Fox od Jeana Dufaux. Niezła przygodówka z elementami fantasy - w sam raz dla fanów Indiany Jonesa

Fox od Jeana Dufaux. Niezła przygodówka z elementami fantasy - w sam raz dla fanów Indiany Jonesa

Pod koniec stycznia do naszej redakcji spłynął pakiet komiksów z różnych wydawnictw. Tradycyjnie podzieliliśmy się robotą recenzencką na pół. “Fox” miał trafić do Grzybka. Z ciekawości przekartkowałem album i zaintrygowały mnie nieco oldschoolowe rysunki. Po przeczytaniu pierwszych stron wsiąkłem. Zanim się zorientowałem, zegar wybił trzecią nad ranem. Wchłonąłem tego “grubasa” na jedno posiedzenie.

“Fox” to historia autorstwa dwóch belgijskich autorów - Jeana Dufaux (scen.) oraz Jean-François Charles’a (rys.). Ten pierwszy jegomość jest Wam zapewne dobrze znany z licznych komiksów wydanych na naszym rynku. Wystarczy tu wspomnieć o “Skardze Utraconych Ziem”, “Krucjacie”, “Drapieżcach”, “Łupieżcach Imperiów”, “Dwóch maskach”, “Barakudzie” i wielu innych. Nazwisko rysownika nie jest mi bliżej znane, ale z tego co widzę współpracował ze Zbigniewem Kasprzakiem przy komiksie “Spadająca gwiazda. Marilyn Monroe” (wchodzącym także w skład wydania zbiorczego “Wielkie Wyprawy”).

W oryginale seria “Fox” wychodziła w latach 1991-1998 i składało się na nią siedem albumów. Wydawnictwo Lost In Time wypuściło na rynek komplet w jednym eleganckim integralu liczącym ponad 350 stron. W twardej oprawie i na solidnym papierze.

Głównym bohaterem komiksu jest Allan Fox, amerykański żołnierz, który brał udział w II Wojnie Światowej oraz w Wojnie Koreańskiej. Jego postać to ucieleśnienie stereotypu amerykańskiego mężczyzny z drugiej połowy XX wieku. To szarmancki twardziel w dżinsach, popijający colę i jeżdżący na harleyu.

Fox już na wojskowej emeryturze postanowi odwiedzić jedną z francuskich wiosek, którą wizytował w trakcie operacji wojskowej. Podczas wypoczynku pozna niejaką Edith oraz smolącego do niej cholewki dziwacznego naukowca Daudiera - sąsiadów z pensjonatu. Po tajemniczej śmierci mężczyzny, losy żołnierza i dziewczyny splotą się za sprawą mitycznej księgi Thota, która rzuci ich w wir egipskiej przygody.

Na swojej drodze zderzą się z ze światem mitów i wierzeń starożytnych egipcjan, zagadkami i licznymi niebezpieczeństwami, które nierzadko nie będą miały naukowego wyjaśnienia. Całość - jak to u Jean Dufaux’a bywa - podlana będzie sosem fantastyki i zjawisk nadprzyrodzonych. Podobnie jak to bywa w filmach z Indianą Jonesem.

To właśnie ten bohater przyszedł mi na myśl po lekturze pierwszych stron komiksu. Być może to nie przypadek, bo w latach 80-tych filmy z Harrisonem Fordem święciły triumfy popularności. Stworzenie podobnego bohatera komiksowego mogło okazać się zatem strzałem w dziesiątkę. Ale nie jest to jedyne dzieło, z którym można porównywać komiks. Nasunęły mi się jeszcze takie tytuły jak “Mumia”, “Tomb Raider” czy nawet “Przygody TinTina”. A pewnie wytrawni znawcy, znaleźliby tu jeszcze więcej odwołań do różnych innych dzieł popkultury. Jeśli miałbym się podjąć klasyfikacji gatunkowej komiksu, to jest to zdecydowanie klasyczna opowieść przygodowa z elementami fantasy.

To co rzuca się też już po przekartkowaniu pierwszych stron komiksu, to nieco oldschoolowa kreska rysownika, przywodząca na myśl frankofońskie albumy z lat 80-tych. Nie da się ukryć, że styl graficzny został nadszarpnięty zębem czasu, ale mimo wszystko trudno tu coś konkretnego zarzucić. Jean-François Charles odwalił kawał porządnej roboty - jeśli podejmiecie się lektury, zwróćcie uwagę także na drugi plan - na te egzotyczne krajobrazy, stare samochody, pejzaże miast czy elementy architektury.

Oldschoolowy rysunek ma swój urok i pasuje do klimatu opowieści. Wyraźnie też widać, że styl artysty ewoluuje na przestrzeni kolejnych albumów wchodzących w skład integrala. Każda kolejna część jest coraz bardziej “nowoczesna”.

Opowieść o Foxie nie skupia się wyłącznie na egipskiej przygodzie. Pierwsze cztery albumy tworzą zamkniętą historię, a kolejne części stanowią jej uzupełnienie. Niewykluczone, że po sukcesie sprzedażowym tetralogii, Dufaux zdecydował się zrobić “dokrętkę” pisząc kolejne części serii i rozwijać uniwersum. Podobnie jak to robi np. ze “Skargą Utraconych Ziem”.

Piąta część przenosi bohaterów do Szkocji, ale wciąż klimatem jest zbliżona do pierwszych albumów - mamy ezoterykę, magię, tajne stowarzyszenia itp. Im dalej w las, tym charakter opowieści ulega zmianie. Ostatni odcinek przypomina już bardziej political fiction w stylu “XIII”, niż przygodówkę spod znaku “Indiany Jonesa”. Wciąż jednak łączy się tematycznie pewnymi elementami z egipską przygodą.

Komiks czytało mi się bardzo dobrze, choć momentami musiałem się mocniej skupić na tym, kto jest kim. Charakterystyczną cechą scenariuszy pisanych przez Jeana Dufauxa jest to, że na pewnym etapie zaczyna gmatwać historię i wprowadzać do niej coraz to nowych bohaterów. A każdy z nich odgrywa istotną rolę w całości, więc lepiej wiązać na bieżąco w głowie odpowiednie sznurki, zanim pójdziemy dalej. Dla jednych może być to wada, dla innych zaleta. Ale przynajmniej nie da się potem zarzucić autorowi, że napisał pytką historię. Wątków jest sporo, ale wszystkie mają swoje sensowne zakończenie. I pewnie w tym tkwi siła i popularność komiksów firmowanych nazwiskiem Jeana Dufaux.

Nie będę ukrywał, że ja bawiłem się przednio czytając “Foxa”. Nie będę też ukrywał, że bliżej mi do komiksu frankofońskiego niż amerykańskiego (zwłaszcza spod znaku superhero). A już zwłaszcza do komiksów wydawanych w latach 80 i 90-tych XX wieku. Moim zdaniem fani opowieści awanturniczo-przygodowych zdecydowanie powinni skierować swój czytelniczy radar na tę pozycję. A także osoby, którym podobały się przygody Indiany Jonesa ;)

[Współpraca reklamowa] Egzemplarz recenzencki komiksu otrzymałem od wydawnictwa Lost In Time. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię.