„Mój kochany straszny potwór” – zeszyt 2. Recenzja komiksu Bartka Sutora i Dominika Pachciarka
Drugi zeszyt „Mojego kochanego strasznego potwora” rozwija historię, która w pierwszej części była dopiero zarysowana. Bartek Sutor i Dominik Pachciarek nadal prowadzą czytelnika przez dość przyziemny, a jednocześnie bolesny świat szkolnej codzienności.
Przypomnijmy, główną bohaterką jest Monika, nastolatka próbująca odnaleźć się w nowym miejscu, wśród rówieśników, którzy niekoniecznie chcą ją zaakceptować. W pierwszym zeszycie autorzy wprowadzili element nadprzyrodzony – niepozorną maskotkę, która okazuje się czymś znacznie bardziej niebezpiecznym. Druga część zaczyna wykorzystywać ten motyw w bardziej bezpośredni sposób. Pluszak przestaje być jedynie dziwną obecnością w tle. Potwór wychodzi z cienia i wymierza własną sprawiedliwość.

Najciekawsze w tym zeszycie jest jednak to, że autorzy nie zamieniają historii w prostą opowieść o zemście. Na tym etapie trudno wyrokować, czy stwór jest jednoznacznie „dobry”. Jego reakcja jest brutalna i przesadzona, przez co zaczyna pojawiać się pytanie, czy Monika nie wypuściła na świat czegoś, nad czym nie ma już kontroli.

Twórcy wyraźnie bawią się też kontekstem popkulturowym. W kilku scenach mrugają okiem do czytelnika, sięgając po bardzo charakterystyczne motywy z lat dziewięćdziesiątych. Młodzież wybiera się do kina na „Smętarz dla zwierzaków”, a podczas szkolnej dyskoteki kapela gra utwory „Sober” zespołu Tool i „Loser” Becka. To drobne detale, ale dobrze budują klimat epoki i pokazują, że autorzy świadomie osadzają historię w konkretnym popkulturowym krajobrazie.

Rysunki Dominika Pachciarka nadal budują ciężki, lekko niepokojący klimat. Kadry są przybrudzone, momentami szorstkie, co dobrze współgra z tematyką opowieści. Styl balansuje między estetyką komiksu niezależnego a lekkimi inspiracjami mangą, ale całość pozostaje bardzo autorska i charakterystyczna.
Drugi zeszyt nie daje jeszcze odpowiedzi na najważniejsze pytania. To wciąż historia rozwijana na bieżąco i raczej kolejny krok niż zamknięty rozdział. Jednocześnie widać, że autorzy zaczynają podkręcać stawkę. Jeśli pierwszy numer był wprowadzeniem do świata Moniki i jej dziwnej maskotki, to w drugim potwór wreszcie pokazuje zęby. Czekamy na ciąg dalszy!