Rozmowy z katem. Recenzja komiksu "Cauchon albo człowiek, który zabił Joannę d'Arc"

Proces Joanny d'Arc opowiedziany z perspektywy jej kata. "Cauchon" Dorisona, Delahaye'a i Parnotte'a to kryminał sądowy w średniowiecznych dekoracjach i jeden z najgłośniejszych europejskich komiksów roku. Sprawdzam, czy zasłużenie.

Rozmowy z katem. Recenzja komiksu "Cauchon albo człowiek, który zabił Joannę d'Arc"

Joannę d'Arc zna każdy. A Pierre'a Cauchona? No właśnie. Biskup Beauvais, człowiek na angielskiej pensji, ten sam, który poprowadził proces zakończony stosem - przez pięćset lat funkcjonował w historii Francji jako czarny charakter bez twarzy. Xavier Dorison i Louis-David Delahaye uznali, że ta dziura w zbiorowej pamięci jest warta 176 stron.

Pomysł jest przewrotny, bo zamiast kolejnej opowieści o świętej dostajemy portret jej sędziego. Cynik, karierowicz, gracz, człowiek Kościoła u szczytu władzy. Twarz Joanny zobaczymy dopiero gdzieś w okolicach pięćdziesiątej strony - i nie, to nie jest przypadek. Wcześniej patrzymy, jak Cauchon montuje proces trochę jak producent filmowy superprodukcję: dobiera sędziów, liczy ryzyka, targuje się z Anglikami o warunki. Wszystko dopięte. A potem na salę wchodzi dziewiętnastolatka, która ledwo umie czytać, i zaczyna ogrywać siedemdziesięciu teologów. Elitę intelektualną epoki, na jej własnym boisku.

Bo "Cauchon" jest tak naprawdę kryminałem sądowym. Tyle że w realiach średniowiecza. Przesłuchania, pułapki proceduralne, naciski z góry, świadkowie — i sędzia, któremu gdzieś w połowie zaczyna pękać własny akt oskarżenia. Finał znamy wszyscy, od pięciuset lat z okładem, a mimo to czyta się to z napięciem godnym Grishama. Dorison mówił w wywiadzie dla magazynu ZOO, że proces Joanny to "pierwszy proces stalinowski w historii". Proces polityczny, wyrok ustawiony z góry.

Ciekawe jest zaplecze scenariusza. Delahaye debiutuje w komiksie, ale opowiadać umie od dawna — to dokumentalista, robił filmy m.in. dla Netfliksa i Arte. Jak podaje ZOO, pomysł wyszedł od niego. Pracował nad serią dokumentalną o wielkich procesach historii i przyszedł do Dorisona z jedną tezą: ciekawszy od Joanny jest jej sędzia. Który być może próbował ją uratować. Nad faktami czuwał mediewista David Glomot. Jego dziesięciostronicowe dossier na końcu albumu uczciwie rozlicza autorów z tego, co jest źródłem, a co licencją. Samo w sobie warte lektury.

Joël Parnotte - rysownik "Fechmistrza" i "Aristophanii" siedział nad tym albumem trzy i pół roku, po raz pierwszy w karierze pracując w kolorze bezpośrednim - akwarela, tusz, gwasz, co odnotowuje serwis Actualitté przy okazji paryskiej wystawy jego oryginałów. I to widać. Zimna, brudna paleta późnego średniowiecza, ciężkie wnętrza katedr, twarze, na których widać każdą kalkulację.

Duży format robi tym kadrom przysługę. Dorzućmy strony rozdziałowe ze streszczeniami pisanym językiem stylizowanym na historyczny i okładkę wyglądającą jak średniowieczny manuskrypt - bez ilustracji, samo złocone liternictwo na ciemnym, ziarnistym tle. Na półce wygląda to jak mszał. Kolejny argument za papierem, jakby komuś było mało.

We Francji zrobiło się z tego wydarzenie. Dargaud wydrukował na start 60 tys. egzemplarzy, tytuł wskoczył na trzecie miejsce listy bestsellerów (dane BDZoom), stowarzyszenie krytyków ACBD wpisało go na listę dziesięciu komiksów lata. Były też spory — część francuskich czytelników zarzuca autorom rewizjonizm i zbyt daleko idącą rehabilitację Cauchona, dyskusje na forach BDGest ciągną się na kilkanaście stron.

Rozumiem te głosy, ale ich nie podzielam. Dorison nie robi z biskupa niewiniątka, robi z niego człowieka. Potwora łatwo potępić i iść dalej. Gorzej z urzędnikiem, który doskonale wie, że system produkuje niesprawiedliwość, i przez lata świetnie się w tym systemie czuje.

Swoją drogą to już drugi komiks o Joannie d'Arc wydany ostatnio przez Lost In Time. W "Ogrze", o którym pisałem na blogu, oglądamy początek jej drogi. "Cauchon" to finał - losy Dziewicy Orleańskiej po pojmaniu, zbroja zamieniona na łańcuchy, pole bitwy na salę sądową.

I przy tym zestawieniu wyszedł mi zabawny szczegół. W "Ogrze" Joanna jest blondynką. U Parnotte'a — brunetką. Kto ma rację? Sprawdziłem, bo nie umiałem odpuścić. Wygląda na to, że Parnotte. Żaden portret Joanny malowany z natury się nie zachował, ale świadkowie epoki mówią zgodnie o ciemnych włosach, krótko ściętych "na miskę" — tak opisuje ją m.in. kronika z Czarnej Księgi La Rochelle, cytowana przez XIX-wiecznego badacza procesu Jules'a Quicherata.

Logo Lost In Time

Był nawet dowód rzeczowy: w laku listu, który Joanna wysłała w 1429 r. do mieszkańców Riom, znaleziono odcisk palca i czarny włos, wciśnięty tam zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem uwierzytelniania pieczęci. Był, bo - jak podaje serwis France Pittoresque - włos zaginął w XIX wieku, a sfragistycy do dziś kłócą się, czy w ogóle należał do Joanny. Tak czy inaczej: złote loki z obrazów i pomników to niemal na pewno wymysł malarzy. Punkt dla "Cauchona".

Tytuł tej recenzji nie wziął się znikąd. Od "Rozmów z katem" Moczarskiego dzieli ten album pięćset lat i cała epoka, ale pytanie jest to samo: jak funkcjonariusz systemu dochodzi do punktu, w którym robi to, co robi. Z jedną różnicą - Stroop do końca niczego nie zrozumiał. Cauchon, przynajmniej w wersji Dorisona, zaczyna rozumieć w trakcie. Sam scenarzysta ujął to obrazem, którego nie umiem wybić sobie z głowy: co trzeba zobaczyć, żeby wyskoczyć z pociągu jadącego w złą stronę? Cauchon zobaczył. Ale historia i tak zapamiętała go jako kata.

Polecam zwłaszcza fanom gatunku. To dobry, mądry i porywający komiks. I poszerzający naszą wiedzę o Joannie.

Informacje o komiksie
Tytuł Cauchon albo człowiek, który zabił Joannę d’Arc
Seria
Wydawca Lost In Time
Scenarzysta Xavier Dorison, Louis-David Delahaye
Rysownik Joël Parnotte
Kolorysta Joël Parnotte
Tłumacz Jakub Syty
Rok wydania 2026
Format 240 x 320 mm
Okładka twarda
Liczba stron 176
Cena okładkowa 130 zł

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Czytajcie nowe teksty z Bloga o Komiksach także w Google Discover
Obserwuj nas