"Superman Action Comics. Supergwiazdy" przypomniał mi, dlaczego lubię Supermana

Z Supermanem mam relację pełną przerw i powrotów. „Superman Action Comics. Supergwiazdy” najpierw mnie odrzucił, potem zaskoczył, a na końcu przypomniał, że w tym bohaterze wciąż jest coś bardzo potrzebnego: wiara w porządek, przyzwoitość i obronę słabszych.

"Superman Action Comics. Supergwiazdy" przypomniał mi, dlaczego lubię Supermana

Z Supermanem mam historię jeszcze z czasów TM-Semic. Wtedy był jedną z moich ulubionych postaci. Potem ta sympatia przygasła i przez lata praktycznie nie kupowałem komiksów z Człowiekiem ze Stali. Zdarzały się wyjątki, ale zwykle kończyło się tak samo: sięgałem po kolejny album, próbowałem wrócić do dawnej fascynacji i dość szybko się odbijałem. Najwyraźniej pamiętam rozczarowanie przy czymś z ery New 52. Niby Superman ciągle siedział z tyłu głowy, niby chciałem znów czytać o nim z prawdziwą przyjemnością — ale kiedy brałem do ręki kolejne komiksy, dostawałem nie to, czego szukałem.

Dopiero run Joshuy Williamsona sprawił, że znów poczułem, że z tej postaci da się wyciągnąć coś, co naprawdę do mnie trafia. Dlatego do "Supergwiazd" podchodziłem z mieszaniną ciekawości i ostrożności. Antologia znanych nazwisk brzmiała zachęcająco, ale gdzieś w tyle głowy miałem obawę, że Superman okaże się tu bardziej pretekstem do formalnych sztuczek niż bohaterem z krwi i kości.

I szczerze — moje pierwsze wrażenie nie było dobre. Otwierająca tom historia z Bizarro mnie nie kupiła. Sam punkt wyjścia jest może i ciekawy, bo zabawa odwróconą logiką tej postaci ma potencjał. Problem zaczął się, gdy opowieść weszła głębiej w psychiczne zmagania i wizje. W pewnym momencie było tego za dużo. Zamiast wciągającej historii dostałem trochę przeszarżowaną, momentami męczącą zabawę formą, od której zwyczajnie się odbiłem. Widzę zamysł, ale emocjonalnie nie mogłem się do tej historii zbliżyć. Przerost formy nad treścią.

Na szczęście — w mojej — opinii był najsłabszy moment tego komiksu. Druga opowieść jest dokładnie tym, co najbardziej lubię w Supermanie — oldschoolowa w najlepszym sensie (nawet ta specyficzna narracja rodem z lat 80!), z hołdem dla starszych wcieleń bohatera i szczerym przekonaniem, że Superman nie musi być cynicznie rozkładany na czynniki pierwsze, żeby wciąż był interesujący. Tutaj "Supergwiazdy" trafiają w sedno: siła Supermana nigdy nie polegała wyłącznie na mocy, ale na tym, że jest bohaterem zbudowanym na prostych, trudnych do utrzymania wartościach.

Pozytywnie zaskoczył mnie epizod "Zakochani w pracy". Kilka lat temu pewnie uznałbym go za sympatyczny, ale poboczny. Dziś odbieram go inaczej — chyba po prostu dorastam do takich czułych, obyczajowych dramatów, które nie próbują na siłę krzyczeć 🥹 Ten segment naprawdę dobrze pokazuje Lois i Clarka nie jako pomnikową superparę, tylko jako dwoje ludzi uwikłanych w pracę i emocje. Podobało mi się tym bardziej, że sam pracuję jako dziennikarz — z przyjemnością podejrzałem newsroom Daily Planet, a moralne napięcia na linii szefowa, mąż i dziennikarz-superbohater bawiły mnie bardziej niż niejeden spectacular fight. Lekkie, ale nie błahe.

Mocno trafiła we mnie też historia ze śledztwem wokół Majora Disastera. Pod płaszczykiem superhero dostajemy opowieść o resocjalizacji, o tym, czy człowiek naprawdę może się zmienić, o odpowiedzialności, która nie kończy się na widowiskowym ocaleniu dnia. Jest tam też wątek ojcostwa i ciężaru, jaki niesie próba bycia dla kogoś oparciem. Właśnie takie momenty lubię w komiksach superbohaterskich — gdy peleryna i supermoce stają się narzędziem do powiedzenia czegoś bardziej ludzkiego.

Ostatnia opowieść wypada słabiej, ale nie nazwałbym jej nieudaną. Sprawia raczej wrażenie preludium — tak jakby autorzy dopiero rozstawiali pionki, sprawdzali kierunek. Spokojniejsze domknięcie niż wielki finał.

Na początku myślałem, że ta antologia będzie po prostu chaosem. I może częściowo jest, bo to zbiór historii o różnym tonie i różnym ciężarze. Ale właśnie ta niejednorodność ma w sobie pewną wartość — dobrze pokazuje, jak pojemną postacią jest Superman. Kosmiczna przygoda, psychodrama, obyczajowy epizod z redakcji, moralna historia o odpowiedzialności — i to wciąż ten sam bohater.

Zostałem po lekturze z poczuciem, że to tom nierówny, ale warto się z nim zapoznać. Co prawda pierwsza historia mnie odrzuciła, ale jako całość "Supergwiazdy" zrobiły coś, czego od Supermana dawno nie doświadczyłem: przypomniały mi, po co w ogóle do niego wracam. W zalewie cwaniaków, łotrzyków i antybohaterów on nadal wierzy w pewne oldschoolowe rzeczy — że warto być przyzwoitym, że siła powinna służyć ochronie, a nie dominacji.

Fakt, można powiedzieć, że to przerysowane i zbyt idealistyczne. Ale to postać będąca ikoną rycerskości, stabilności i moralnego uporu w bardzo dziwnych czasach. A taki przekaz, zwłaszcza dla młodszych czytelników, wcale nie jest dziś mało wart. Wręcz przeciwnie. Jest potrzebny bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.

Informacje o komiksie
Tytuł "Superman Action Comics: Supergwiazdy"
"Superman"
Wydawca Egmont
Scenarzysta Jason Aaron, Gail Simone, John Ridley, G. Willow Wilson
Rysownik John Timms, Eddy Barrows, Cian Tormey, Miranda Inaki
Kolorysta John Timms, Eddy Barrows, Cian Tormey, Miranda Inaki
Tłumacz Jakub Syty
Rok wydania 2026
Format 16.7x25.5cm
Okładka miękka
Liczba stron 336
Cena okładkowa 119,99 zł