Ardalén - Miguelanxo Prado. Recenzja komiksu

Kiedy umierasz, pozostają tylko wspomnienia zasiane w życiach innych osób.
(Wong Kar Wai i Lawrence Book "Jagodowa miłość")
Po tytułach komiksów, z którymi miałem okazję się zapoznać w zeszłym roku, muszę stwierdzić jeden fakt. Kiedy Wydawnictwo Mandioca wprowadza na nasz rynek jakiś nowy komiks, to można być pewnym, że będzie to pozycja co najmniej dobra. Częstokroć jednak okazuje się, że dzięki Mandioce sięgamy naszymi zmysłami ponad przeciętność i lecimy wysoko, hen, ku gwiazdom.
Jestem świeżo po lekturze komiksu „Ardalén”, który stworzył hiszpański artysta Miguelanxo Prado. Już patrząc tylko na okładkę przekonujemy się, że mamy do czynienia z nie byle jakim tytułem. Piękna grafika przedstawiająca zakochaną parę na tle krajobrazu wymieszanego z obrazu pagórków i oceanicznego środowiska. A prawdziwy crème de la crème znajdziemy wewnątrz komiksu.
Sam tytuł też jest mocno tajemniczy. Autor wyjaśnia nam czym jest ardalén. To wiatr wiejący od morza, powstający na wybrzeżu amerykańskim, przemieszczający się przez cały Atlantyk aż do południowego zachodu Europy. Wiatr wilgotny niosący ze sobą w głąb lądu zapachy soli oraz jodu.
Po przeczytaniu komiksu poznamy kolejną funkcję ardalénu. Przenosi on również pamięć i wspomnienia.


Sama historia to przy pierwszym wrażeniu typowa obyczajowa opowieść. Na początku poznajemy jedną z głównych bohaterek – Sabelę. To czterdziestoletnia kobieta, która właśnie przechodzi swój osobisty kryzys życiowy. Jej małżeństwo się właśnie rozpadło, a ona sama jest w trakcie poszukiwania pracy. W wolnej chwili Sabela przyjeżdża do górskiej miejscowości Lugo, mieszczącej się w hiszpańskiej Galicji. Kobieta poszukuje jakichkolwiek informacji przybliżających ją do poznania historii jej zaginionego dziadka. Ów mężczyzna wiele lat temu opuścił rodzinę oraz biedny region w poszukiwaniu pracy i lepszego życia po drugiej stronie Atlantyku.
W miejscowej tawernie Sabela dowiaduje się od mieszkańców, że jedynym człowiekiem starej daty, który mógłby znać jej dziadka jest samotnik Fidel. Ucieszona kobieta udaje się do domu staruszka i nawiązuje z nim relacje, które z czasem przeradzają się w przyjaźń między nimi. Przyjazny związek Fidela z Sabelą sprawia, że część mieszkańców wsi zaczyna bardzo nieufnie podchodzić do turystki.
Ogromnym problemem jest jednak stan pamięci Fidela. To w zasadzie jedne wielkie rozsypane puzzle w głowie staruszka. Częstokroć Fidel sam już nie wie co jest prawdą a co nie. Poznajemy historię jego młodości, liczne wyprawy zamorskie. W samotnych chwilach Fidela odwiedzają zjawy jego zmarłych przyjaciół, z którymi wchodzi w liczne, czasami dość mocne w słowach, długie dysputy. Jedną z ulubionych form relaksu staruszka jest przesiadywanie na głazie i wsłuchiwanie się w dźwięki wiejącego wiatru. Przy okazji Fidel widzi wiele zjawisk niedostępnych zwykłym śmiertelnikom.
Sabela mimo wielu problemów nie poddaje się i stara się poznać w pełni historię życia Fidela. Czy jej się uda i czy dowie się co wydarzyło się z jej poszukiwanym dziadkiem, dowiecie się oczywiście po przeczytaniu całego komiksu. Warto jeszcze dodać, że za plecami biednego staruszka rozwija się spisek mieszkańców wioski, zwłaszcza Tomasa, który knuje na każdym kroku, byle tylko móc przejąć majątek Fidela, którego życie nieuchronnie powoli zbliża się ku końcowi. Autor ujawnia tym samym, że zło, chciwość i hipokryzja mogą zamieszkać wszędzie.
Mogę Wam tu w tym miejscu powiedzieć, że rozwój wydarzeń i zakończenie niniejszej historii mocno zaburzy Wasze spojrzenie na poznawaną dotychczas opowieść. A ostateczny kształt poznanych wydarzeń przewróci Wam wszystko w głowie do góry nogami. I to jest fantastyczne w tym komiksie!


Miguelanxo Prado w swoim komiksie opowiedział nam ponadwymiarową przepiękną historię, która została podzielona na dziewięć rozdziałów. Scenariusz jest bardzo dobrze i spójnie napisany, a opowieść sama w sobie bardzo ciekawa i dobrze się rozwijająca. Bohaterowie, zarówno Ci główni jak i drugoplanowi, są mocno charakterystyczni. Akcja nie jest ślamazarna, a dialogi nie służą tylko pustemu wypełnieniu historii. Czytając możemy przenieść się nie tylko do codziennego miejscowego świata, ale przede wszystkim zajrzymy w głąb duszy i umysłu poczciwego starego Fidela. Poznamy jego uczucia: radość, smutek, ból, strach, niepewność czy złość. Razem z nim odkryjemy metafizyczność opowiadanej historii. Doświadczymy jego samotności i przemijającego czasu.
Cennymi aspektami poznawczymi w omawianym komiksie są wartości pamięci i czasu.
Pamięć jest traktowana jako kotwica, która sprawia, że nadal wierzymy, że jesteśmy tymi, kim wierzymy, że jesteśmy. To definiuje nasze jestestwo i tożsamość. Natomiast czas jest przedstawiany jako coś jeszcze bardziej intrygującego: przyszłość jest czymś zbędnym dla naszej tożsamości, ponieważ jest kształtowana tylko przez projekcje, pragnienia czy nasze nadzieje.
Przeszłość jest tym, co już jest zapisane w pamięci, co już „posiadaliśmy” i to definiuje nas aż do ostatniego dnia życia, dopóki pamięć nie zostanie utracona.
Teraźniejszość jest niczym. Składa się tylko z prostego punktu przegięcia między tym, co już wydarzyło się chwilę temu, a tym, co wydarzy się w następnej chwili.


Świat, stworzony przez Prado wygląda poetycko, jest sugestywny i świetlisty. Grzechem byłoby, aby się w nim nie zgubić. Często lepiej jest żyć trochę dalej od rzeczywistości, niż w rzeczywistości, która nie pozwala nam marzyć i głęboko wierzyć w prawdziwość tego świata.
Ciekawym zabiegiem autora było wprowadzenie w komiksie „przerywników” w postaci oficjalnych dokumentów, takich jak raporty medyczne, sądowe i policyjne, czy też listy, które rzucają światło na przeszłość głównych bohaterów i pozwalają nam oddzielić rzeczywistość od fikcji.
Możemy również przeczytać bardzo interesujący artykuł Evy Fuentes „Jesteśmy tacy, jakich siebie pamiętamy”, mówiący o tym jak działa ludzka pamięć i jaki jest związek między tożsamością a pamięcią. Dowiemy się również co nieco o morskiej florze i faunie. Całość zamyka oszczędne, ale cenne posłowie oraz przypisy końcowe i podziękowania Autora.


Warstwa graficzna komiksu „Ardalén” to coś naprawdę przepięknego. Warto wspomnieć, że Prado niniejszy tytuł tworzył przez okres 3 lat, malując około 8 stron miesięcznie. Nie bez przypadku użyłem sformułowania „malując”, gdyż plansze to tak naprawdę małe wspaniałe obrazy często wybiegające swoją formą w najprawdziwszy ekspresjonizm. Układ postaci i odbite detale nabierają przytłaczającej osobliwości. Uczucia bohaterów są doskonale zilustrowane, wielokrotnie nie wymagają tego, aby były wyrażane przez tekst, aby je zrozumieć. Poziom szczegółowości pracy jest na wysokim poziomie.
Użyte barwy dosłownie żyją przed naszymi oczami. Bardzo dobrze oddają atmosferę i otoczenie. Prado używa kolorów jako narzędzia narracyjnego. Za ich pomocą przekazuje nam emocje, które przeżywają bohaterowie.
Kadry nie są ułożone w jakimś z góry założonym schemacie, a ich kompozycja świetnie nadaje bieg historii.
„Ardalén” to komiks niemal idealny. Ludzki. O nas samych. O przemijającym czasie i ulatujących wspomnieniach. O miłości i przyjaźni, które nadają życiu blask. O poszukiwaniu. To fantastyczna historia, w której warto się zanurzyć i popłynąć z nurtem aż do jej końca. Warto jednakże zrobić to z otwartym, niezmąconym niczym, umysłem. Prawda czasami bywa bolesna, ale ostatecznie nas wyzwala.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Miguelanxo Prado. Z tego miejsca chciałbym mocno i gorąco podziękować wydawnictwu Mandioca, że umożliwiło mi poznanie tego dzieła. Komiks pochłonąłem jednego wieczora, ale to z czym miałem zaszczyt się spotkać pozostanie we mnie na długie, długie lata. Dopóki moja pamięć nie uleci ze mnie bezpowrotnie.
Polecam Wam „Ardalén” z głębi serca! To trzeba nie tylko przeczytać, ale przede wszystkim dać się ponieść tym pięknym obrazom. I pamiętajcie o wiejącym wietrze i latających wielorybach.
Komiks „Ardalén” został wydany przez wydawnictwo Mandioca w twardej oprawie, w formacie 215x290mm. Zawiera 256 stron w kolorze. Autorem scenariusza i ilustracji jest Miguelanxo Prado. Przełożył z hiszpańskiego Jakub Jankowski.