Mignola napisał świetny komiks. Szkoda, że go nie narysował. Recenzja "Lady Baltimore"

Duch Mignoli unosi się nad tym komiksem tak wyraźnie, że niemal słychać jego kroki. Problem w tym, że twórca Hellboya tym razem nie siedzi za rysowniczym stołem.

Mignola napisał świetny komiks. Szkoda, że go nie narysował. Recenzja "Lady Baltimore"

"Lady Baltimore. Królowe Czarownic" to spin-off zakończonej w 2017 roku serii Baltimore – mrocznej opowieści o lordzie Henrym Baltimore, który na frontach I Wojny Światowej zranił wampira o imieniu Haigus, sprowadzając na Europę plagę nieumarłych. Tamta historia miała swój definitywny koniec. Ta zaczyna się tam, gdzie tamta nie mogła już sięgnąć.

Baltimore #1. Recenzja komiksu
I Wojna Światowa zwana początkowo Wielką Wojną była największym konfliktem zbrojnym w Europie od czasu wojen napoleońskich. W jej wyniku zginęło co najmniej 14 mln ludzi. Później jej niechlubny rekord pobiła oczywiście II Wojna Światowa. Wielka Wojna zapisała się na kartach historii m.in. także ze względu na brutalne walki

Rok 1938. Europa stoi na progu nowej katastrofy, a razem z nazistowskimi armiami ze swoich nor wychodzą siły starsze i bardziej nieprzyjemne. Główną bohaterką jest Sofia Valk – Estonka, wdowa po lordzie Baltimore, która poznała go jako uciekinierka z wioski opanowanej przez nieumarłych. Dołączyła do drużyny Baltimore i przez lata walczyła u jego boku, stając się jego najbardziej zaufaną towarzyszką. Po jego śmierci odziedziczyła nie tylko nazwisko, ale i obowiązek.

Komiks zaczyna się brutalnie i bez rozgrzewki. Sofia skacze przez okno na czwartym piętrze budynku w Brugii, ląduje na nabrzeżu kanału i staje do walki z Jeleną – królową czarownic. Już w pierwszych kadrach twórcy sygnalizują, czym ta seria ma być: pulpową, dynamiczną przygodą w cieniu apokalipsy. Jelena trafia do więzienia w posiadłości Baltimore, ale podstępem wzywa HexenKorps – armię wiedźm sprzymierzoną z Trzecią Rzeszą.

I tu zaczyna się najciekawszy wątek całego tomu: Sofia nie jest samotnym łowcą jak jej nieżyjący mąż. Wokół niej skupia się cała ekipa towarzyszy robiąc z opowieści komiks drużynowy, a nie portret samotnika. Zmiana jest świeża, choć niesie ze sobą pewne ryzyko – trudniej przywiązać się do każdej postaci, gdy scenarzyści muszą obsłużyć wszystkich naraz.

Mignola i Golden pracują razem od ponad dwóch dekad i po tym czasie widać, że rozumieją się bez słów – albo przynajmniej tak to wygląda na papierze. Mignola jako scenarzysta jest tu wyraźnie rozpoznawalny. Golem Josef pojawia się w czeskiej wiosce jak echo Joe Golema, duch lorda Baltimore błąka się po Europie, czarownice połączone z nazistami to estetyka prosto z jego wyobraźni. Kto zna Hellboya albo B.P.R.D., poczuje się jak w domu. Kto nie zna – poradzi sobie, ale momentami będzie miał wrażenie, że wszedł w połowie seansu. To nie jest komiks dla zupełnych nowicjuszy. Seria zakłada pewną znajomość świata.

Vlog o komiksach #5. Baltimore. Mike Mignola
Zapraszam na kolejny odcinek vloga, w którym opowiadam o komiksie “Baltimore” autorstwa Mike’a Mignoli i Christophera Goldena. To propozycja dla fanów horrorów składająca się z dwóch grubych tomów. PS. Przepraszam za nienajlepszy dźwięk - muszę zainwestować w lepszy mikrofon :(

Fabuła pędzi przez czechosłowackie wioski, rozbite samoloty i oblężone posiadłości. Sofia i jej towarzysze ścigają widmo lorda Baltimore w Český Krumlov, gdzie lokalna legenda okazuje się ich jedyną szansą przeciwko armii HexenKorps.

Bridgit Connell była pierwszym wyborem całego zespołu zanim w ogóle się z nią skontaktowali – Mignola znał jej prace i był pod wrażeniem. Widać dlaczego. Jej projekty postaci przykuwają oko: Sofia ma w sobie coś z wojennego reportera i wojowniczki jednocześnie, potwory są osobliwe i wyraziście zaprojektowane, sceny akcji są czytelne. Kiedy Connell rysuje Sofię samą, zmęczoną, z opadającymi ramionami – widać, że artystka rozumie tę postać lepiej niż niejeden scenarzysta.

Ale. Mignola jako rysownik to artysta ciemności i geometrii – czerń pochłania u niego całe połacie kadru, zostawiając tylko to, co absolutnie konieczne. To styl, który sam w sobie buduje grozę, zanim jeszcze przeczytasz słowo dialogu. Connell rysuje inaczej: bardziej szczegółowo, bardziej dosłownie, z większą dbałością o świat niż o atmosferę. Madsen zaś koloruje momentami zbyt żywo – jakby ktoś zapalił wszystkie światła w pokoju, w którym miało być straszno. Przy niektórych scenach złapałem się na tym, że brakuje mi fizycznego dyskomfortu, tej lepkości, którą Mignola potrafi osiągnąć samą kompozycją kadru. To jest akurat rzecz, której nie da się nadrobić dobrymi pomysłami fabularnymi.

 A historia Sofia Valk naprawdę ma w sobie coś. Kobieta, która zaczęła od ucieczki przed własnym mężem-potworem, a skończyła jako dowódczyni tajnej drużyny walczącej z nazistowskimi czarownicami – to jest materiał na coś więcej niż jeden tom. Centralny temat, czy walcząc z potworami nie stajemy się jednym z nich, nie jest tu może rozgrzebany do końca, ale sam fakt że autorzy go stawiają sprawia, że czyta się to z większą uwagą.

 Album zbiorczy wydany przez Egmont zawiera wszystkie pięć zeszytów oraz sekcję szkicownika. Dla fanów to wartościowy dodatek – widać w nim, jak Connell buduje swój język wizualny w tym konkretnym świecie, i szczerze żałuję, że te szkice nie mają okazji zmaterializować się w coś mroczniejszego.

Chciałbym powiedzieć, że to komiks, który mnie przestraszył. Nie przestraszył. Ale wciągnął, zaciekawił i – co ważniejsze – sprawił, że chcę wiedzieć, co dalej z Sofią. Przy serii spod znaku Mignoli to uczucie jest niemal gwarantowane. Tutaj zostało po prostu zapracowane ciut mniej krwią i mrokiem, a ciut bardziej pomysłem.

Informacje o komiksie
Tytuł „Lady Baltimore. Królowe Czarownic. Tom 1”
Seria "Lady Baltimore"
Wydawca Egmont
Scenarzysta Mike Mignola, Christopher Golden
Rysownik Bridgit Connell
Kolorysta Michelle Madsen
Tłumacz Marek Starosta
Rok wydania 2026
Format 170x260 mm
Okładka twarda
Liczba stron 144
Cena okładkowa 89,99 zł