Ile zarabia autor książki? Jak na tym tle wyglądają komiksiarze?

Do autora książki trafia średnio 2,87 zł z każdego sprzedanego egzemplarza - wynika z danych, które przywołuje się jedna z firm od self-publishingu. Jak na tym tle wygląda rynek komiksowy? To jedna z tajemnic, o której w branży nie mówi się głośno. Tak jak o nakładach komiksów.

Ile zarabia autor książki? Jak na tym tle wyglądają komiksiarze?

Wpadł mi dziś na skrzynkę redakcyjną komunikat prasowy firmy Imker, która zarabia na obsłudze self-publishingu. I od razu zastrzegam: to materiał od podmiotu, który ma interes w tym, żebyście uwierzyli, iż wydawca to zbędny pośrednik. Do liczb, które podaje, trzeba więc podchodzić z tą świadomością. Ale nawet z tą poprawką część z nich jest na tyle wymowna, że warto je tu przytoczyć - bo prowadzą do pytania, które w polskim komiksie wisi w powietrzu od dawna, a mało kto je zadaje na głos.

Ale zacznijmy od tego, co dzieje się w książkach.

Autor dostaje resztki

Według raportu przygotowanego przez Polską Sieć Ekonomii, na który powołuje się Imker, do autora książki trafia średnio 2,87 zł za sprzedany egzemplarz. Standardowe honorarium w polskim wydawnictwie to 8-12 proc., ale - i tu jest haczyk - najczęściej liczone nie od ceny okładkowej, tylko od ceny faktycznej, po rabatach. Książka z ceną 60 zł schodzi po 35-40 zł, a procent autora nalicza się od tej niższej kwoty. Do tego autor nie ma bieżącego wglądu w sprzedaż, rozliczenie dostaje raz na pół roku albo raz w roku.

Imker przywołuje też raport Katarzyny Boni dla Unii Literackiej z 2022 roku, z którego wynika, że co trzeci uznany polski autor nie osiąga nawet postulowanego progu 10 proc. od ceny okładkowej. Unia Literacka od lat walczy o ustawę, która gwarantowałaby pisarzom te 10 proc. liczone od okładki. Jak zauważa cytowany w komunikacie Krzysztof Bartnik, prezes Imkera, środowisko czeka na regulację od blisko 30 lat.

Druga strona: 73 proc. marży

Kontrapunktem jest przypadek Michała Szafrańskiego, autora „Finansowego Ninja", który wydał książkę samodzielnie. Na konferencji Influencers Live we Wrocławiu w maju 2026 roku podsumował niemal dekadę sprzedaży: 130 tys. egzemplarzy, 11 mln zł przychodu brutto, 7,5 mln zł dochodu przed opodatkowaniem. Marża na poziomie 73 proc.

Szafrański policzył, ile zarobiłby na tych samych 130 tys. egzemplarzy u tradycyjnego wydawcy. Przy stawce 10 proc. i cenie okładkowej 49,90 zł honorarium wyniosłoby 4,75 zł od egzemplarza — łącznie jakieś 609 tys. zł. Niemal trzynaście razy mniej. Jak sam ujął to na panelu: „Marża 73 proc. to skutek tego, że między mną a czytelnikiem nie ma nikogo".

Logo
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

I tu muszę dorzucić łyżkę dziegciu, bo Imker jej nie dorzuca. Szafrańskiego śledziłem na bieżąco przez lata — czytałem jego blog od początku aż po zawieszenie działalności, bo zajmował się dokładnie tym, czym ja, czyli edukacją finansową. Facet odwalił tytaniczną robotę i mówię to z pełnym przekonaniem: to raczej nie do powtórzenia przez kogokolwiek innego. Jego książka o finansach osobistych trafiła w gigantyczny popyt, a sam autor miał już wcześniej zbudowaną ogromną społeczność — blog, newsletter, zasięgi. To ekstremalnie skrajny przypadek, symbol, na który tak lubią powoływać się platformy promujące self-publishing. Self-publishing bez tego zaplecza wygląda zupełnie inaczej, o czym zresztą sama firma napomyka, przyznając, że autor przejmuje wtedy koszty redakcji, projektu, marketingu i logistyki. Innymi słowy: 73 proc. to nie jest domyślny wynik. To sufit, do którego prawie nikt nie dochodzi.

Ale proporcja i tak zostaje w głowie. I prowadzi do pytania, które mnie interesuje najbardziej.

A jak to wygląda w komiksie?

Podejrzewam, że nie lepiej. A pod pewnymi względami gorzej - bo komiks to na dodatek medium droższe w produkcji niż zwykła książka i z reguły mniejszymi nakładami.

Tu robi się ciekawie, bo o komiksowych honorariach mówi się w Polsce półgębkiem. Nie ma raportu Unii Literackiej dla komiksiarzy. Nie ma głośnej kampanii o „10 proc. od okładki". Jest za to kilka rzeczy, które komplikują sprawę jeszcze bardziej niż w prozie: honorarium często dzieli się między scenarzystę i rysownika (a bywa, że dochodzi kolorysta czy człowiek od literek), duża część rynku to tłumaczenia, gdzie polski twórca w ogóle nie występuje, a nakłady są takie, że o „130 tys. egzemplarzy" nikt tu nawet nie marzy.

I właśnie o nakładach — bo to one wyznaczają całą matematykę.

Nakłady: od setek tysięcy do kilkuset sztuk

Żeby zrozumieć, dlaczego z komiksowego tortu zostają dla twórcy okruchy, trzeba spojrzeć, jak ten tort się skurczył.

W schyłkowym PRL-u nakłady były kosmiczne. „Tytus, Romek i A'Tomek. Księga XII" z 1989 roku — 300 tys. egzemplarzy. „Kajko i Kokosz. Szkoła latania" z 1988 roku - 250 tys. „Podróż smokiem Diplodokiem" Baranowskiego z 1986 roku - 150 tys. Sam „Świat Młodych", na którego ostatniej stronie ukazywały się komiksy w odcinkach, bił w szczycie po kilkaset tysięcy egzemplarzy. Jak podaje „Polityka" w tekście Sebastiana Frąckiewicza o niszowości współczesnego komiksu, te liczby budują dziś mitologiczny obraz Polski jako potęgi komiksowej.

Tyle że - i to ważny cień na tym obrazku - Tomasz Kołodziejczak z Egmontu studzi te zachwyty. Zwraca uwagę, że wtedy nakłady wszystkich książek były wielokrotnie wyższe niż dziś, więc komiks wcale nie był tak wyjątkowy, jak się nam wydaje z perspektywy pudła znalezionego w piwnicy.

Dekadę temu, według tego samego tekstu „Polityki", zeszyt z Kaczorem Donaldem schodził w około 30 tys. egzemplarzy, reedycje klasyki w rodzaju „Kajka i Kokosza" — powyżej 20 tys., a każdy tom „Thorgala" — również około 20 tys. Ambitne powieści graficzne, światowe hity pokroju „Mausa" czy „Blankets", sprzedawały się już tylko w 1-3 tys. egzemplarzy. I to były dane sprzed ponad dekady.

"Co cię to obchodzi?"

A dziś? Trudno powiedzieć. Kiedyś zapytałem o nakłady na grupie Komiksy Bez Granic, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Jeden chamowaty autor komiksów napisał mi wprost w komentarzu: "A co się to obchodzi? Zajmij się czymś innym". Jakbym pytał co najmniej o nie wiem jak wrażliwą informację. Moim zdaniem taka liczba w ogóle powinna być drukowana w samym komiksie - jak w PRL.

Z moich nieoficjalnych informacji polskie komiksy paczkuje się zazwyczaj w nakładach 500, 1000 i 1500 egzemplarzy. Zdarzają się odstępstwa — Studio Lain drukuje na przykład po 800. Wyjątkiem od tej reguły są zapewne kultowe samograje: takie „Thorgale" czy „Kajko i Kokosz" ciągle są wznawiane i tam nakłady bywają na pewno wyższe niż owe 1500, bo to pewna, powtarzalna sprzedaż. Ale to właśnie wyjątki. Dla reszty rynku 1000 egzemplarzy to rząd wielkości, w którym trudno mówić o jakiejkolwiek marży w stylu Szafrańskiego. Przy takim nakładzie nawet bardzo przyzwoity procent od okładki wydaje się dawać kwotę, za którą trudno przeżyć miesiąc, nie mówiąc o roku pracy nad albumem. Ale może się mylę?

I tu wchodzicie Wy

Domyślam się mniej więcej, jak to wygląda. Ale się domyślam - nie wiem. I dlatego piszę ten tekst raczej jako zaproszenie do rozmowy niż gotową diagnozę.

Jeśli tworzysz komiksy - jesteś scenarzystą, rysownikiem, kolorystą, tłumaczem, może wydawcą - i wiesz, jak naprawdę wyglądają stawki, napisz do mnie. Może być całkowicie anonimowo, na adres redakcji bloga. Interesuje mnie wszystko: jaki procent od okładki albo od nakładu dostajesz, czy to płatność z góry (zaliczka), czy od sprzedanego egzemplarza, jak dzieli się honorarium między scenarzystę a rysownika, ile realnie zostaje w kieszeni po zakończeniu pracy nad albumem.

Zastrzegam uczciwie: pojedyncze zgłoszenia to nie będzie żaden reprezentatywny raport i nie zamierzam z nich robić twardych średnich. Ale jeśli uzbiera się kilka głosów, powstanie z tego obraz, jakiego dziś po prostu nie ma - bo nikt tych liczb nie zbiera. Nazw wydawnictw przy konkretnych kwotach nie opublikuję bez wyraźnej zgody. Chodzi o mechanizm, nie o wywlekanie nazwisk.

Bo skoro autorzy książek doczekali się swojego raportu i kampanii o 10 proc. od okładki, to może i komiksiarze zasługują na to, żeby ktoś w końcu policzył, ile z tego tortu zostaje dla nich.

Pisz na [email protected].