„Fortuna Amelii" - recenzja wznowienia komiksu Jerzego Wróblewskiego i Jerzego Wolena

„Fortuna Amelii" to jeden z tych komiksów, które w latach 80. czytał w Polsce każdy nastolatek szukający sensacji z milicyjnym sznytem. Kultura Gniewu wznawia go po czterech dekadach w formacie nawiązującym do „Kapitana Żbika".

„Fortuna Amelii" - recenzja wznowienia komiksu Jerzego Wróblewskiego i Jerzego Wolena

Fabuła jest klasyczna dla nurtu peerelowskiego kryminału. Porucznik Roman Chyżowski natrafia na akta sprzed trzynastu lat: dwóch mężczyzn i kobietę zastrzelono podczas nielegalnej ruletki, a jedynym śladem po sprawcy jest kwiat wyjątkowej odmiany róży. Chyżowski, za zgodą pułkownika Rybaka, wraca do sprawy i idzie tropem rośliny. Rytm rasowego kryminału z lat 80. i przygody rodzimej milicji, która wcale nie miała być gorsza od bohaterów zza wielkiej wody.

Siłą albumu pozostaje kreska Jerzego Wróblewskiego. Kadry mają filmową dynamikę, a twarze wyglądają realistycznie nawet w scenach akcji. To jeden z tych rysowników, przy których łatwo zapomnieć, że polski komiks miał w tamtej epoce ograniczone zaplecze warsztatowe. Scenariusz napisał Jerzy Wolen, ale to Wróblewski niesie tę historię.

Najciekawsze rzeczy o „Fortunie Amelii" wyłuskał w posłowiu Maciej Jasiński. Wróblewski narysował plansze jeszcze w 1979 roku, z myślą o odcinkach 34. i 35. „Relaxu", które nigdy nie ukazały się w kioskach: magazyn zamknięto na numerze 31 w 1981 roku. Komiks czekał na druk aż do 1986, kiedy Krajowa Agencja Wydawnicza upakowała go w antologii razem z dwiema historyjkami o Kajku i Kokoszu autorstwa Janusza Christy oraz opowieścią „Krzysztof Kolumb i odkrycie Nowego Świata" Zbigniewa Kasprzaka i Stefana Weinfelda. Cena za zmieszczenie się w czterdziestu stronach: cztery plansze Wróblewskiego wycięto, i to bezpowrotnie. Do tego ktoś przemontował kadry i pozmieniał ich kolejność, co miejscami rozjeżdżało logikę scen. W nowym wydaniu porządek zdarzeń poprawiono.

Wznowienie z Kultury Gniewu to zupełnie inna publikacja niż album z lat 80. Włodzimierz Włodarczyk zaprojektował ją tak, żeby objętością i formatem przypominała kultowe zeszyty „Kapitana Żbika". Trzydzieści dwie strony, miękka oprawa, kolor. Wydane dokładnie czterdzieści lat po premierze.

Warto przy okazji spojrzeć na cyferki. Album z 1986 roku miał nakład 300 tysięcy egzemplarzy i rozszedł się bez śladu (nigdy nie doczekał się wznowienia). Dziś nakład polskiego komiksu rzadko przekracza półtora-dwa tysiące. Sto pięćdziesiąt razy mniej. To dobra ilustracja tego, czym w PRL-u był kiosk Ruchu i dlaczego dla całego pokolenia „Fortuna Amelii" jest tytułem znanym z dzieciństwa.

Czy warto? Boomerom nie trzeba polecać historii, bo znamy ją na pamięć. Ale nawet jeśli czytaliście to za dzieciaka, to chyba warto mieć takie wznowienie na półce. Zwłaszcza, że kosztuje grosze. Dla młodych to raczej ramotka, ale może być fajną ciekawostką. Zwłaszcza, że historia jest całkiem niezła fabularnie. Przekonajcie się sami, że nawet za Żelazną Kurtyną mieliśmy wcale nie gorszych śledczych niż amerykańscy stróże prawa pokroju Colombo czy Kojaka ;)

Swoją drogą format zeszytowy jest fajny i mieści się na półce obok "Żbików". Ja jednak boleję nad tym, że każdy komiks Wróblewskiego wydawany jest w innym formacie - duży, mały, miękko, twardo. Chciałbym je wszystkie mieć na półce ładnie uszeregowane obok siebie. Albo w solidnym integralu. Jerzy Wróblewski na to zasługuje!

Informacje o komiksie
Tytuł Fortuna Amelii
Seria Fortuna Amelii
Wydawca Kultura Gniewu
Scenarzysta Jerzy Wolen
Rysownik Jerzy Wróblewski
Kolorysta Jerzy Wróblewski
Tłumacz
Rok wydania 2026
Format 165x230 mm
Okładka miękka
Liczba stron 32
Cena okładkowa 24,90 zł

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Logo Lost In Time
Obserwuj Blog o komiksach w Google