---
title: "„Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów”. Recenzja komiksu"
slug: "kobieta-jako-czlowiek-u-zarania-dziejow-recenzja-komiksu"
canonical_url: "https://blogokomiksach.pl/kobieta-jako-czlowiek-u-zarania-dziejow-recenzja-komiksu/"
published_at: "2026-10-04T16:40:29.000Z"
updated_at: "2026-10-04T16:40:29.000Z"
authors: ["Grzybek"]
tags: ["Recenzje komiksów", "Kultura Gniewu", "Ulli Lust", "komiks europejski"]
excerpt: "Chyba każdy z nas ma gdzieś z tyłu głowy ten sam obraz prehistorii. Kudłaty facet z maczugą, który wraca z polowania, a jak trzeba, to jeszcze zaciągnie kobietę za włosy do jaskini. On zdobywa świat, walczy z mamutami, rozpala ogień i zostawia swoje bazgroły na ścianach. Ona? Najczęściej siedzi gdzieś obok, pilnuje dzieci i czeka, aż chłop przyniesie coś na kolację. Przez lata napatrzyłem się na tyle podobnych obrazków w książkach, filmach i muzeach, że nawet nie przyszło mi do głowy, żeby zapyt"
feature_image: "https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/1-1.jpg"
feature_image_alt: "„Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów”. Recenzja komiksu"
language: "pl-PL"
---

# „Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów”. Recenzja komiksu

### Chyba każdy z nas ma gdzieś z tyłu głowy ten sam obraz prehistorii. Kudłaty facet z maczugą, który wraca z polowania, a jak trzeba, to jeszcze zaciągnie kobietę za włosy do jaskini. On zdobywa świat, walczy z mamutami, rozpala ogień i zostawia swoje bazgroły na ścianach. Ona? Najczęściej siedzi gdzieś obok, pilnuje dzieci i czeka, aż chłop przyniesie coś na kolację. Przez lata napatrzyłem się na tyle podobnych obrazków w książkach, filmach i muzeach, że nawet nie przyszło mi do głowy, żeby zapytać, ile w tym wszystkim jest prawdziwej prehistorii, a ile naszej późniejszej fantazji na jej temat.

Bo przecież tak właśnie miało być. Facet z włócznią, kobieta przy ognisku. Proste.

Tylko skąd, do cholery, właściwie to wiemy?

---

Wydawnictwo Kultura Gniewu zaprezentowało nam komiks „Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów” . Za scenariusz i rysunki odpowiada Ulli Lust, a przełożyła na język polski Małgorzata Słabickia\-Turpeinen. To niby komiks, ale równie dobrze można go czytać jak graficzny esej albo popularnonaukową opowieść o tym, jak powstawały nasze wyobrażenia o najdawniejszych dziejach człowieka.

W Niemczech album został uhonorowany prestiżową nagrodą dla najlepszej książki non\-fiction i był pierwszym komiksem wyróżnionym w ten sposób. I akurat tutaj nie brzmi to jak ciekawostka do dopisania na okładce, tylko całkiem trafnie oddaje charakter tej publikacji. Lust korzysta z języka komiksu, ale równie dużo miejsca poświęca badaniom, źródłom, interpretacjom i własnym wątpliwościom. Dzięki temu dostajemy rzecz znacznie bliższą solidnemu esejowi niż klasycznej powieści graficznej.

Nie ma tu klasycznej fabuły, ale nie znaczy to, że nic się nie dzieje. Fabułą staje się właściwie samo dochodzenie. Autorka zaczyna bardzo blisko siebie: od dzieciństwa, języka, wstydu związanego z ciałem i drobnych sytuacji pokazujących, jak szybko pewne zachowania zaczynamy uważać za normę. Później cofa się z nami coraz głębiej. Pojawiają się paleolityczne figurki kobiet, kolejne znaleziska, pochówki, narzędzia i ślady pozostawione przez ludzi, których o nic już nie możemy zapytać. Zaglądamy jeszcze dalej, do świata naczelnych, a następnie do współczesnych społeczności zbieracko\-łowieckich. Autorkę interesują sposoby zdobywania i dzielenia pożywienia, wychowywanie dzieci, własność, współpraca, przemoc, polowanie, menstruacja, klimat czy organizacja grupy. Z pozoru rozrzuca temat bardzo szeroko, ale wszystkie te ścieżki prowadzą do jednego pytania: ile w naszym obrazie pradziejów jest rzeczywistej przeszłości, a ile ludzi, którzy przyszli tysiące lat później i zaczęli ją interpretować?

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/2-2.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/3-1.jpg>)

Najciekawiej wypadają te fragmenty, w których Lust rozkłada na czynniki pierwsze mechanizm powstawania naukowych „oczywistości”. Przy szkielecie znaleziono broń? Przez lata najłatwiej było uznać, że należał do wojownika. Mocna budowa ciała? Zapewne mężczyzna. Naga kobieca figurka? Bogini płodności, matka albo przedmiot kultu. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobne założenia, powtarzane przez kolejnych badaczy, trafiają do muzeów, książek i podręczników, aż w końcu przestajemy pamiętać, że u ich źródeł stała jedynie **interpretacja**. Lust pokazuje przy tym przykłady, które późniejsze badania \- między innymi analizy DNA \- kazały odczytać na nowo. I właśnie wtedy najlepiej widać, jak duża odległość potrafi dzielić samo znalezisko od historii, którą z czasem wokół niego zbudowaliśmy.

Początkowo miałem zwyczajną satysfakcję z burzenia stereotypów. Ot, kolejna rzecz, którą przez lata przedstawiano z przesadną pewnością, a późniejsze badania każą spojrzeć na nią ponownie. Im dłużej jednak czytałem, tym mniej bawiło mnie przyłapywanie dawnych badaczy na pomyłkach. Zaczęło uwierać coś innego. Jak łatwo również ja przyjmowałem te obrazy bez zadawania pytań. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek, patrząc na muzealną rekonstrukcję grupy ludzi z epoki kamienia, zastanawiał się, dlaczego włócznię dostał facet, a kobiecie wciśnięto dziecko albo koszyk. Po prostu tak było. A właściwie: tak wyglądała ilustracja.

To drobna różnica. Tyle że po Lust przestaje być drobna.

Bardzo poruszyło mnie odzyskiwanie człowieka spod tych wszystkich podpisów. Figurki po pewnym czasie przestały wyglądać jak eksponaty, które należy prawidłowo sklasyfikować. Zacząłem myśleć o dłoni, która je wykonała. O kimś, kto siedział kilkadziesiąt tysięcy lat temu, obracał kawałek kości, kamienia czy gliny i z jakiegoś powodu chciał nadać mu właśnie taki kształt. Nie wiemy dlaczego. I może właśnie to „nie wiemy” jest tutaj najbardziej ludzkie. Im dłużej siedziałem nad tym komiksem, tym mniej widziałem „prymitywnych ludzi z epoki kamienia”, a częściej ludzi. Po prostu. Z potrzebami, lękiem, ciekawością, relacjami i koniecznością dogadania się z innymi.

Paradoksalnie pojawiła się u mnie nawet jakaś dziwna tęsknota za światem, którego przecież nigdy nie znałem i którego Lust wcale nie powinna mi sprzedawać jako lepszego. Nie za mieszkaniem w szałasie i bieganiem za zwierzyną, bez przesady. Bardziej za samą ideą wspólnoty. Za przypomnieniem, że człowiek nie przetrwał tylko dlatego, że był największym skurczybykiem w okolicy. Ktoś musiał podzielić się jedzeniem. Ktoś zaopiekować rannym. Ktoś zapamiętać, gdzie znaleźć wodę. Ktoś wychować dziecko, czegoś je nauczyć, ostrzec przed zagrożeniem albo poczekać na słabszego. Autorka bardzo mocno przesuwa akcent z dominacji na współdziałanie i właśnie w tym miejscu komiks przestaje być dla mnie wyłącznie opowieścią o kobietach. Staje się opowieścią o tym, jak bardzo lubimy przedstawiać historię jako serię zwycięstw jednostek, chociaż przetrwaliśmy dzięki grupie.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/4-1.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/5-1.jpg>)

To było dla mnie znacznie ciekawsze niż prosty komunikat: „kobiety też polowały”. Oczywiście, że ten wątek jest ważny. Ale gdybym po zakońćzeniu lektury wyniósł stąd jedynie poprawioną wersję starego obrazka \- teraz kobieta również dostała włócznię \- Lust osiągnęłaby niewiele. Ona rozwala sam obrazek. Pokazuje, że być może od początku zadawaliśmy niewłaściwe pytanie. Nie: „co robili mężczyźni, a co kobiety?”, tylko: „co musiała robić społeczność, żeby przeżyć?”.

Kilka razy złapałem się na myśli: chwila, ale skąd to wiadomo? I naprawdę spodobało mi się, że komiks doprowadził mnie właśnie do tego miejsca. Nie chcę po takiej lekturze grzecznie przyjąć kolejnego zestawu prawd. Nie chcę też zamieniać starej bajki o męskim łowcy na nową, równie wygodną historię o egalitarnej prehistorii, w której wszyscy zgodnie się dzielili, szanowali i wieczorem klepali po plecach. Sam album zresztą uczciwie przypomina, że obserwacji dotyczących współczesnych społeczności zbieracko\-łowieckich nie można przenosić jeden do jednego na realia sprzed dziesiątek tysięcy lat. Mogą pokazywać możliwości, ale nie są wehikułem czasu.

Są jednak miejsca, w których sama autorka podchodzi do tej granicy trochę za blisko. I tutaj pojawia się we mnie największy zgrzyt. Skoro przez cały album uczymy się nie zamieniać interpretacji w fakt, Lust również powinna podlegać tej samej zasadzie. Tymczasem miejscami odnosiłem wrażenie, że wypomina dawnej archeologii zbyt daleko idące spekulacje, by chwilę później z dużą ochotą ruszyć w interpretację materiału dopuszczającego przecież więcej niż jedno wyjaśnienie. I bardzo dobrze, że ten opór pojawił się podczas lektury.

Druga rzecz, która została mi w głowie, jest bardziej przyziemna. Zacząłem inaczej patrzeć na muzealne podpisy. Lust uruchamia potrzebę sprawdzania: gdzie znaleziono tę figurkę? Kto ją opisał? Kiedy przyjęto konkretną interpretację? Co wiadomo naprawdę, a co powtarzamy od dziesięcioleci? Sam kilka razy odkładałem komiks, żeby przyjrzeć się bliżej znalezisku albo tematowi, przez który normalnie prześlizgnąłbym się bez większego zastanowienia. Bo między przedmiotem a tabliczką stojącą obok niego zawsze znajduje się jeszcze człowiek, który tę tabliczkę napisał.

I to jest cholernie ważne.

Nie wszystko działa przy tym równie dobrze. Autorka zgromadziła materiału na kilka tomów ale czuć że chwilami bardzo chce zmieścić wszystko w jednym. W środkowej części albumu kobieta czasami schodzi gdzieś na dalszy plan, a całość zamienia się w szerszą opowieść o zbieraczach i łowcach, ekonomii niedostatku i dostatku, klimacie czy funkcjonowaniu wspólnot. Mnie również parę razy zgubił ten rozmach. Temat potrafi oddalić się od punktu wyjścia, przejścia pomiędzy kolejnymi zagadnieniami są niekiedy gwałtowne, a czerwony sznurek, za którym próbuję podążać, zamienia się na moment w zawiły węzeł.

Po namyśle częściowo jednak ten rozrzut rozumiem. Gdyby Lust pisała wyłącznie o „roli kobiety”, znowu wycinałaby ją z całego świata i ustawiała na osobnym postumencie. Tymczasem podstawowa myśl komiksu prowadzi dokładnie w przeciwnym kierunku. Kobieta nie była specjalnym dodatkiem do historii człowieka. Była człowiekiem. A żeby opowiedzieć o niej uczciwie, trzeba w końcu zacząć opowiadać o wszystkich.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/6-1.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/7-2.jpg>)

Graficznie ta forma broni się całkiem dobrze. Lust potrafi zmienić stronę w muzealną gablotę pełną figurek, za chwilę wrócić do prostej sceny obyczajowej, a kilka plansz dalej otworzyć przestrzeń przed zwierzętami i krajobrazem. Kreska jest swobodna, czasami karykaturalna, gdy liczy się gest albo żart, ale robi się precyzyjniejsza, kiedy na pierwszym planie pojawia się artefakt. Po skończeniu lektury sam wracałem do kilku plansz już bez czytania tekstu, żeby jeszcze raz przyjrzeć się temu, jak autorka układa na stronie znaleziska, postacie i całe sekwencje przyrodnicze.

Równie dobrze pracują kolory. Porządkują opowieść i zmieniają jej temperaturę. Co ważniejsze, Lust naprawdę wykorzystuje język komiksu, zamiast jedynie wkładać wykład w dymki. Są strony, które trzeba oglądać, porównywać, czasem cofnąć wzrok o kilka kadrów. Sam parę razy złapałem się na tym, że za mocno skupiłem się na tekście i prawie przegapiłem to, co autorka dopowiadała samą kompozycją.

Po lekturze nie mam więc poczucia, że Ulli Lust opowiedziała mi, jak wyglądała prehistoria. Na szczęście. Dała mi coś dużo ciekawszego: spory worek podejrzeń wobec tego, co wcześniej uważałem za wiedzę.

Bo mój stary jaskiniowiec nadal gdzieś tam siedzi. Maczuga jest. Jaskinia też. Nawet biedna kobieta ciągnięta za włosy nie zniknęła.

Tylko teraz, kiedy na niego patrzę, nie widzę już człowieka z epoki kamienia.

Widzę człowieka, którego dużo później sami sobie wymyśliliśmy.

Na koniec, szukając informacji o autorce, trafiłem również na kontynuację tego komiksu. Drugi tom, „Szamani”, ukazał się w Niemczech w 2026 roku. Mam nadzieję, że Kultura Gniewu pójdzie za ciosem i nie każe nam długo czekać na polskie wydanie.

*\[Współpraca reklamowa\] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.*

    ![Okładka komiksu](<https://gildia.pl/media/catalog/product/cache/74c1057f7991b4edb2bc7bdaa94de933/k/o/kobieta-jako-czlowiek.webp>)    Polecana lektura

### "Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

 [Sprawdź cenę w Gildii](<https://go.buybox.click/linkclick_9890_506?&url=https%3A%2F%2Fgildia.pl%2Fkobieta-jako-czlowiek.html&ref=blogokomiksach.pl>)

| Tytuł | „Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów” |
| --- | --- |
| Wydawca | Kultura Gniewu |
| Scenarzysta | Ulli Lust |
| Rysownik | Ulli Lust |
| Tłumacz | Małgorzata Słabicka\-Turpeinen |
| Rok wydania | 2026 |
| Format | 193x260 mm |
| Okładka | twarda |
| Liczba stron | 256 (kolor) |
| Cena okładkowa | 149,90 zł |

***Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.***
