
Rok wydania: 2025
Cena okładkowa: 145 zł

***\[Współpraca reklamowa\] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Lost In Time. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.***
