Szybkie pytania do twórców Ćmy. Inspiracje, ulubieni rysownicy i... czy z komiksu da się wyżyć?

Niedawno na łamach bloga recenzowałem komiks "Ćma" autorstwa Tomasza Grodeckiego. Okazję tę postanowiłem wykorzystać do zadania kilku pytań autorowi, oraz rysownikom: Tomaszowi R. Borkowskiemu, Grzegorzowi Kaczmarczykowi i Kacprowi Wilkowi. Skorzystałem z formuły "5 pytań do...".

Na pierwszy zestaw pytań odpowiada Tomasz Grodecki (scenarzysta i pomysłodawca "Ćmy"):
Dlaczego Ćma? Przecież to owad, który przeciętnemu odbiorcy kojarzy się niezbyt przyjemnie. Wpada latem do domu, gdy leżymy już z książką w łóżku i robi zamieszanie. Z reguły kończy pod klapkiem lub gazetą. Ja mam negatywne skojarzenia.
Ćma to z natury zwierzę kruche. Ale też zwinne. Inteligentne.
I taki też jest ten bohater. Jak trafnie określił pewien bloger, to nie amerykański heros strzelający laserami z oczu i odbijający klatą kule. To niesuperbohaterski superbohater. Ktoś blisko nas.
Ćma wydała mi się idealnym zwierzęciem do tego konceptu.
Twój ulubiony epizod "Ćmy". Ten, który dał Ci największą satysfakcję i z którego jesteś dumny?
Mam takie dwa. "12:24" i "Nasiono zła". Oba lubię za emocje i postacie. "12:24" za Zegarmistrza i jego Frankensteina – Mola. "Nasiono zła" za Kochanowskiego… ekhm… Zielarza. Ten pierwszy odnowił moją przyjaźń z dzieciństwa z Rafą Janko. Ten drugi pomógł mi pogodzić się utratą pewnej relacji. Zupełnie inne historie, noir i surwiwal horror, ale tak samo łapiące mnie za serducho za każdym razem, gdy do nich wracam.
Nie masz wyjścia, poddajemy Cię torturom. Musisz wyjawić choć jedną inspirację dla "Ćmy". Komiks/bohatera/książkę/film/autora – cokolwiek.
Obrazy Tamary Łempickiej. Najlepiej te z gangsterami (śmiech). Spoglądając na nie miałem przed oczami Hotel Rubikon i tętniącą życiem Warszawę doby XX-lecia międzywojennego. Poza tym mój ukochany serial "Batman: The Animated Series", po którym "Ćma" odziedziczyła epizodyczność oraz gry z serii "BioShock".
Czy z komiksu da się wyżyć? Czym zajmujesz się na co dzień?
Nie (śmiech). A przynajmniej nie z rynku półniezalowego. Za dnia jestem Tomaszem Grodeckim, prawnikiem energetycznym i środowiskowym. Coś jak Matt Murdock (uśmiech).
Trafiasz na bezludną wyspę, ale szczęśliwym trafem masz w plecaku pięć komiksów. Jakie to tytuły? Co mógłbyś czytać w nieskończoność?
Klasyka Batmana – "Zabójczy żart", "Powrót Mrocznego Rycerza", "Długie Halloween"... Czekaj, prawie wyczerpałem limit! To niech będzie "Mooncop" Toma Gaulda. I "Spirit: Najlepsze opowieści".
Pytania do rysowników:

Tomasz R. Borkowski (rysownik, „Ćma: Epizod 9”):
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie rysowania "Ćmy"?
Największym wyzwaniem było wypracowanie estetyki plansz, szczególnie, że w "Epizodzie 9" mamy do czynienia z kolażem rysunków i fotografii. Były obawy, że takie połączenie będzie wyglądać bardzo sztucznie, że elementy będą się ze sobą gryzły albo jeszcze gorzej – że będą sprawiać wrażenie pójścia na łatwiznę. Wypracowaną metodą okazało się nałożenie na fotografie różnych efektów i tekstur, przywodzących na myśl stary, zniszczony papier. Tę samą teksturę można zobaczyć w cieniach rysowanych przeze mnie postaci. Moim zdaniem, ostatecznie udało się stworzyć bardzo naturalnie wyglądające połączenie rysunku i zdjęć.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony? Czy rysując "Ćmę" stworzyłeś coś nowego, czy raczej to robota rzemieślnicza?
Chyba właśnie z tej eksperymentalnej formy. Fotokomiks jest trochę zapomnianą techniką, bardzo satysfakcjonująco było stworzyć coś nieoczywistego, czego na próżno jest szukać na polskim rynku komiksowym, nie licząc "Kwapiszona", serii wydawanej w latach 70., więc już pół wieku temu.
Czy współpraca z Tomaszem Grodeckim była ciężka? (można odpowiadać szczerze, nie pokażemy mu)
Tomek Grodecki na pewno jest wymagającym scenarzystą, najczęściej z bardzo konkretną wizją tego, co chce zobaczyć. To powoduje, że niektóre kadry musiałem poprawiać wielokrotnie. Tak było np. w przypadku postaci Mola, który raz wychodził mi za młody, raz za stary, a innym razem zbyt przystojny. Dopiero po około dziesięciu wersjach doszliśmy do kompromisu. Czy nazwałbym to ciężką współpracą? Raczej nie. Ja to widzę tak, że Tomek jest bardzo konkretną osobą. Jest do bólu konsekwentny w pilnowaniu spójności z pozostałymi zeszytami, co czasami dokłada pracy i potrafi być solą w oku, ale nie uważam tego za wadę. Czytelnicy na pewno to sobie cenią.
Pytanie podobne jak u Tomka. Jesteś na torturach, musisz wskazać swoich ulubionych rysowników. Ale tylko dwóch. Dlaczego oni? Czy są dla Ciebie inspiracją?
Jednym z nich będzie Hirohiko Araki, twórca mangi "Jojo's Bizarre Adventure", drugim będzie świętej pamięci Akira Toriyama, twórca "Dragon Balla". Pierwszego cenię za unikalność jego stylu – łączy on inspiracje ze sztuki japońskiej z zachodnią sztuką, modą, popkulturą, dorzucając do tego często surrealizm. Artysta skali światowej i zdecydowanie ogromna inspiracja dla mnie. Drugiego cenię za zdefiniowanie na nowo scen akcji, inspirując setki tytułów, które ukazały się po "Dragon Ballu". Dzięki niemu też mam nawyk rysowania trochę zbyt umięśnionych mężczyzn, co mogło być zmorą dla Tomka Grodeckiego.
Co byś zmienił w komiksie "Ćma", gdybyś był scenarzystą?
Gdybym zamienił się ze scenarzystą miejscami, skupiłbym się bardziej na psychice postaci Cypriana. Postarałbym się odpowiedzieć na pytania takie jak: Jaką jest osobą? Czy jest herosem z powodów czysto altruistycznych, czy może w grę wchodzą samolubne pobudki? Jak wpłynęła na jego życie trauma po śmierci ukochanej osoby? Jaka jest cena bycia Ćmą? Do tego uważam, że bardzo mało widzimy samego Cypriana, malarza i artystę. Wiem, że komiks liczy tylko 24 strony i najlepiej jest przejść prosto do akcji, ale jako rysownik, chciałbym zobaczyć więcej artystycznej strony tej postaci. Być może jego sztuka działa na niego terapeutycznie. Może pozwala mu wyrzucić z siebie wszystkie głęboko skrywane emocje. Może porządkuje jego myśli, co pomaga w śledztwach. Być może sztuka wpływa na jego bohaterską aktywność i na odwrót. To wszystko bardzo ciekawe tematy i motywy, które poruszyłbym, gdyby zabawki trafiły w moje ręce.

Grzegorz Kaczmarczyk (rysownik; „Ćma: Nasiono zła”, „Ćma: Pierwszy kontakt”):
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie rysowania "Ćmy"?
Przysiadając do epizodu piątego Ćmy, "Nasiona zła", byłem po dwuletniej przerwie od rysowania komiksów. W trakcie tego przestoju bardzo mało rysowałem. I nie tyle wyzwaniem, co pewną zagadką było, czy mój rysunkowy skill zatrybi na nowo... Tym bardziej, że czekała mnie współpraca z nowym scenarzystą.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony? Czy rysując "Ćmę" stworzyłeś coś nowego, czy raczej to robota rzemieślnicza?
Rysując Ćmę, największą frajdę miałem z tego, że po raz kolejny współtworzę (rzemieślniczo) polskiego superbohatera (uśmiech).
Czy współpraca z Tomaszem Grodeckim była ciężka?
Ciężka to może nie... Ale specyficzna zdecydowanie. Tommy podsyłał mi scenariusz na raty, po parę stron, czyli tak naprawdę w trakcie powstawania plansz nie wiedziałem, co mnie czeka na kolejnej (uśmiech). Miała miejsce sytuacja, gdy po narysowaniu drugiej planszy do "Pierwszego kontaktu" Tommy stwierdził, że ta strona będzie lepiej funkcjonować w tym komiksie jako ostatnia (to była jazda bez trzymanki [śmiech]). Pierwszy raz miałem do czynienia z takim spontanem przy pracy nad komiksem.
Jesteś na torturach, musisz wskazać swoich ulubionych rysowników. Ale tylko dwóch. Dlaczego oni? Czy są dla Ciebie inspiracją?
Simon Bisley i Grzegorz Rosiński. Biz jest szalonym twórcą, który na pełnym luzie tworzy to, co mu pędzel na kartkę przyniesie. Natomiast u Rosińskiego widać na przestrzeni lat mocne wypracowanie warsztatu, który dojrzewa wraz z nim. Taki MIKS: zwariowanego talentu z wyrobionym rzemieślnikiem. Lubię ich twórczość.
Co byś zmienił w komiksie "Ćma", gdybyś był scenarzystą?
WOW! (uśmiech) Gdybym był scenarzystą "Ćmy"... to pewnie bym zaczął od szukania kogoś nowego na moje miejsce, bo się do tego zdecydowanie nie nadaję (śmiech). A tak serio, to niech Tommy podąża swoją ścieżką scenopisarską. Nic bym tu nie zmieniał, bo Tomasz Grodecki zna Ćmę najlepiej i wie jak trzymać go z dala od światła... Może jedyne, czego mi brakuje w "Ćmie", to bezpośredniego starcia z przeciwnikiem, gdzie konfrontowałby się z nim nie tylko za sprawą swojej inteligencji, oczytania i zabawkom z sakiewek, a bardziej metodą z użyciem taekwondo, ju-jitsu czy innego karate lub laserów z tył... oczu (śmiech).

Kacper Wilk (rysownik, animator; „Ćma: Supersamobójca”, „Ćma: Entomologia”):
Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie rysowania "Ćmy"?
Hmm, w aktualnie tworzonym zeszycie szczególnym wyzwaniem jest chyba jak na razie kolorowanie skomplikowanych kadrów z dużą ilością detalu, w tym ludzi itp., które mają znaczenie dla fabuły. Dlatego trzeba zrobić to tak, żeby było to ładne, ale i widoczne.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony? Czy rysując "Ćmę" stworzyłeś coś nowego, czy raczej to robota rzemieślnicza?
Jestem bardzo zadowolony z „Entomologii”, w której wprowadziliśmy nowego przeciwnika Ćmy. Użyliśmy tam też dość fajnych zabiegów, jeśli chodzi o kadrowanie i kompozycję, które dodają sporo klimatu. Wydaje mi się, że komiks nigdy nie jest rzemieślniczy, szczególnie w takim niezależnym wydaniu i bezpośredniej współpracy ze scenarzystą. Staram się, żeby każda praca była coraz lepsza i coraz ciekawsza. Mam nadzieję, że ten postęp jest widoczny.
Czy współpraca z Tomaszem Grodeckim była ciężka?
Nie, nie jest ciężka (śmiech). Bardzo dobrze nam się współpracuje, często wymyślamy wspólnie jakieś kolejne pomysły do „Ćmy”. To, że Tommy ma dużo przemyślane, jeśli chodzi o scenariusz, to akurat dobrze. Dzięki temu jest mała szansa, że coś się zgubi lub nie wypali.
Jesteś na torturach, musisz wskazać swoich ulubionych rysowników. Ale tylko dwóch. Dlaczego oni? Czy są dla Ciebie inspiracją?
Mike Mignola. Zdecydowanie. Klimat, prosty na pozór rysunek, ale jaki skuteczny w przekazywaniu opowieści, oraz fantastyczne kolory. Albert Uderzo. Chyba dlatego, że się wychowałem na „Asterixie i Obelixie” i bardzo doceniam charakterystyczne postacie, jednocześnie tak podobne do ludzi, których znamy z rzeczywistości.
Co byś zmienił w komiksie "Ćma", gdybyś był scenarzystą?
Myślę, że każdy z rysowników coś zmienia, a może bardziej nie zmienia, lecz dodaje, jakoś Ćmę aktualizuje i właśnie tyle wystarczy. Jedyne, czego jestem teraz ciekaw, to jak widzowie zareagują na kolory w nowym zeszycie. Bo do tej pory „Ćma” wychodziła w odcieniach szarości.