Pingwin: Długa droga do domu. Tom King i Rafael De Latorre. Recenzja komiksu

Po sukcesie świetnego serialu “Pingwin” z Collinem Farellem w roli głównej, polscy fani uniwersum DC dostają kolejną możliwość obcowania z historią jednego z głównych adwersarzy Mrocznego Rycerza. Na rynku, za sprawą wydawnictwa Egmont, ukazał sie właśnie komiks “Pingwin: Długa droga do domu”, do którego scenariusz napisał Tom King.
Postać Pingwina jest niemal tak stara jak samego Batmana. Oswald Cobblepot zadebiutował bowiem na łamach kart “Detective Comics” w grudniu 1941 roku. Przez dekady przedstawiany był jako groźny, aczkolwiek nieco zabawnie wyglądający gangster. Jego “pseudonim artystyczny” ma bowiem źródło w wyglądzie - niski wzrost, spora tusza, wielki nos, binokl, melonik, smoking i parasol. Postać stworzyli Bob Kane i Bill Finger. Pierwszy z nich twierdził, że inspirował się maskotką marki papierosów Krool, drugi - pingwinem cesarskim, który kojarzył mu się z dżentelmenami w smokingach z wyższych klas.
Dziś Pingwin przedstawiany jest w popkulturze nieco inaczej. Twórcy odeszli od jego zabawnego wyglądu, zostawiając jednak niektóre charakterystyczne cechy. Na przykład w serialu emitowanym na platformie Max, Oswald mógł przywodzić na myśl Tonego Soprano z kultowego serialu “Rodzina Soprano” czy nawet Vito Corleone z “Ojca Chrzestnego”. Również komiks Toma Kinga nadaje mu zdecydowanie mroczniejszy charakter.
W “Długiej drodze do domu” Pingwina zastajemy w dość niecodziennym momencie jego życia. Mieszka w Metropolis i wiedzie życie spokojnego emeryta, który oddaje się swoim codziennym rutynowym obowiązkom. Odwiedza krawca, gotuje dla swojej dziewczyny, chodzi na spacery itp. Nic nie wskazuje na to, że Oswald był szefem przestępczego półświatka w Gotham. Przeszłość nie daje mu jednak o sobie zapomnieć. Jest nagabywany przez agentów rządowych, którzy chcą by wrócił do Gotham, odzyskał Iceberg Lounge i władzę nad swoim imperium. Sytuację komplikuje pojawienie się spadkobierców Oswalda. Tak w skrócie wygląda zarys fabuły.

W komiksie Toma Kinga Pingwin ponownie pokazany jest jako manipulant pierwszego sortu. Wykorzystuje wszystko i wszystkich, bo osiagnąć swój cel. Nie omija nawet Batmana, którego wciąga w swoje gierki. Może to skończyć się tragicznie, co pokazuje mocna akcja rozpoczynająca całą historię. Jej finału na razie nie poznamy, bo w kolejnych rozdziałach Tom King stosuje zabieg retrospekcji, cofając nas do genezy całej historii. Tempo opowieści wyraźnie zwalnia, by wraz z kolejnymi rozdziałami metodycznie nabierać rozpędu.

Komiks nie jest typowym akcyjniakiem DC, lecz całkiem niezłą, klasyczną opowieścią gangsterską. I choć oceniam go zdecydowanie na plus, to nie znaczy że nie jest on pozbawiony wad. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Nie będę bowiem ukrywał, że mam problem z komiksami pisanymi przez Toma Kinga. Z reguły tworzy on raczej dobre historie, ale męczy mnie sposób prowadzenia opowieści.

Chodzi mi o zbyt częste przeskoki akcji, zmiany lokacji i sposobu prowadzenia narracji. W zasadzie każdy zeszyt wchodzący w skład wydania zbiorczego, zaczyna się w innym miejscu, z innym bohaterem i narratorem. Wybija mnie to z rytmu płynnego poznawania opowieści i wprowadza element chaosu. Dostajemy całą masę różnych postaci, które początkowo nie są nam bliżej znane. Każda z nich staje się narratorem opowiadanej przez siebie historii. Nawet krawiec szyjący dla Oswalda garnitur. Wszystko to co prawda łączy się później w spójną całość, ale nie jestem fanem takiego rozwiązania. Odnoszę wrażenie, że taki sposób prowadzenia historii lepiej sprawdziłby się w filmie, niż w komiksie. Ale to tylko moje subiektywne odczucie, z którym nie musicie się zgadzać. Na pewno jest wśród Was sporo osób, które właśnie za takie podejście lubią scenariusze pisane przez Toma Kinga.
Komiks zilustrował brazylijski rysownik Rafael De Latorre, który ma na koncie współpracę nie tylko z DC, ale także z Marvelem czy Image. Mówiąc krótko: rysunki są fantastyczne. To ten typ “amerykańskiej kreski”, który szczególnie cieszy moje oczy. Jest mrocznie, nastrojowo i przede wszystkim czytelnie. Niewątpliwą zaletą komiksu jest fakt, że prowadzi go jeden ilustrator. Czytelnik nie musi więc analizować koncepcji artystycznych różnych grafików, by rozszyfrować jaka postać aktualnie znajduje się w kadrze.

“Pingwin: Długa droga do domu” mimo swoich pewnych wad, to bardzo dobry, klimatyczny komiks. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy tej opowieści. Mam wrażenie, że może to być jedna z ciekawszych historii z uniwersum DC, które toczą się na obrzeżach uniwersum Batmana.
[Współpraca reklamowa] Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy od wydawnictwa Egmont. Wydawca nie wywierał wpływu na naszą ocenę komiksu.