Rogue Sun #1. Kataklizm. Ryan Parrott, Abel. Recenzja komiksu

Jeśli podobnie jak ja pogubiliście się już w telenowelach Marvela i DC, a mimo wszystko chcielibyście poczytać coś spod znaku superhero, to jest okazja zacząć pewne historie od początku. Na polskim rynku zadebiutowało bowiem uniwersum Massive-Verse, w ramach którego wyszły dopiero dwie serie. Są to omawiane już na łamach bloga komiksy “Radiant Black” oraz debiutujący tu właśnie “Rogue Sun”.
Massive-Verse to nowe uniwersum superbohaterskie stworzone przez Kyle Higginsa, którego początek możemy datować na rok 2021. W oryginale komiksy z tej serii wydawane są przez Image Comics, a u nas rękawicę podjęło wydawnictwo Non Stop Comics. W Polsce do tej pory ukazały się trzy komiksy - dwie części “Radiant Black” (zawierające pierwszych 12 oryginalnych zeszytów) oraz pierwsza część “Rogue Sun”, składająca się z sześciu amerykańskich zeszytów. Na tę chwilę są to niezależne od siebie serie, ale niewykluczone, że w przyszłości drogi bohaterów zejdą się na wspólnych eventach.
Jeśli chcecie posłuchać więcej o Massive-Verse i Radiancie, to zachęcam Was do obejrzenia filmu, który nagrałem kilka dni temu.
“Rogue Sun” tom #1 “Kataklizm” przybliża nam historię superbohatera, którego nadludzkimi mocami obdarzył pewien “słoneczny kamień”. A w zasadzie dwóch superbohaterów, bo pierwszy z nich ginie już na pierwszych stronach komiksu. Marcus Siegel zapisuje w testamencie kamień swojemu synowi Dylanowi, z którym nie widział się piętnaście lat. Dylan, jak to czasami bywa z chłopcami wychowującymi się w rozbitych rodzinach, jest zbuntowanym 17 latkiem, któremu bliżej do łobuza niż przykładnego ucznia. Olewa szkołę, dokucza kolegom i ugania się za dziewczynami. No i oczywiście darzy nienawiścią ojca, który opuścił rodzinę, wiążąc się z inną kobietą.
Rolę superbohatera chłopak przyjmuje bez większego entuzjazmu. Okazuje się, że po “wdzianiu trykotów” otrzymuje nie tylko supermoce, ale i możliwość komunikowania się ze zmarłym ojcem. Jego duch twierdzi, że Marcus został zamordowany na zlecenie kogoś z bliskich mu osób. Dylan i Marcus zawierają pakt - chłopak rozwiąże zagadkę, a w zamian za to Marcus zniknie mu na zawsze z oczu. Tak w skrócie przedstawia się fabuła historii.





Komiks porusza nie tylko kwestie superbohaterskie, bo autor - Ryan Parrott - położył duży nacisk na przybliżenie czytelnikowi wątków obyczajowych związanych z sytuacją rodzinną Dylana. Być może to właśnie one zdominowały niniejszą publikację. Bijatyki, którymi z założenia komiks trykociarski stoi, stanowią jakby uzupełnienie całej historii. A przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Mamy więc szczegółowo rozpisane relacje chłopaka z matką, ojcem i nową rodziną. Jak się okazuje, nic tu nie jest takie, jak mogłoby wyglądać na pierwszy rzut oka, a każdy skrywa jakieś tajemnice. Zaskakujący jest końcowy twist, który zdradza nam tożsamość mordercy. Można powiedzieć, że to w zasadzie całkiem niezły kryminał ubrany w superbohaterskie ciuchy.
Oprawa graficzna “Rogue Sun” stoi na wysokim poziomie. Abel stosuje nowoczesną, dynamiczną kreskę, która charakteryzuje najlepsze komiksy superhero wydawane obecnie za Oceanem. W porównaniu do omawianego wcześniej “Radiant Blacka”, niniejsza publikacja jest mniej “neonowa”. Dominują tu bardziej stonowane, klasyczne kolory, choć nie brakuje fajerwerkowych kadrów, zwłaszcza w momentach superbohaterskich naparzanek.
Charakter całej opowieści wydaje się zdecydowanie poważniejszy niż w przypadku “Radiant Blacka”. Już po pierwszych sześciu zeszytach składających się na pierwszy tom “Rogue Sun” mogę też powiedzieć, że i sama opowieść wydaje się zdecydowanie ciekawsza. Zobaczymy, co przyniosą kolejne odcinki, bo “Kataklizm” stawia poprzeczkę dość wysoko. Obiecywałem sobie, że odstawię komiksy superbohaterskie na boczny tor, ale historie spod znaku Massive-Verse ponownie rozbudziły mój apetyt na opowieści o trykociarzach.
[Współpraca recenzencka] Komiks “Rogue Sun” otrzymaliśmy bezpłatnie od wydawnictwa Non Stop Comics. Wydawca nie wywierał wpływu na powyższy tekst i naszą opinię.