Dzieci chcą czytać komiksy. Rodzice mają z tym problem. Raport Instytutu Książki

Nowy raport Instytutu Książki pokazuje, że komiksy bywają dla dzieci jedną z najłatwiejszych dróg do czytania. Problem w tym, że wielu dorosłych wciąż nie wie, czy komiks „się liczy".

Dzieci chcą czytać komiksy. Rodzice mają z tym problem. Raport Instytutu Książki

Instytut Książki opublikował raport „Dlaczego nie czytamy dzieciom?". Autorki rozmawiały z rodzicami dzieci w wieku 0–9 lat, którzy sami przyznali, że czytają im rzadko albo wcale. Podstawą było 30 pogłębionych wywiadów i trzy warsztaty grupowe.

Raport pokazuje mechanizmy, których w liczbach nie widać - wymówki, zmęczenie, poczucie winy i domowe sytuacje, w których książka przegrywa z ekranem, szkołą albo zwykłym brakiem siły. Do takich rodziców trudno było dotrzeć, bo nieczytanie wiąże się ze wstydem.

Nas interesuje jeden rozdział: ten o komiksach. Brzmi znajomo. Dla wielu dzieci komiks jest łatwiejszy, bardziej przystępny i bliższy światu, w którym obraz znaczy tyle samo co tekst.

Jedna wypowiedź streszcza całą sprawę: „Komiksy też spoko - mało czytania, dużo obrazów". Można to potraktować jak zarzut. Trzeba potraktować jak komplement. Dziecko, które samo otwiera książkę, śledzi bohaterów i chce wiedzieć, co dalej, robi dokładnie to, o co w czytaniu chodzi - nawet jeśli wygląda to inaczej, niż wyobrażają sobie dorośli.

W raporcie pada prosta obserwacja: dla części dzieci klasyczna książka to „ściana tekstu". Komiks tę ścianę rozbija. Daje rytm, skrót, ruch. Pozwala wejść w historię bez pokonywania długiego bloku zdań. Dla dziecka bez cierpliwości do prozy bywa pierwszą prawdziwą furtką do samodzielnego czytania.

Raport świetnie pokazuje napięcie wokół komiksu. Dzieci go wybierają, rodzice patrzą podejrzliwie. Część nie jest pewna, czy komiks „liczy się" jako czytanie. Inni mają go za gorszy rodzaj książki. Są wreszcie tacy, którzy po prostu nie umieją czytać komiksów na głos - gubią się w dymkach, narzekają na drobny druk i przeładowane strony.

Jedna z matek wspomina, że kupiła dziecku „komiks tych superbohaterów", ale szybko stwierdziła, że na głos czyta się go ciężko i że taka lektura działa lepiej, gdy dziecko samo śledzi kadry. Inna mówi wprost, że nie może „zdzierżyć Tymona", bo wszystko jest dla niej za drobne i „naciapane".

Komiks nie przegrywa z książką. Przegrywa z dorosłym wyobrażeniem o tym, jak ma wyglądać „prawdziwe" czytanie. Spokojnie, linearnie, po kolei, najlepiej pod kocem i przy lampce. Komiks działa inaczej. Trzeba patrzeć, przeskakiwać między obrazem a tekstem, łapać rytm planszy, czasem zatrzymać się na jednym kadrze dłużej niż na całym zdaniu. Dla dziecka to naturalne. Dla dorosłego wychowanego na prozie - już niekoniecznie.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której w rozmowach o komiksach łatwo zapomnieć. Komiks nie tylko zachęca do czytania, ale potrafi uruchomić własną twórczość. Wśród badanych pojawia się dziecko, które po kontakcie z komiksami zaczęło tworzyć swoje historie, rysować bohaterów, budować narracje.

Autorki nie kończą na diagnozie. W rekomendacjach proponują wprost włączenie komiksów jako formy wspomagającej dla dzieci czytających słabiej lub rzadziej. Padają konkretne nazwiska polskich twórców. Dla młodszych: Berenika Kołomycka i Marcin Podolec. Dla starszych, od mniej więcej dziewiątego roku życia: Bartek Minkiewicz oraz Karol „KaeReL" Kalinowski.

Instytucja od promocji czytelnictwa nie traktuje komiksu jak dodatku z bocznego toru, tylko jak realne narzędzie pracy z dziećmi, które nie odnajdują się w tradycyjnej książce. Wniosek do wzięcia sobie do serca przez biblioteki, szkoły, rodziców i wydawców.

Źródło:
Katarzyna Chajbos-Walczak, Marta Skowrońska, Monika Rosińska, „Dlaczego nie czytamy dzieciom? Raport z badań", Instytut Książki, Kraków 2026.

Read more