Asteriks u Brytów. René Goscinny i Alberto Uderzo. Recenzja

Przed Wami prawdopodobnie jeden z najlepszych numerów przygód Asteriksa. I to nie tylko moim zdaniem, ale według zagranicznych czytelników i recenzentów. W momencie debiutu w 1966 roku komiks odniósł ogromny sukces komercyjny - w ciągu dwóch tygodni sprzedano 600 000 egzemplarzy (a łącznie 900 000)!
Porównajcie to sobie z naszym rynkiem, gdzie dziś - 60 lat później - sprzedaż na takim poziomie jest nieosiągalna. Co więcej, niektóre wydawnictwa wydają raptem po kilkaset sztuk komiksu, a część z egzemplarzy i tak zalega w magazynach. No ale wiadomo, Francja to kolebka europejskiego komiksu. W Polsce to wciąż nisza. Ale wróćmy do Asteriksa…
“Asteriks u Brytów” to 8 tom przygód dzielnych Galów. Komiks pierwotnie ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Egmont w 1992 roku. Teraz dostajemy do rąk pięknie wydaną edycję kolekcjonerską, zawierającą mnóstwo dodatkowych materiałów. Piałem z zachwytu recenzując poprzedni numer i pieję ponownie na tomem 8. Nie chodzi już nawet o sam komiks - bo starzy fani Asteriksa znają tę przygodę na pamięć. Chodzi o wspomniane materiały dodatkowe, które osadzają opowieść w konkretnym kontekście historycznym i w zupełnie nowym świetle stawiają przedstawione tu wydarzenia.


Jedynie dla formalności przedstawię pokrótce fabułę komiksu. Kuzyn Asteriksa przybywa do galijskiej wioski z prośbą o pomoc. Brytania jest pod inwazją Rzymian, a jedyna wioska, która stawia opór, potrzebuje magicznego wywaru Panoramiksa. Asteriks i Obeliks wyruszają więc w podróż do Brytanii, zabierając ze sobą beczkę z wywarem. W Brytanii, beczka z wywarem zostaje skradziona, co prowadzi do serii zabawnych perypetii.
Komiks ukazał się w 1966 roku, więc dwie dekady po wojnie. Wielka Brytania zaczęła stawać na nogi gospodarczo i kulturowo. Co więcej, nastąpiła istna eksplozja kultury brytyjskiej, która zaczęła zalewać Stary Kontynent. To wtedy zadebiutowały takie zespoły jak The Beatles czy Rolling Stones, a do Europy zaczęły przenikać wszelkie inne wyspiarskie wzorce - literatura, wzornictwo, moda i inne. A Francję zalała fala Brytyjczyków - kraj stał się w latach 60-tych najpopularniejszym kierunkiem turystycznym Wyspiarzy.

Oczywiście Brytyjczycy już wówczas byli dla nas, Europejczyków, specyficznym narodem. Dziś powiedziałoby się pewnie “memiarskim”. Chodzi o te wszystkie ich dziwaczności - jazda po lewej stronie, herbatka “five o’clock”, piętrowe autobusy, niedziesiętny system miar i wag, idealnie przystrzyżone trawniki przed posesjami itp. Więc wyobraźcie sobie, że Goscinny i Uderzo odpuściliby taką okazję. Nie ma szans! Ale w albumie oberwało się wszystkim po równo - Francuzom też.

To tylko ułamek ciekawostek, które dowiecie się z materiałów dodatkowych. Ale nie wszystko tu jest zabawne. Jak zwracają uwagę redaktorzy dodatku, album ten kryje też mroczny aspekt. Chodzi o Rzymian, którzy w Brytanii zostali przedstawieni jako znacznie groźniejsi przeciwnicy niż w Galii. “(...) to jeden z niewielu przypadków w całej serii, gdy Rzymianie naprawdę chcą wyeliminować Asteriksa i Obeliksa, a nie po prostu ich złapać. Godzina policyjna, rekwizycje… (...).” - czytamy.
Dla mnie, jako niespełnionego historyka i fana opowieści okołokomiksowych, wydanie Egmontu to perełka. Nie mnie oceniać fabułę komiksu, który ma na karku 60 lat i uważany jest za jeden z najlepszych albumów o przygodach Asteriksa. Mogę wam jedynie powiedzieć, że na pewno nie zawiedziecie się czytając ten album (sobie lub dzieciakom), a materiały dodatkowe pozwolą Wam poznać genezę komiksu i wydarzenia, które miały wpływ na twórców.

Ale żeby nie było - do beczki miodu dołożę łyżkę dziegciu. Co prawda komiks jest pięknie wydany, na świetnym papierze i w twardej okładce, ale… Kto u licha projektuje te okładki? I w zasadzie czepiam się nie tyle Egmontu, co wszystkich wydań kolekcjonerskich (Hachette, Eaglemoss i innych). Dlaczego mają one oryginalną okładkę w tym niewielkim prostokącie, a nie na całym obszarze? Wyobraźcie sobie jak świetnie wyglądałby ten album, gdyby rysunek Uderzo pokrywał całą powierzchnię. Tak jak to było w miękkich wydaniach. Serio, nie mogę tego przeboleć…

[Współpraca recenzencka] Komiks został nam udostępniony przez wydawcę. Wydawca nie wywierał wpływu na naszą opinię.