Hulk. Donny Cates i Ryan Ottley. Recenzja komiksu

Hulk. Donny Cates i Ryan Ottley. Recenzja komiksu

Hulk jako statek kosmiczny? Taką interpretację opowieści o Brusie Bannerze i jego zielonym alter ego znajdziemy w komiksie “Hulk” autorstwa Donny’ego Cates’a (scen.) i Ryan’a Ottley’a (rys.), który za kilka dni trafi oficjalnie do dystrybucji. Choć na pozór pomysł może wydawać się nieco naciągany, to w tym szaleństwie jest metoda.

Wydany przez Egmont komiks zawiera materiały, które pierwotnie opublikowane zostały w 2021 roku w zeszytach „Hulk” #1–6 i 9–14 oraz „Free Comic Book Day 2021: Avengers/Hulk” #1. Jak zapewne zauważycie, brakuje tu zeszytów “Hulk” 7 i 8. Pojawią się one w komiksie “Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny”, który 26 lutego trafi do księgarni. Fragment ten powiązany jest bowiem z komiksami „Hulk vs. Thor: Banner of War Alpha” #1 oraz „Thor” #25–26, które stanowią uzupełnienie tej historii.

Nie będę ukrywał, że nie jestem na bieżąco z przygodami Hulka. Z tego co jednak zdążyłem się zorientować, wydarzenia opisane w komiksie “Hulk” dzieją się tuż po serii “Immortal Hulk”. Miałem nawet nie zabierać się za lekturę tego komiksu, ale zaintrygował mnie oryginalny pomysł scenarzysty na tę opowieść. Donny Cates przedstawia nam bowiem zmagania Brusa Bannera z własnym umysłem, który przedstawiony został jako pałac w głowie naukowca. 

W “Hulku” Banner zdecydował się przejąć całkowitą kontrolę nad swoim alter ego dochodząc do wniosku, że potwór nie jest jest jego przekleństwem, lecz maszyną, którą można w pełni kontrolować. Oddzielił więc swój umysł od ciała Hulka tworząc coś na kształt statku kosmicznego. Sam zasiadł w kokpicie, który przypomina kabinę pilota. Stworzył wirtualny "silnik napędowy", w którym uwięził Hulka. Zmuszając go do walki z kolejnymi przeciwnikami, generuje energię napędzającą statek kosmiczny. Tak skonstruowany system pozwala Bannerowi przekształcić Hulka w maszynę wojenną.

Na skutek pewnych wydarzeń, Hulk przypadkowo aktywuje eksperymentalny napęd opracowany przez Tonego Starka, który przenosi go do innego wymiaru. Potwór trafia do świata, gdzie rządzi brutalna wersja Hulka, czczona jako wojowniczy bóg. Mieszkańcy tej rzeczywistości są przekonani, że Hulk jest nowym mesjaszem, co prowadzi do konfliktu z Thunder Hulkiem. Tymczasem Banner zmaga się z coraz większymi problemami psychicznymi – jego kontrola nad Hulkiem zaczyna słabnąć. Pomysł na statek kosmiczny zaczyna się sypać…

Tak przynajmniej ja poukładałem to sobie w głowie po lekturze tego opasłego tomiszcza (300 stron). Nie będę bowiem ukrywał, że fabuła komiksu jest dość skomplikowana, a niektóre pomysły nieco absurdalne. Na początkowym etapie trudno jest się połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Dopiero z biegiem kolejnych stron kolejne elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, by finalnie stworzyć pełen obraz opowieści. Sprawę nieco komplikuje fakt, że ominięto tu crossover z Thorem, który stanowi uzupełnienie tej historii. Dla fanów nic straconego, bo można sobie dokupić komiks “Hulk kontra Thor. Sztandar wojenny” i poznać całą opowieść.

Choć “Hulk” porusza bardzo ciekawy wątek zmagań psychicznych Bannera ze swoim alter ego i próbę przejęcia kontroli nad potworem, to nie ma co ukrywać, że jest to wciąż komiks akcji. Hulk miażdży, rozrywa i niszczy wszystko co staje na jego drodze. Efektowne sceny akcji i świetne ilustracje Ryan’a Ottley’a grają pierwsze skrzypce. Osoby preferujące naparzanki w trykociarskich klimatach powinny być w pełni usatysfakcjonowane.

Ja mam jednak mieszane uczucia po lekturze komiksu. Z jednej strony podoba mi się wątek Hulka jako statku kosmicznego i zmagania Bannera ze swoim umysłem. To nowatorskie podejście do koncepcji potwora, które niewątpliwie zasługuje na uwagę i na pewno zapadnie czytelnikom w pamięci. Z drugiej jednak strony jest tu - jak dla mnie - zdecydowanie za dużo akcji. Historię tę można było ulepić w sposób bardziej ambitny i uszyć pod bardziej wymagającego użytkownika. Mam wrażenie, że Cates chciał chwycić na raz zbyt wiele srok za ogon - z jednej strony pokazać ambitną opowieść, z drugiej pozostać wierny klasycznym akcyjniakom.

Tak czy siak, czasu poświęconego na lekturę “Hulka” nie uważam za stracony. Gdybym miał wystawić temu komiksowi ocenę punktową, to myślę, że byłoby to 6/10. Warto poznać. Niezły pomysł, ale wykonanie mnie nie przekonało (chodzi o fabułę, bo rysunki są fenomenalne!). Ale być może ja nie jestem docelowym odbiorcą tego typu historii.

[Współpraca recenzencka] Komiks otrzymaliśmy od wydawnictwa Egmont w celu napisania recenzji. Wydawca nie wywierał wpływu na naszą opinię.