Chlanie, pieprzenie, pisanie. Co z „Bukowskiego" wyniesie czytelnik, który Bukowskiego nie zna?

Komiksowe biografie pisarzy mają za zadanie zaciekawić człowieka, który książek bohatera nie czytał. Ewentualnie dorzucić garść ciekawostek dla fanów. Sprawdziłem na sobie, czy „Bukowski" od Los Kraba to potrafi.

Chlanie, pieprzenie, pisanie. Co z „Bukowskiego" wyniesie czytelnik, który Bukowskiego nie zna?

Zacznę szczerze od wyznania: prozy Bukowskiego bliżej nie znam. Kojarzę legendę, kilka tytułów, barową anegdotę, memy i tyle. Do alkoholu mam przy tym stosunek zdecydowanie negatywny. Czyli jestem dokładnie tym czytelnikiem, na którym komiksowa biografia powinna zrobić robotę: pokazać, kim był ten człowiek, skąd ta legenda i dlaczego miliony ludzi rozpływają się nad jego tekstami. Potraktowałem więc lekturę jak test. Czy „Bukowski" broni się jako samodzielna opowieść? I czy po odłożeniu albumu mam ochotę sięgnąć po „Factotum" albo „Listonosza"?

Najpierw fakty. „Bukowski" to włoski komiks z 2021 roku. Scenariusz napisał Michele Botton, który specjalizuje się w komiksowych biografiach (ma na koncie albumy o Warholu, Lagerfeldzie czy Agacie Christie), rysunki wykonała Letizia Cadonici, znana polskim czytelnikom z serii „Dom Slaughterów", a kolory położył Francesco Segala. Polskie wydanie ukazało się w 2026 roku nakładem Los Kraba wspólnie z Domem Literatury w Łodzi i łódzkim oddziałem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. I z finansowym wsparciem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Obraz, który zostaje po lekturze

Album prowadzi narrację w pierwszej osobie. Kolejne rozdziały idą od dzieciństwa z przemocowym ojcem, przez lata upokarzających prac i tanich pokoi, po późny sukces, który przyszedł dzięki Johnowi Martinowi z wydawnictwa Black Sparrow Press. Początek jest naprawdę dobry. Dzieciństwo z ojcem, który bije za źle skoszony trawnik, robi wrażenie i podsuwa klucz do całej dalszej biografii.

Problem zaczyna się gdzieś w okolicach trzeciego, może czwartego rozdziału, kiedy opowieść wchodzi na jeden bieg i już z niego nie schodzi. Bohater pije, idzie do łóżka z kolejną kobietą, siada do maszyny. Potem pije, idzie do łóżka, siada do maszyny. Zmieniają się adresy i imiona kobiet, schemat zostaje. Rozumiem, że takie było to życie. Tylko że biografia to nie stenogram, a od scenarzysty oczekuję selekcji i dramaturgii, nie pętli.

I tu wracam do mojego testu. Jaki obraz wynosi z tej lektury ktoś, kto Bukowskiego wcześniej nie znał? Taki, że to był alkoholik, który traktował kobiety przedmiotowo, a między butelką a łóżkiem stukał w maszynę do pisania. Tyle. O samej twórczości komiks mówi zaskakująco mało. Nie dowiedziałem się, o czym właściwie pisał, czym jego proza różniła się od tego, co powstawało obok, ani dlaczego akurat on z całej rzeszy pijących literatów został legendą. Album zakłada, że to wszystko już wiem. A nie wiem.

Mit, którego nikt tu nie rusza

Jest jeszcze jedna rzecz, która mi w tej opowieści zgrzyta. Komiks ani razu nie kwestionuje mitu, na którym Bukowski zbudował karierę: że picie i pisanie to jeden organizm. Alkohol jest tu wszędzie, w dymkach, w tle. Dla czytelnika z zewnątrz wymowa sprowadza się do prostego równania: chlał, więc pisał. Dobra biografia powinna ten mechanizm rozebrać na części, pokazać jego koszty i kontekst. Ta podaje go jako naturalny element legendy. Bukowski należał niestety do pisarzy, którzy bez używek nie potrafili stworzyć niczego sensownego, i nie był przypadkiem odosobnionym. Tym bardziej szkoda, że twórcy nie mieli odwagi przyjrzeć się temu z dystansu.

Podobnie z kobietami. Kolejne partnerki funkcjonują w albumie jak rekwizyty: pojawiają się, lądują w łóżku, znikają. Komiks pokazuje przedmiotowe traktowanie, ale bez komentarza i bez choćby jednej sceny z innej perspektywy.

Co się broni?

Rysunki, i to mocno. Cadonici prowadzi kanciastą, szorstką kreskę, która do tego bohatera pasuje idealnie, a Segala nie koloruje realistycznie, tylko buduje nastrój: przybrudzone światło, dwubarwne plamy, wnętrza, w których alkohol niemal czuć w powietrzu. Strona graficzna to zdecydowanie najlepszy element albumu i trochę żal, że pracuje na rzecz tak monotonnego scenariusza.

Zabrakło mi też warstwy dokumentalnej. Francuska edycja została rozszerzona o teksty Martina Boujola z archiwalnymi zdjęciami i kontekstem epoki. My dostajemy sam komiks. A przecież da się inaczej. Recenzowana przeze mnie niedawno biografia zespołu „Queen" od Scream Comics pokazała, jak biografia może wciągnąć osobę spoza fandomu: ciekawostki, dodatkowe teksty, fakty, których nie znałem - mimo że jestem fanem. Tam po lekturze chciałem włączyć płytę. Tu po lekturze nie chcę otwierać żadnej książki Bukowskiego.

Werdykt

Wynik mojego testu jest jednoznaczny. „Bukowski" to album dla ludzi, którzy prozę bohatera już znają i kochają, bo oni dopowiedzą sobie wszystko, czego w kadrach brakuje. Czytelnik z zewnątrz dostanie świetnie narysowaną, ale monotonną opowieść o piciu, pieprzeniu i stukaniu w maszynę, z której nie wynika, dlaczego ten człowiek został literacką legendą. W mojej opinii komiksowa biografia, która nie budzi ciekawości twórczości swojego bohatera, nie wykonała swojego podstawowego zadania.

Informacje o komiksie
Tytuł "Bukowski"
Seria
Wydawca Dom Literatury w Łodzi / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi
Scenarzysta Michele Botton
Rysownik Letizia Cadonici
Tłumacz Marta Duda-Gryc
Rok wydania 2026
Format 168x245 cm
Okładka miękka
Liczba stron 168x245 cm
Cena okładkowa 69 zł

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Okładka komiksu

"Bukowski"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii