---
title: "„Łaźnia. Księga 1”. Recenzja komiksu"
slug: "laznia-ksiega-1-recenzja-komiksu"
canonical_url: "https://blogokomiksach.pl/laznia-ksiega-1-recenzja-komiksu/"
published_at: "2026-10-14T18:50:01.000Z"
updated_at: "2026-10-14T18:50:01.000Z"
authors: ["Grzybek"]
tags: ["Recenzje komiksów", "Timof Comics", "Ottoich", "komiks polski"]
excerpt: "Pamiętacie jeszcze ten niepowtarzalny klimat serialu „Z archiwum X”? Mulder wszędzie węszył spisek, Scully próbowała znaleźć naukowe wyjaśnienie, a my siedzieliśmy przed telewizorami, zastanawiając się, czy przypadkiem oboje nie mają racji. Uwielbiałem ten serial nie tylko za kosmitów, paranormalne zjawiska czy tajne eksperymenty. Najbardziej podobało mi się to, jak twórcy potrafili z pozornie niewinnych wydarzeń utkać zagadkę, w której z każdym kolejnym odkryciem przybywało pytań zamiast odpowi"
feature_image: "https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/1-7.jpg"
feature_image_alt: "„Łaźnia. Księga 1”. Recenzja komiksu"
language: "pl-PL"
---

# „Łaźnia. Księga 1”. Recenzja komiksu

### Pamiętacie jeszcze ten niepowtarzalny klimat serialu „Z archiwum X”? Mulder wszędzie węszył spisek, Scully próbowała znaleźć naukowe wyjaśnienie, a my siedzieliśmy przed telewizorami, zastanawiając się, czy przypadkiem oboje nie mają racji. Uwielbiałem ten serial nie tylko za kosmitów, paranormalne zjawiska czy tajne eksperymenty. Najbardziej podobało mi się to, jak twórcy potrafili z pozornie niewinnych wydarzeń utkać zagadkę, w której z każdym kolejnym odkryciem przybywało pytań zamiast odpowiedzi. Nigdy do końca nie było wiadomo, komu można zaufać, co jest prawdą, a co jedynie sprytnie przygotowaną mistyfikacją.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ podczas lektury „Łaźni” Ottoicha wielokrotnie zastanawiałem się, jak do tej sprawy podeszłaby dobrze nam znana para agentów FBI. Mamy tutaj podejrzanych naukowców, tajemnicze eksperymenty, dziwaczne zdarzenia, a nawet kosmiczne zagadki. Do tego mnóstwo pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, które próbowałem sobie jakoś poukładać. Ilekroć wydawało mi się, że zaczynam rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, autor dorzucał kolejny element, wywracając moje przypuszczenia do góry nogami. Brakowało właściwie tylko charakterystycznego gwizdania z czołówki serialu.

---

[Zardzewiały Tankowiec. Ottoich. Kilka słów o komiksie](<https://blogokomiksach.pl/zardzewialy-tankowiec-ottoich-kilka-slow-o-komiksie/>)

> Już jutro do sprzedaży trafi „Zardzewiały Tankowiec” \- najnowszy komiks, którego autorem jest Ottoich. Dzięki Wydawnictwu BestComics mogłem zapoznać się z tytuł

Zresztą Ottoich od dawna ma słabość do historii, które wymykają się prostym wyjaśnieniom. Przekonałem się o tym przy lekturze „Otwartej Turmy”, „827” czy recenzowanego przeze mnie „Zardzewiałego Tankowca”. Zdążyłem już poznać jego specyficzny sposób opowiadania i wyjątkowo wybujałą wyobraźnię. Dlatego po najnowszy album sięgałem z pewnymi oczekiwaniami, choć w przypadku tego twórcy nigdy nie można być do końca pewnym, co czeka nas na kolejnych stronach. „Łaźnia. Księga 1” ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy. Ottoich tradycyjnie odpowiada zarówno za scenariusz, jak i rysunki. To początek większej opowieści, której pierwsza odsłona skutecznie rozbudziła mój apetyt na więcej.

A sam komiks zaczyna się od zagadki z zupełnie innej beczki. Jeden z naukowców, zajmujący się badaniem Wszechświata, natrafia na zagadkowy wzrost mikrofalowego promieniowania tła. Co właściwie odkrył i jakie może to mieć znaczenie? Tego na razie nie wiemy, ponieważ Ottoich nagle porzuca kosmiczne rozważania i przenosi nas do hospicjum. Poznajemy tam Aleksandra Grota, którego ojciec od lat zmaga się z tajemniczą chorobą, niemal całkowicie odcinającą go od otoczenia. Następnie na scenę wkracza Marta Zarzycka, cierpiąca na chorobę Alzheimera. Kobieta została poddana eksperymentalnej terapii polegającej na wszczepieniu do jej organizmu specjalnego czipa. Za tym medycznym przedsięwzięciem stoi doktor Marek Los, współpracujący z tajemniczą firmą. Lekarz wraz z pacjentką pojawiają się w popularnym programie telewizyjnym prowadzonym przez Sarę Kante, gdzie opowiadają o nowatorskiej metodzie leczenia. I właśnie wtedy dzieje się coś zaskakującego. Ojciec Aleksandra, od dawna niemal nieobecny duchem, na widok Marty niespodziewanie się ożywia. Wygląda na to, że ją rozpoznaje. Tylko skąd? Zaintrygowany Aleksander postanawia poszukać odpowiedzi, nie przypuszczając nawet, jak daleko zaprowadzi go ta sprawa.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/2-7.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/3-7.jpg>)

A to przecież zaledwie początek całego zamieszania. Wkrótce na horyzoncie pojawiają się kolejne zagadkowe postacie, wojsko, szemrane interesy i badacze prowadzący eksperymenty, których prawdziwego celu możemy się jedynie domyślać. Powracają również kosmiczne tajemnice, a gdzieś pośród tego wszystkiego przewija się tytułowa łaźnia. Czym właściwie jest to miejsce i jaką rolę odgrywa w całej intrydze? To jedno z pytań, na które odpowiedzi musicie poszukać sami. Ottoich mnoży bowiem niewiadome, podsuwa nowe tropy i wprowadza bohaterów, których związki z wcześniejszymi wydarzeniami początkowo trudno rozszyfrować. W pewnym momencie zaczynamy nawet zastanawiać się, czy śledzimy różne historie, czy może tę samą, tyle że opowiadaną z zupełnie innych perspektyw. I na tym zakończę opowiadanie o fabule. Jeszcze kilka szczegółów i mógłbym Wam niechcący popsuć sporą część zabawy. A tego wolałbym uniknąć.

Przyznam, że „Łaźnia” zmusiła mnie do naprawdę intensywnego główkowania podczas lektury. Ottoich po mistrzowsku żongluje chronologią, a ja co rusz łapałem się na pytaniu, czy dobrze zrozumiałem to, co przed chwilą przeczytałem. Niejednokrotnie musiałem wracać do wcześniejszych stron, żeby przypomnieć sobie jakiś szczegół albo sprawdzić, czy przypadkiem czegoś nie przeoczyłem. I wiecie co? Sprawiało mi to cholerną frajdę\! Szczególnie że scenarzysta nie daje nam zbyt wiele czasu na oswojenie się z następującymi po sobie wydarzeniami. Kiedy już wydawało mi się, że zaczynam pojmować jego zamysł, następowało coś, co kazało mi na nowo przemyśleć wcześniejsze przypuszczenia. Nie twierdzę, że udało mi się wszystko rozszyfrować. Ba, jestem przekonany, że wiele rzeczy zwyczajnie mi umknęło. Ale właśnie dlatego mam ochotę przeczytać ten album jeszcze raz.

Przypadła mi również do gustu swoboda, z jaką Ottoich korzysta z różnych konwencji. Bo jak właściwie zakwalifikować „Łaźnię”? Jako thriller science fiction? Horror? Opowieść psychologiczną? A może coś zupełnie innego? Chyba najlepiej byłoby przestać szukać odpowiedniej szufladki i pozwolić twórcy na te wszystkie dziwactwa. Zwłaszcza że potrafi on zestawiać rzeczy z pozoru zupełnie do siebie niepasujące, nie przejmując się specjalnie gatunkowymi ograniczeniami. Podoba mi się również, że pośród tych osobliwości znalazło się miejsce na temat starości, choroby i stopniowego zanikania pamięci. Nie zamierzam jednak doszukiwać się głębokiej symboliki w każdym wydarzeniu ani przekonywać Was, że już wiem, co autor chciał nam powiedzieć. Pierwsza księga pozostawia na to zbyt wiele niewiadomych. Na razie bardziej interesuje mnie, jak rozwinie tę przedziwną opowieść i czy zdoła równie mocno zaskoczyć mnie w kolejnej odsłonie.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/4-6.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/5-6.jpg>)

Nie będę Was przekonywał, że Ottoich tworzy piękne ilustracje. Bo nie tworzy. A przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim zwykle mówimy o komiksowej urodzie. To nie jest Jim Lee, Alex Ross ani Enrico Marini, przy których planszach człowiek potrafi zatrzymać się na dłużej tylko po to, żeby nacieszyć oczy. Jego bohaterowie mają twarze, z którymi raczej nie zrobiliby kariery w reklamach kosmetyków, a cała oprawa graficzna jest tak nieokrzesana, jakby rysownik zupełnie nie przejmował się tym, czy komuś przypadnie do gustu. I bardzo dobrze\! Osobiście daję plusa za tę osobliwą estetykę, pełną groteskowych postaci, dziwacznych proporcji i momentami wręcz odpychających obrazów.

W „Łaźni” autor dodatkowo zrezygnował z kolorów, co moim zdaniem wyszło mu na dobre. Gęste szrafowanie, mocne kontrasty i pomysłowe kadrowanie nadają całości surowy, chwilami niemal koszmarny charakter. Oczywiście zdarza się, że w natłoku kresek trudno od razu połapać się, na co właściwie patrzymy. Nie wszystkie plansze są równie czytelne, ale trudno odmówić Ottoichowi wyrazistego, rozpoznawalnego stylu. Zresztą nie zamierzam rozkładać jego warsztatu na czynniki pierwsze. Zamieściłem sześć przykładowych stron, więc sami możecie ocenić, czy taka stylistyka Wam odpowiada.

W „Łaźni” jednym z największych atutów jest dla mnie to, że nawet najbardziej nieprawdopodobne wydarzenia autor potrafi osadzić w całkiem zwyczajnej rzeczywistości. Hospicjum, rozmowy o leczeniu, rodzinne zmartwienia czy telewizyjne występy nie zapowiadają przecież żadnego szaleństwa. A jednak im dłużej śledziłem losy bohaterów, tym bardziej niepokoiły mnie nawet pozornie niewinne sytuacje. Szczególnie dobrze wypada to zderzenie codzienności z czymś, czego nie potrafimy racjonalnie wyjaśnić. W pewnym momencie zacząłem podejrzliwie traktować właściwie wszystko, co oglądałem na kolejnych planszach. Nawet zwyczajna rozmowa mogła przecież kryć coś znacznie ważniejszego, niż początkowo sądziłem. Podoba mi się ten rodzaj niepokoju, który nie potrzebuje wyskakujących z szafy potworów ani hektolitrów krwi. Wystarczy świadomość, że znamy tylko niewielką część prawdy. I właśnie pod tym względem „Łaźnia” przypomniała mi najlepsze odcinki wspomnianego na początku „Z archiwum X”.

Najbardziej w „Łaźni” kręci mnie jednak ta wszechobecna tajemnica. Nie chodzi już nawet o samo rozszyfrowanie wydarzeń, ale o ustalenie, kto w tym wszystkim rzeczywiście rozdaje karty. Bo przecież trudno pozbyć się podejrzeń, że niektórzy bohaterowie wiedzą znacznie więcej, niż chcą nam powiedzieć. Tylko jakie mają w tym interesy i dlaczego tak bardzo zależy im na zachowaniu pewnych spraw w tajemnicy? Cholera, momentami naprawdę nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć\! Jedno jest pewne \- wszystkie te dziwactwa są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Ale co właściwie za nimi stoi? Jakiś gigantyczny spisek? Naukowy eksperyment, który wymknął się spod kontroli? A może coś znacznie bardziej nieprawdopodobnego? Ottoich co jakiś czas podrzuca nam kolejny trop, pozwala przez chwilę pogłówkować, po czym bezczelnie zostawia nas z następną porcją pytań. Człowiek najchętniej złapałby go wtedy za kołnierz i zapytał: „Halo, panie Ottoich, może wreszcie jakieś konkrety?\!”. Ale wiecie co? Mnie właśnie takie wodzenie za nos sprawiało ogromną przyjemność. Zamiast niecierpliwie wypatrywać rozwiązania, sam snułem coraz bardziej niedorzeczne teorie, próbując odgadnąć, co autor jeszcze przede mną ukrywa.

![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/6-6.jpg>)![](<https://blogokomiksach.pl/content/images/2026/10/7-7.jpg>)

Żeby jednak nie było tak pięknie, „Łaźnia” ma również swoje słabsze strony. Paradoksalnie największą z nich może okazać się to, co mnie podczas lektury sprawiało tyle frajdy. Ottoich tak mocno miesza chronologię, miejsca akcji i losy poszczególnych bohaterów, że momentami naprawdę trudno połapać się w tym całym zamieszaniu. Zanim zdążymy dobrze zorientować się w jednej sytuacji, już lądujemy gdzieś indziej, często w zupełnie innym czasie i towarzystwie. Do tego dochodzi całkiem pokaźna liczba postaci, z których część znika na dłużej, by niespodziewanie powrócić w dalszych fragmentach opowieści. Wszystko jest ze sobą powiązane, ale poskładanie tych elementów do kupy wymaga naprawdę sporo uwagi i cierpliwości. Mnie takie kombinowanie bardzo odpowiadało, ale doskonale rozumiem, że dla niektórych czytelników może być zwyczajnie męczące. Zwłaszcza że czasami trudno odróżnić celowe niedopowiedzenie od sytuacji, w której po prostu czegoś nie zrozumieliśmy.

Mimo wszystko „Łaźnię” uważam za udany i ciekawy komiks. Przyznam, że po zamknięciu albumu miałem ochotę podrzucić go komuś znajomemu, a później porównać nasze wrażenia i pomysły na rozwiązanie całej zagadki. Jestem ciekaw, czy doszlibyśmy do podobnych wniosków, czy może każdy z nas zrozumiałby tę historię zupełnie inaczej. Na razie Ottoich ma u mnie spory kredyt zaufania, choć zdaję sobie sprawę, że prawdziwy sprawdzian dopiero przed nim. Z niecierpliwością czekam więc na „Księgę 2”. Oby tylko okazało się, że autor rzeczywiście ma na to wszystko jakiś diabelnie dobry pomysł. Bo po takim początku nie wybaczyłbym mu byle jakiego zakończenia.

| Tytuł | „Łaźnia. Księga 1” |
| --- | --- |
| Wydawca | Timof i cisi wspólnicy |
| Scenarzysta | Ottoich |
| Rysownik | Ottoich |
| Rok wydania | 2026 |
| Format | 190x260 mm |
| Okładka | miękka |
| Liczba stron | 216 (cz\-b) |
| Cena okładkowa | 99,00 zł |

      ![Okładka komiksu](<https://gildia.pl/media/catalog/product/cache/74c1057f7991b4edb2bc7bdaa94de933/o/k/okladka_a_nia.jpg>)    Polecana lektura

### "Łaźnia. Księga 1"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

 [Sprawdź cenę w Gildii](<https://go.buybox.click/linkclick_9890_506?&url=https%3A%2F%2Fgildia.pl%2Flaznia-01.html&ref=blogokomiksach.pl>)

***Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.***
