Koniec pewnej epoki. Znikają kioski Ruchu, które dla starszego pokolenia czytelników były oknem na komiksowy świat

Koniec pewnej epoki. Znikają kioski Ruchu, które dla starszego pokolenia czytelników były oknem na komiksowy świat

Kioski Ruchu przechodzą do historii. Orlen, właściciel sieci, podjął decyzję o likwidacji wszystkich punktów do końca tego roku. Młodzi zapewne przejdą obok tej wiadomości obojętnie. Dla starszych jest to jednak symboliczny koniec pewnej epoki.

Mały chłopiec biegnie do kiosku Ruchu i niczym glonojad przykleja się do szyby. Swój wzrok kieruje w stronę sekcji z gazetami dla młodzieży. Omija "Świat  Młodych", "Modelarza", "Na przełaj", "Młodego Technika" i "Bajtka". Wypatruje charakterystycznego napisu "Kajko i Kokosz" - czerwonych liter na białym tle. Kolega powiedział mu, że w kiosku koło przychodni widział nowy odcinek serii. Może fantazjował, a może nie? Takich wiadomości nie można bagatelizować.

Rzeczywiście jest! Chłopiec wyjmuje z kieszeni wymęczone od rodziców pieniądze i prosi panią w okienku o jeden egzemplarz. Ostatni. Z mieszanką triumfu i ekscytacji idzie do domu kartkując po drodze swój nowy nabytek. Już wie, jak spędzi najbliższe godziny. Ten mały chłopiec to ja. Są lata 80-te XX wieku. Kioski Ruchu to w zasadzie moje jedyne okno na komiksowy świat.

Wikipedia podaje, że pod koniec lat 90-tych kiosków Ruchu było w Polsce ponad 30 tys. Więcej niż dziś Żabek (niecałe 11 tys. sklepów). Kioski były wszędzie i przez kilka dekad stanowiły główne źródło dystrybucji gazet i czasopism. Można tam było też kupić inne produkty - tabletki na ból głowy, żyletki do maszynek do golenia, czy papierosy. Z biegiem czasu ich popularność zaczęła maleć, a w ostatnich latach sieć stała się wręcz nierentowna.

W listopadzie 2024 roku Orlen, właściciel marki Ruch, podjął decyzję o likwidacji wszystkich punktów. Kioski z tym szyldem znikną do końca tego roku. Być może część z nich zostanie, jeśli właściciele zdecydują się prowadzić biznes już pod własną marką i odkupią budkę. 

Dla młodego pokolenia czytelników jest to w zasadzie news bez większego znaczenia. Mają do dyspozycji wiele innych miejsc, w których kupią gazety czy gumy do żucia. Starszym czytelnikom może się jednak zakręcić łezka w oku. Przez wiele lat kioski były w zasadzie jednym z niewielu miejsc, w których można było kupić komiksy lub czasopisma z historyjkami obrazkowymi (np. "Świat Młodych"). Było to też z reguły najważniejsze źródło informacji o nowościach. 

Nie było bowiem internetu, fajnych blogów, magazynów komiksowych (oprócz wydawanego do 1981 roku "Relaksu", a potem publicystycznego magazynu "Komiks Fantastyka"), audycji telewizyjnych czy radiowych omawiających to medium. Dostęp do komiksów zagranicznych mieli nieliczni (barierą była nie tylko Żelazna Kurtyna, ale też język). Newsy o nowych wydaniach pozyskiwało się właśnie z kiosku lub od kolegów. Co niektórym pani kioskarka odkładała do teczki nowości. Z tego co pamiętam, na moim osiedlu rozchodziły się one dość szybko. "Mój" kiosk dostawał zaledwie kilka egzemplarzy. Trzeba było się spieszyć.

Z oferty kiosków Ruchu korzystałem jako komiksiarz gdzieś do końca lat 90-tych. Chodziłem tam regularnie po nowe TM-Semiki i magazyn "Super Boom". Później moja miłość do komiksu zaczęła przygasać. Między innymi dlatego, że brakowało mi funduszy, by być na bieżąco z nowościami. Kupowałem mniej, rzadziej, aż w końcu przestałem. Paradoksalnie, był to mniej więcej moment, kiedy na rynek wszedł Egmont ze swoimi seriami dla dorosłych. Wtedy miałem już ponad 20 lat i inne priorytety w życiu. A przeprowadzając się z dziewczyną "na swoje", pozbyłem się prawie całej kolekcji. Z tego co pamiętam, wymieniłem ją za bezcen, czyli kilka- czy kilkanaście płyt CD z muzyką. Niektóre komiksy sprzedałem. Do hobby wróciłem lata później, już jako dojrzały czytelnik.

Kiedy znów zacząłem zbierać komiksy, były już inne czasy. Kioski nie sprzedawały komiksów - te dostępne były w księgarniach, salonach typu Empik i w internecie. Nie miałem więc powodu, by do nich zaglądać. Jeszcze przez jakiś czas kupowałem kolorowe magazyny lifestylowe lub gamingowe, ale w końcu przestałem. I przestałem przyklejać się do szyby jak glonojad. Choć muszę uczciwie przyznać, że do dziś gdy mijam budkę z gazetami, czuję jakiś impuls, który każe mi sprawdzić czy wśród gazet nie znajdę jakiejś komiksowej nowości. Rozum podpowiada, że już ich tam nie ma, ale serce kieruje się iskierką nadziei.  

Młodsze pokolenie czytelników prawdopodobnie nigdy nie kupiło komiksu w kiosku. Może za wyjątkiem kolekcjonerskich wydań niektórych serii lub zeszytów z Kaczorem Donaldem. Dziś kupuje się w internecie, bo w tradycyjnych księgarniach się po prostu nie opłaca. Internet daje rabaty sięgające 30-40 proc. od cen okładkowych. Nie ma też większego problemu, by kupić nowości z zagranicy. Nie mówiąc już o czytaniu newsów z komiksowego poletka. Dla komiksiarzy kioski straciły rację bytu.

Likwidacja kiosków to dla mnie symboliczny koniec pewnej epoki. Choć sam od dawna nie korzystałem z ich oferty, to jednak nie sądziłem, że wiadomość ta trąci we mnie struny nostalgii. Obawiam się też, że nie rozwiązana pozostanie dla mnie zagadka z dzieciństwa. Mianowicie, gdzie u licha robiła siku pani z kiosku?? 😉

Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe