Plany Wydawnictwa Mandioca na rok 2025. Jeszcze więcej Larceneta i klasyki argentyńskiej

Mandioca nie zwalnia tempa. W mijającym roku istotnie zwiększyła liczbę wydawanych komiksów, a plany na 2025 r. zapowiadają się jeszcze ambitniej. Wróci Manu Larcenet, bracia Brizzi, pojawi się więcej argentyńskiej klasyki. O planach opowiada Bartłomiej Rabij, właściciel wydawnictwa.
Wojtek Boczoń: Jaki to był rok dla Mandioki? Udało się zrealizować zakładane cele?
Bartłomiej Rabij, właściciel Wydawnictwa Mandioca: To był najlepszy rok dla Mandioki – mocno przyspieszyliśmy. Kiedyś Mandioca wydawała około 5-6 komiksów rocznie, w ubiegłym roku już 11, a w tym – 19. To 70 proc. więcej porównując rok do roku. Mówimy też o dużych kolekcjonerskich albumach. Średnio każdy ma około 200 stron, więc jest co czytać.
Udało nam się wydać kilka spektakularnych komiksów. Na przykład „Wesołe Życie Smutnego Psa Corneliusa” czy „Drogę”. Tę ostatnią pozycję wydaliśmy w trzech różnych wersjach. To najlepiej sprzedający się komiks w historii Mandioki.
Były dwa wydania specjalne „Drogi” po 600 sztuk. Jedno się sprzedało natychmiast, drugie za chwilę się skończy. Do tego pierwsze wydanie i dodruk bazowej wersji. Sprzedaliśmy już ponad 2,5 tys. egzemplarzy. Osobiście najbardziej się jednak cieszę z wydania „Psa Corneliusa” i „Nieba w głowie”.
„Niebo w głowie” to ciężki komiks, poruszający ciężki temat. Mało komercyjny, ale Mandioca wydaje takie pozycje. To komiks, który ze względu na formę i tematykę jest ważny i ciekawy. Bardzo nam zależy na tym, żeby pojawiały się takie opowieści. Bo w sumie po co wydajemy komiksy? Żeby była dobra opowieść.
Bez opowieści to nie ma sensu. Obrazy to możemy sobie w galeriach oglądać. Kluczem jest dobra historia i pomysł na to, jak tę historię graficznie przedstawić. Uważam „Niebo w głowie” za majstersztyk. Zresztą w Hiszpanii czy Francji, gdzie równocześnie ten komiks się ukazał, zbierał bardzo wysokie noty i zawsze był nominowany do komiksu roku.
U nas jakoś bez większego echa przeszedł. Domyślam się, że tematyka emigracji z Afryki do Polski jest po prostu ciągle odległa. Nie znamy do końca i może nie chcemy poznać motywacji tych ludzi. Byłem kilka razy w krajach Trzeciego Świata i doceniam to, w jakim kraju my żyjemy. Tu jest naprawdę dobrze. Wystarczy tylko wyłączyć radio i przestać słuchać wiadomości. Tu jest naprawdę spoko.
Ważnym komiksem był też „Circus Magnum” Pawła Rzodkiewicza i Jakuba Kwiatkowskiego. Jestem bardzo zadowolony z wydania tego komiksu. Paweł po latach wrócił do robienia komiksów i uważam, że scenariusz przygotował świetnie.
Bardzo bawił mnie ten komiks, więc nie miałem cienia wątpliwości, że będę chciał go wydać. A debiutant Kuba Kwiatkowski, tak się rozkręcił w wieku 45 lat, że już robi następny komiks. I chwała Bogu, bo to był przyczajony tygrys ukryty smok. Nie mogę się doczekać, co oni tam razem znowu wymyślą.
Ponadto „Piekło Dantego” i „Don Kichot” – dwa komiksy braci Brizzi. Dobre historie i spektakularne widowiska. Ciekawe interpretacje klasyki literackiej. Z tej klasyki były jeszcze włoskie „Przygody Sherlocka Holmesa”.
Czego nie udało się dowieźć w terminie?
Na przyszły rok przepchnęliśmy tylko „Alderana”, który był planowany na 6 grudnia. Niestety wyjdzie dopiero 15 stycznia. Komiks, okazał się strasznie ciężki do przetłumaczenia. To w ogóle jest jeden z moich ulubionych komiksów. Tłumaczenie okazało się bardzo mozolną pracą. Są tam listy, stylizacje, wypisy lekarskie, celowo wymyślane błędy. Nie tylko gramatyczne, ale i różnej maści pułapki. Jakub Jankowski jest dobrym i rzetelnym tłumaczem, więc oczywiście nie mógł tych pułapek przepuścić.

A jakie plany na nowy rok? Więcej komiksów, grubsze komiksy, droższe komiksy?
Grubsze – nie. Droższe – niestety tak. Są droższe ze względu na inflację. Stawki, które płaciliśmy kiedyś za redakcję, za korektę, za liternictwo, za papier, druk poszły ostro w górę. Marże na komiksie są bardzo niskie, a terminy płatności długie. To nie jest tak, że wyprodukuję sobie komiks, pójdzie do księgarni i za tydzień mam pieniądze na koncie. Przy dobrych wiatrach to za 60 dni. Tylko prawa, tłumaczenie, redakcję muszę zapłacić kilka miesięcy wcześniej.
A konkretne tytuły? Jakich pewniaków możemy się spodziewać?
Przede wszystkim dużo Manu Larceneta, bo wraca „Raport Brodecka” w nowej odsłonie. Będzie także „Codzienna Walka” oraz „Le Retour à la terre”, czyli „Powrót na Ziemię”. To wspólny projekt Larceneta i jego przyjaciela Ferriego. Tak naprawdę jest to historia o Larcencie, jego wyprowadzce na wieś ze świeżo poślubioną żoną. Jak ktoś zna starą „Codzienną Walkę” i „Terapię grupową”, a do tego dołączy „Powrót na Ziemię”, to zobaczy, że Manu Larcenet tak naprawdę opisał całe swoje życie u boku żony. Nie będąc tak naprawdę postacią główną żadnego z tych komiksów.

Zapowiedzieliśmy Guliwera „De Laputa au Japon”. Dlaczego uparłem się na ten komiks? Zwykle w popkulturze dostajemy dwie pierwsze opowieści Jonathana Swifta, czyli o podróży do Krainy Liliputów i Brobdingnag. A przecież opowieści są cztery. Hollywood nigdy nie dojechało do zamku Laputa i do czwartej opowieści. Jak zobaczyłem, że Echegoyen narysował historię poświęconą Lapucie, to od razu się na to rzuciłem. Fajnie napisana historia z takim romantycznym zacięciem. A graficznie to jest cudo. Komiks jest przepiękny.

„Ostatni Mohikanin” Cromwella to z kolei komiks, na który zwrócił mi uwagę Marek Turek. Wsiąknąłem natychmiast, bo byłem fanem „Ostatniego Mohikanina” Jamesa Fenimore’a Coopera. Wyłem jak bóbr, gdy czytałem tę książkę trzydzieści lat temu.

Będzie też „Parque Chas”, bo wydajemy cały czas klasykę argentyńską. A to jeden z największych ich klasyków. Ricardo Barreiro i Eduardo Rizzo. To był komiks, dzięki któremu Rizzo wypłynął na szerokie wody. Zbiór krótkich historii, kręcących się wokół dzielnicy Buenos Aires - „Parque Chas”. To taki park labirynt.
To taka nasza biblioteczka argentyńska. Mam nadzieję, że kiedyś „Zeszyty Komiksowe” dadzą się namówić na to, by powstał numer poświęcony klasyce argentyńskiej. Na całym świecie wydawane są te komiksy, a u nas nie możemy chyba zaakceptować faktu, że 40-50 lat temu w Argentynie była tak mocna szkoła komiksu.
Wydamy jeszcze „In” Willa Phail’a. To jedna z najlepszych opowieści graficznych. Nie lubię powiedzenia „powieść graficzna”, ale tu akurat ono pasuje. To komiks obyczajowy o samotności. O nieprawdopodobnej samotności, pustce człowieka, który odkrywa relacje z innymi ludźmi. Pod wpływem poznanej kobiety, energicznej i pełnej życia, zaczyna odkrywać matkę na nowo, siostrę, dzieci siostry. I zaczyna odczuwać pełnię życia. Fenomenalna rzecz, naprawdę. Bardzo dziękuję innym wydawcom, że tego nie wypuścili.
Będzie jeszcze „Feeding Ghosts: A Graphic Memoir” za Stanów Zjednoczonych. Ale to bardziej w drugiej połowie roku. Wrócą też na pewno bracia Brizzi.
Jak pan ocenia obecną sytuację na rynku komiksowym w Polsce, ale nie z perspektywy wydawcy, a czytelnika?
Po pandemii nastąpiło ogromne przyspieszenie w branży komiksowej. Wydaje się mnóstwo komiksów. Klienci najzwyczajniej w świecie przestają już nadążać z kupowaniem nowości. Narzekają też, że nie maja już miejsca na półkach. Ale to jest tak, jak ze zwykłymi zakupami, np. kawy. Jak idziesz do sklepu, to nie kupujesz wszystkich kaw, tylko tę jedną, swoją ulubioną. Proste – nie musisz kupić wszystkich komiksów. Po latach już wiesz, co ci najlepiej odpowiada.