Animacja Wiedźmin: Syreny z głębin wjechała na Netfliksa. Sprawdziłem, czy warto poświęcić tej produkcji 90 minut

Tym razem to opinia nie komiksie lecz o filmie animowanym. Ale być może część z Was śledzi losy Geralta także w innych mediach niż komiks. Wczoraj zamiast czytać, obejrzałem “Syreny z głębin”. Jeśli jesteście zainteresowani moim zdaniem na temat tej produkcji, to zapraszam do lektury.
To już drugi film animowany Netfliksa traktujący o przygodach wiedźminów. Z tą różnicą, że film “Zmora Wilka” nie opowiadał o losach Geralta lecz innego wiedźmina. W “Syrenach z głębin” pierwsze skrzypce gra natomiast Rzeźnik z Blaviken, a na lutni przygrywa mu najpopularniejszy bard na świecie, czyli Jaskier. Oczywiście Netflix nakręcił też serial aktorski z Henrym Cavillem w roli głównej, ale jakoś specjalnie nie przypadł mi on do gustu - odpadłem po dwóch sezonach.
Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że uniwersum Wiedźmina rozrosło się znacznie ponad to, co zaplanował sobie w głowie Andrzej Sapkowski. Kontynuacje przygód Geralta pisane przez różnych autorów trafiły do gier komputerowych i komiksów. Większość z nich (o ile nie wszystkie), raczej wiernie trzymają się podstawowych reguł i historii wiedźmińskiego uniwersum. Są to po prostu “poboczne questy” w stosunku do głównej historii, które uzupełniają to, co działo się przed lub po wydarzeniach opisanych w głównej sadze. I podobnie jest z animacją “Syreny z głębin”.
Dwa słowa o fabule. Geralt i Jaskier przybywają do nadmorskiego miasteczka, które żyje w symbiozie z wodnymi mieszkańcami pobliskiego akwenu. Co więcej, młody książę, następca tronu, kocha się w syreniej księżniczce i planuje z nią ślub. Niestety, ktoś planuje zniweczyć ten plan podburzając wzajemnie między sobą oba gatunki - ludzi i wodniaków. Dochodzi do incydentów, które zaczynają kruszyć pokój między obiema nacjami. Geralt wplątany zostaje w śledztwo.
Brzmi znajomo? Słusznie. Film “Syreny z głębin” stanowi bowiem rozwinięcie opowiadania “Trochę poświęcenia” ze zbioru “Miecz przeznaczenia”. Ale motywy tu zawarte mogą przywodzić też na myśl wydany niedawno w Polsce komiks “Dzikie zwierzęta” (konflikt między dwoma gatunkami). Jak to bywa w opowiadaniach Sapkowskiego, historia nawiązuje z kolei do klasycznej bajki o miłości między syrenką a człowiekiem (“Mała syrenka” H.C. Andersena). Nie będę ukrywał, że wiedźmińskiego oryginału już nie pamiętam z detalami (czytałem go bez mała ćwierć wieku temu), ale wydaje mi się, że rozwinięto tu wiele wątków, np. historię Jaskra, dworskie intrygi o sukcesję czy sceny batalistyczne.
Pod względem graficznym film stoi na wysokim poziomie. Choć jest to produkcja, w której palce maczali Koreańczycy, to nie ma tu w zasadzie żadnych irytujących (mnie) naleciałości wizualnych rodem z manhwy. Film jest dynamiczny, nie ma dłużyzn, a bitwy i pojedynki z potworami są epickie. Geralt wygląda przyzwoicie, Jaskier - świetnie, a jego przyjaciółka Essi “Oczko” - pięknie. Co ciekawe, w finale filmu znajdziemy też nawiązanie do animacji Disneya “Mała Syrenka”.
Reasumując, w mojej opinii film stanowi całkiem udane rozwinięcie opowiadania Andrzeja Sapkowskiego. Nie jest to wierna adaptacja, bo opowiadanie miało zdecydowanie bardziej kameralny charakter. Tu mamy do czynienia z napisaną z rozmachem historią na motywach oryginału. A dodatkowe wątki stanowią ciekawe rozwinięcie wiedźmińskiego uniwersum. Co jednak ważne nie wpływają na- i nie zmieniają historii opisanych wcześniej w książkach. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ortodoksyjni fani, którzy nie dopuszczają zmian w oryginalnych historiach o Wiedźminie, mogą być innego zdania, ale ja polecam ten film. Bawiłem się całkiem nieźle ;)