Komiks to medium, nie gatunek. Relacja z prelekcji „Nie tylko peleryny" na Fantasy and Magic Con
Komiks to medium, nie gatunek — pod tym hasłem Comicbastian poprowadził na Fantasy and Magic Con w Warszawie prelekcję o tym, co czeka poza Marvelem i DC. Byliśmy na miejscu, spisaliśmy najciekawsze tytuły: od „Invincible" przez „Monstress" po komiksy, z których wyrosły znane filmy.
Sobotnia prelekcja Comicbastiana na Fantasy and Magic Con w Warszawie miała jedną myśl przewodnią i prowadzący wracał do niej co chwilę: komiks to medium, nie gatunek. Brzmi jak truizm, dopóki nie policzy się, ilu czytelników wciąż utożsamia całe medium z dwoma amerykańskimi wydawnictwami. Autor kanału na TikToku o komiksach (działa mniej więcej od roku, recenzuje głównie Marvela, ale nie tylko) postawił sobie za cel to przekonanie rozbroić. Prezentacja skończyła się zresztą 15 minut przed czasem, więc sporo miejsca zostało na pytania z sali.
Dlaczego wszyscy zaczynają od Marvela i DC?
Prowadzący nie ukrywał, że sam wpadł w tę pułapkę. Zaczął od Marvela, bo na starcie nie wiedział, że istnieje cokolwiek innego. Jego zdaniem złe jest samo pytanie „od czego zacząć — od Marvela czy DC?". Lepsze brzmi: dlaczego w ogóle zakładamy, że trzeba zacząć od tych dwóch.
Odpowiedź to marketing. Wielkie budżety, kilkadziesiąt filmów samego MCU, seriale aktorskie i animacje, na których wychowały się całe pokolenia. Efekt jest taki, że Spider-Man, Batman czy Iron Man to globalne ikony popkultury, które zna praktycznie każdy — z telewizji, z koszulek, zewsząd.
Problem w tym, że model współdzielonego uniwersum, który obie firmy dopracowały do perfekcji, jest jednocześnie barierą wejścia. Historie konkretnych postaci ciągną się dekadami, w niektórych przypadkach niedługo minie wiek. Do tego rebooty, eventy, crossovery. Comicbastian ujął to obrazowo: nikt nie zaczyna serialu od piątego odcinka czternastego sezonu, a przy komiksowej półce dokładnie to nas czeka. Pięć różnych „pierwszych tomów" o Batmanie i żadnej podpowiedzi, który jest tym właściwym.
Jego pointa: Marvel i DC to nie cała mapa komiksu. To dopiero jej początek.
Superbohaterowie spoza Wielkiej Dwójki
Zanim prowadzący wyszedł poza pelerynę, pokazał, że nawet w samym gatunku superhero jest życie poza mainstreamem.
Najmocniej wybrzmiało „Invincible" Roberta Kirkmana — dla Comicbastiana najlepiej napisana seria superbohaterska, jaką zna, mimo że nie jest jego ulubioną. Kluczowa różnica wobec Marvela i DC to konsekwencje. W wielkich uniwersach wiemy, że event zawsze skończy się dobrze, bo żaden wydawca nie wysadzi w powietrze własnej maszynki do zarabiania. U Kirkmana śmierć jest śmiercią, a rozwoju postaci nie resetuje żaden dziwny twist. Zamknięte uniwersum bez bagażu, na dodatek z animacją na Amazon Prime.
Dalej padły tytuły mniej oczywiste: „Massive-Verse" (w Polsce wydają Non Stop Comics — serie „Radiant Black" i „Rogue Sun"), przy czym „Rogue Sun" prowadzący wskazał jako swoją obecnie ulubioną serię superbohaterską. Do tego „Energon Universe" łączące Transformersy, G.I. Joe i „Void Rivals", oraz uniwersum „Bezimiennych" od wydawnictwa Nagle (u nas „Jupiter's Legacy"... — tu prowadzący wymieniał serie osadzone w różnych osiach czasowych, od wojny o niepodległość USA przez Wietnam po świat po wojnie nuklearnej). Wspomniał też „The Boys" jako przykład, jak daleko można odejść od schematu.
Horror, czyli osobna półka
Comicbastian ma słabość do grozy i to było słychać. Wskazał Jamesa Tynion IV jako obecnie najlepszego scenarzystę horrorów komiksowych — serie „Coś zabija dzieciaki" i spin-off „ Dom Slaughterów", gdzie potwory rodzą się z dziecięcych lęków i widzą je tylko dzieci.
Padł „W0RLDTR33" jako świetna propozycja dla fanów grozy i informatyków. Dużo miejsca dostał Joe Hill, syn Stephena Kinga — w Polsce wyszło u niego kilka one-shotów, m.in. „Toń", „Lodówka pełna głów", „Kosz pełen głów". Do tego seria „Universal Monsters" od Lost in Time (na razie „Dracula" i „Potwór z Czarnej Laguny") oraz true crime o Edzie Geinie.
Fantasy, sci-fi, western i komiks na faktach
W fantasy prowadzący najmocniej polecał „Monstress" — jedną z ulubionych serii, dziesięć tomów, świat wzorowany na dziewiętnastowiecznej Azji, z dyskryminacją i wojną w tle. Padł też „Świat Akwilonu" dla fanów Tolkiena i mocno rozbudowana seria o wielu kilkunastotomowych odnogach.
Za swój pierwszy komiks spoza Marvela prowadzący uznał „8 miliardów dżinów" — koncept, w którym każdy człowiek na Ziemi dostaje jedno życzenie i obserwujemy, jak świat rozpada się na przestrzeni sekund, dni i lat.
W sci-fi i post-apo padło „Metro 2033" (trudno dostępny one-shot), seria o Wojowniczych Żółwiach Ninja od Nagle w kilku wersjach wiekowych oraz komiksy ze świata „Gwiezdnych wojen" (Mandalorianin, Vader, Wielka Republika). Osobno wybrzmiał western oparty na faktach „Kobiety z Dzikiego Zachodu" i fikcyjne „Ladies with Guns", oba o sile kobiet w niesprzyjających czasach. Do tego kameralny „Cholerna Sakura" (jap. dramat o życiu wyrwanym z social mediów) i „Wojny Lucasa" od Lost in Time — biograficzny komiks o kręceniu oryginalnej trylogii, który Comicbastian chwalił osobno za bibliografię liczącą dziesiątki źródeł na końcu tomu.
Adaptacje działają w obie strony
Ciekawy fragment dotyczył filmów, o których mało kto wie, że wyrosły z komiksu. „Maska" z Jimem Carreyem (komiksowy pierwowzór jest znacznie mroczniejszy), „Kruk", „Kingsman", a dla samego prowadzącego zaskoczeniem byli „Faceci w czerni" — cała seria.
Ale, jak podkreślał, adaptacja to ulica dwukierunkowa. Komiksy powstają też na bazie gier i książek: „Assassin's Creed", „God of War", „Horizon Zero Dawn", „The Last of Us: American Dream" (historia Ellie sprzed gier), a z literatury „Zmierzch", „Gra o tron", „Diuna" czy „Wiedźmin". Prowadzącego szczerze zasmuciło, że nie doczekaliśmy się porządnej komiksowej adaptacji „Władcy Pierścieni".
Z sali: od czego naprawdę zacząć
W pytaniach padło to najważniejsze — od czego zaczął sam prowadzący. Przyznał się do klasycznego błędu: wystartował od „The Walking Dead" Kirkmana, jednej z najlepszych, ale i najcięższych serii na wejściu. O mało nie odbił się od całego medium. O istnieniu komiksów spoza Wielkiej Dwójki dowiedział się dopiero jakiś rok później, na Targach Książki w Warszawie, gdzie „8 miliardów dżinów" zrobiło na nim piorunujące wrażenie. Drugi tom ma się ukazać w tym roku — na razie tylko po angielsku.
Wątek języka wrócił kilka razy: po polsku wybór jest ograniczony, rynek komiksu spoza mainstreamu rozwija się wolno, więc prowadzący konsekwentnie zachęcał, by sięgać po niszowe tytuły mniejszych wydawców — bo tak się ten rynek napędza.
Na koniec uczciwe zastrzeżenie, które warto zapamiętać: sam podkreślił, że nie jest specjalistą od komiksu, nie da się przeczytać wszystkiego, a polskich twórców przyznał się nie znać — po prostu mu umknęli. Ta szczerość zrobiła lepsze wrażenie niż niejedna pewna siebie deklaracja.