El Borbah. Charles Burns. Subiektywnie o komiksie

El Borbah. Charles Burns. Subiektywnie o komiksie
Je-ezu… Pełzający Jezusie na krzyżu!
Powoli zaczął się oddalać, pozostawiając za plecami zaciekawioną hołotę ludzi. Słychać było zanikające wycie syren odjeżdżającego radiowozu. Zaciągnął się papierosem, podciągnął ramiączko kostiumu i odszedł. Następne sprawy czekają. Trzeba będzie zarobić na życie. I skopać tyłki kolejnym bubkom, nieudacznikom i palantom. Life goes fuckin’ on...

Charles Burns. Artysta, który wywołuje we mnie absolutne ciarki zadowolenia. Dziś będzie bardzo subiektywnie. Nie czytajcie jeśli nie chcecie. Oszczędzicie sobie czasu. Już teraz możecie przeczytać konkluzję. „El Borbah”. Fantastyczny komiks. Polecam. Dziękuję. Do widzenia.

Dla tych, którzy jednak nie mają co ze sobą zrobić i lubią marnotrawić swój drogocenny (albo bezwartościowy) czas, zapraszam do moich przemyśleń na temat historii związanych z detektywem-wrestlerem.

Po wielu latach czytelnicy mogą znów wejść w mocno surrealistyczny świat Charlesa Burnsa. Wydawnictwo „Kultura Gniewu” wydało właśnie komiks „El Borbah”. Jest to drugie wydanie w naszym kraju. Wcześniej, grubo ponad 20 lat temu, szczęśliwcy (albo pechowcy) mogli trafić i zapoznać się z tym komiksem wydanym przez nieistniejące już wydawnictwo Post.

Komiks „El Borbah” od KG został wydany w formacie 230x300 mm. Zawiera 104 strony w czerni i bieli, w miękkiej okładce. Tym razem mamy nowe polskie tłumaczenie, za które odpowiedzialny jest Wojciech Góralczyk. Puryści językowi, jeśli macie pretensje do Pana Tłumacza, to stańcie z nim w ringu i wyjaśnijcie sobie różnice zdań. Dla mnie przekład – bomba!

„El Borbah” to jedno z pierwszych komiksowych dzieł Charlesa Burnsa. Opowieści spod niniejszego szyldu publikowane były na początku lat 80-tych XX wieku w amerykańskim magazynie RAW, którym zarządzał m.in. Art Spiegelman. Burns stworzył pięć historii, które wstępnie ukazywały się w częściach. Wydanie zbiorcze ujrzało światło dzienne w 1988 roku w „Hard-Boiled Defective Stories”, a następnie jako już „El Borbah” w 1999 roku.

I w zasadzie z tym zbiorem mamy obecnie do czynienia. Całość tworzy 5 opowieści: krótkie „Robomiłość”, „Padlina” i „Próżna żyła” oraz bardziej rozbudowane „Życie w epoce lodowcowej” i „Kości zostały złamane”. I mimo że niniejszy tytuł nie osiągnął takiego sukcesu artystycznego i komercyjnego jak chociażby późniejszy „Black Hole”, to do dziś odbierany jest jako kultowa klasyka komiksu undergroundowego.

strona komiksu "El Borbah"
strona komiksu "El Borbah"
strona komiksu "El Borbah"

Przejdźmy zatem do części fabularnej. Ugryźmy ten śmierdzący kawałek sera i nasyćmy się jego niepowtarzalnym smakiem.

Głównym bohaterem komiksu jest detektyw El Borbah – tajemniczy jegomość, zapaśnik luchador, noszący maskę i biegający po ulicach w obcisłym sportowym kostiumie z lycry. Mamy tu więc już od samego początku mocne przeciwieństwo do klasycznego wyglądu detektywów w kapeluszach i prochowcach. Subtelność, spryt czy inteligencja to raczej niespotykane cechy u Borbaha. Ten podczas przeprowadzania swoich śledztw kieruje się mocnym cynizmem, jest sarkastyczny, bywa wulgarny, a jego charakterystycznym sposobem dochodzenia do prawdy jest brutalne używanie siły (choć często w sposób mocno ironiczny) i zastraszanie ludzi. Jest bezwzględny, pozbawiony dylematów moralnych, i pójdzie tam, gdzie mu zapłacą. Jego celem nie jest zbawianie świata, ale zarobienie na swoje potrzeby. Jeśli przy okazji może obić gęby typom spod ciemnej gwiazdy, to w to mu graj. Oczywiście posiada bardzo specyficzne poczucie humoru. Nie jest jednoznacznie dobry ani zły.

El Borbah w niniejszych opowieściach zostaje wynajęty m.in. do:

  • odnalezienia zaginionego syna, który zafascynowany kulturą robotów wpada w złe towarzystwo i pogłębia swoje fascynacje technologicznym rozwojem, który prowadzi do…;
  • rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci żony swojego klienta, w tle mamy masowe samobójstwa oraz szalony wątek kulinarny powiązany z siecią fast food;
  • wyjaśnienia oszustwa miejscowego banku kriogenicznego;
  • wniknięcia do tajnego stowarzyszenia bogaczy i odszukania uprowadzonej kobiety;
  • rozwiązania problemu dzieci poczętych dzięki zasobom lokalnego banku spermy.

Historie, które przedstawia Burns, to opowieści krótkie, ale świetnie napisane, nasączone czarnym humorem, mocno groteskowe i surrealistyczne. Autor w odpowiedni sposób prowadzi fabułę, niekoniecznie zawsze dając nam poznać finał historii. Pozostawia nam wiele otwartych przestrzeni do odnalezienia odpowiedzi. Burns bawi się konwencją, ale nie próbuje stworzyć realistycznej opowieści detektywistycznej. Mamy więc kryminał ale w oparach absurdu. Autor oddaje nam po części klimat noir, lekkiego sci-fi czy horroru. Całość może być dla niektórych czytelników dziwaczna i ciężka do strawienia. Ja przyjąłem całą warstwę fabularną z dobrodziejstwem inwentarza. Co więcej, rozkoszowałem się każdym fragmentem niniejszych opowieści.

W opisywanym komiksie mamy ukryte również jednak drugie dno. Mimo mocno absurdalnych fabuł opowieści, dystopijnego i dekadenckiego świata, Burns przemyca nam problemy ówczesnego mu otoczenia. Postępujący upadek społeczeństwa, zanik wartości moralnych, zepsucie bogaczy, szerząca się korupcja, wzrost zdarzeń kryminalnych, złe nawyki żywieniowe czy przesadne, a nawet obsesyjne zainteresowanie się rozwijającą się technologią, to tylko niektóre z wymienionych bolączek. Mamy więc do czynienia z surrealistyczną satyrą na USA lat 80-tych. Myślę, że wiele z tych problemów istnieje w dzisiejszych czasach. Jest to więc mimo wszystko komiks ponadczasowy.

Miasto przedstawione w komiksie często zobrazowane jest jako metropolia pozbawiona jakichkolwiek nadziei. Ulice są pełne śmieci, slumsy są ogromne, a wszędzie widać ślady przemocy i społecznej anarchii. Szarzy obywatele często są zmanipulowani, zagubieni lub po prostu starają się przeżyć w tym nieprzyjaznym otoczeniu. To właśnie oni wynajmują Borbaha do rozwiązania swoich problemów, których finał przeważnie nie kończy się jak w bajce. Nie ma tu klasycznego konfliktu dobra i zła – jest tylko chaos, w którym jedni próbują się wzbogacić, inni przeżyć, a jeszcze inni zatracają się w absurdalnych obsesjach.

strona komiksu "El Borbah"
strona komiksu "El Borbah"
strona komiksu "El Borbah"

Graficznie to już takie małe cudo w charakterystycznym klimacie Burnsa. I jest to ogromny plus tego komiksu. Widać, że artysta powoli, ale już bardzo mocno, wyrabia sobie styl znany nam z późniejszych tytułów. Kreska jest klarowna, wyrazista i niezwykle precyzyjna, a każda linia „coś” znaczy. Obrazy Burnsa są mocno niepokojące. Groteska postaci, zwłaszcza twarzy, potrafi nieraz zniesmaczyć, obrzydzić czy też przestraszyć. Ludzie wyglądają mocno karykaturalnie. Są zdeformowani w swoich proporcjach. Nie są anonimowymi postaciami, ich emocje są przesadzone, co podkreśla przewrotność i napięcie scen.

Jakże się cieszę, że oddane to zostało wszystko w czerni i bieli! Nie ma tu półśrodków w postaci odcieni szarości. Artysta wciąga czytelnika w grę kontrastami, cieniami, gdzieniegdzie intensywnym kreskowaniem. Ta właśnie technika cieniowania Burnsa, opierająca się na gęstych liniach i plamach czerni, nadaje ilustracjom głębi i dramatyzmu. Rysunki w „El Borbah” przypominają skrzyżowanie niemieckiego ekspresjonizmu, ilustracji z pulpowych magazynów, filmów noir oraz dawnych niskobudżetowych filmów sci-fi. W kadrach często znajdziemy ukryte w tle mocno drobiazgowe elementy. Nawet zwykły pokój, czy fragment ulicy w komiksie Burnsa są pełne szczegółów – gazet, śmieci, plakatów na ścianach. Dzięki temu przedstawiony świat żyje na naszych oczach.

Burns szczegółowo oddaje ciała i ruchy postaci, co sprawia, że sceny walk i przemocy są niezwykle intensywne. Nasz detektyw nie jest superbohaterem, który walczy z gracją. Ciosy Borbaha są ciężkie, mięsiste, brutalnie dosadne.

Układ stron, paneli i kadrów są bardzo dobrze przemyślane, dzięki czemu lektura komiksu jest dynamiczna. Burns kontroluje tempo narracji – tam, gdzie trzeba, przyspiesza akcję poprzez dynamiczne kadrowanie, a w innych miejscach zwalnia, eksponując atmosferę i napięcie. Całość graficznie potrafi po prostu zahipnotyzować czytelnika. Podczas lektury możemy spędzić długie minuty na analizowaniu pojedynczych stron.

Osobiście „El Borbah” pochłonął mnie pod każdym kątem podczas lektury. Oczywiście daleko mu do komiksowych arcydzieł. Napotkamy tu również wady. Historie potrafią być chaotyczne, niedopowiedziane. Fabuły zbyt odjechane dla przeciętnego czytelnika, a poziom wylewającego się surrealizmu może przyprawić o ból głowy. Wielokrotnie logika przegrywa z absurdem. To, co w jednej historii ma jakiś sens, po chwili potrafi go stracić w kolejnej opowieści. Nie poznajemy również historii bohatera, ani jego głębi. Mamy do czynienia z prostym egzekutorem, który nie rozwija się w żaden sposób.

Dla niektórych może to być rozczarowujące. Ja oczywiście wszystkie te wady przekuwam w zalety. Komiks czytało mi się fantastycznie. Mimo upływu tylu lat od jego powstania, uważam że nie stracił on niczego na swojej aktualności. Jest ponadczasowy i taki pozostanie jeszcze przez wiele długich lat. Do tego posiada kapitalny czarny humor, inteligentną satyrę na popkulturę i społeczne absurdy.

Jeśli szukacie alternatywy dla mainstreamowego komiksu superbohaterskiego, to na pewno znajdziecie ją w „El Borbah”. Nie jest to komiks dla każdego, a już na pewno nie dla dzieci! Jednak dla tych, którzy odnajdą się w jego dziwnym świecie, będzie prawdziwą perełką.

Gorąco polecam!

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.