Gaston Księga 1. André Franquin, Jidéhem. Recenzja

Gaston Księga 1. André Franquin, Jidéhem. Recenzja

Czy w obecnych czasach warto sięgać po tytuły sprzed kilkudziesięciu lat? Czy komiksy w ogóle mają swój termin ważności? A co grozi, jeśli trafimy na treści niestrawne? 

Komiksy, jak i inne środki medialnego przekazu, dostosowują się do czasów, w których zostały stworzone. Niektóre starzeją się z gracją, niektóre stają się nieśmiertelne, a niektóre po latach po prostu stają się co najwyżej ciekawostką.O ile komiks w formie graficznej przeważnie zawsze będzie przykuwał oko, o tyle treści w nim zawarte, użyty język, forma narracji i przekazu już niekoniecznie.W maju bieżącego roku Wydawnictwo Kurc zaprezentowało nam pierwszy tom wydania zbiorczego „Gaston. Księga 1”. W wydaniu tym znajdziemy komplet 3 albumów: „Pierwsze gafy”, „Garść gaf” oraz „Gala gaf”. Za scenariusz i rysunki odpowiedzialny jest duet André Franquin i Jidéhem.Komiks został wydany w twardej oprawie, w formacie 21x29,7 cm i zawiera 144 strony w kolorze.

strona komiksu Gaston. Księga 1
strona komiksu Gaston. Księga 1

 Szczerze, o samym Gastonie dotychczas wiedziałem niewiele. Owszem, wiedziałem o istnieniu takiego bohatera komiksów frankofońskich, ale dotychczas nie miałem okazji przeczytać czegokolwiek. Myślę, że podobnych osób do mnie może być pokaźna liczba. Co prawda w przeszłości były próby wydawania na naszym rynku historii związanych z Gastonem, jednakże jego obecność nie wbiła się chyba zbyt mocno w świadomość czytelników z kraju nad Wisłą, a przynajmniej znacznej większości tych z młodszego pokolenia. A trzeba tutaj wspomnieć, że Gaston to jeden z najbardziej znanych i docenianych frankofońskich komiksów humorystycznych w Europie.Dlatego z ogromną ciekawością sięgnąłem po niniejszy tytuł i cieszę się, że zanim dorwałem się do właściwej części, zapoznałem się najpierw z wstępem napisanym przez Radosława Kocha, który bardzo zwięźle, ale i treściwie wprowadził mnie w świat stworzony przez autorów.Jaka jest fabuła wspomnianego komiksu? Hmm… ciężko to zgrabnie ubrać w słowa, ponieważ mamy tu do czynienia z bardzo krótkimi historyjkami z pasków, zajmujących co najwyżej kilka kadrów każdy.  Poznamy więc ponad 200 różnych miniopowieści, w których bohaterami będą głównie Gaston oraz Fantazjusz. Obydwaj pracują w redakcji magazynu komiksowego „Spirou”. O ile Fantazjusz to ogarnięty i ciężko pracujący człowiek, o tyle Gaston to przykład mocno gamoniowatego pracownika, który robi wszystko, żeby wylecieć z pracy. Mimo swojej wrodzonej fajtłapowatości Gaston posiada momentami umiejętności niczym bohater „Zaczarowanego ołówka” albo sam MacGyver. Nie boi się ryzykować i często wymyśla niestworzone rzeczy, których efekty niestety są przeważnie takie same – irytuje na maksa Fantazjusza i mocno zaburza pracę w biurze.

strona komiksu Gaston. Księga 1
strona komiksu Gaston. Księga 1

I rzeczywiście, w małych dawkach, „Gaston” bawi i śmieszy. Historyjki są dosyć humorystycznie przedstawione. Jednakże ja, próbując przeczytać całość za jednym posiedzeniem, bardzo mocno się zmęczyłem. Czułem się jak Fantazjusz, który musi całymi dniami męczyć się z kolegą z pracy. Może, gdyby te minioopowieści były obszerniejsze, moje odczucie byłoby inne. Tymczasem nadmiar gagów, wpadek oraz sytuacji, w których występuje nasz bohater potrafi mocno przytłoczyć. Dlatego moja rada, jeśli jeszcze nie czytaliście „Gastona” a jesteście zaciekawieni poznaniem frankofońskiej klasyki, to dawkujcie sobie ten komiks w naprawdę małych dawkach. Kilka-kilkanaście stron na dzień absolutnie Wam wystarczy. W przeciwnym razie, tak jak ja, po przeczytaniu całości naraz ockniecie się, że nie pamiętacie większości historyjek. Zleją się wam one w jedno.Nie oszukujmy się też, jeśli chodzi o treść i przekaz nie są to wyszukane formy. Proste gagi, które mają się zmieścić w kilku następujących po sobie rysunkach. Wiele z przedstawionych opowieści trąci już myszką i niestety widać to i czuć. Niektóre z dowcipów są bardzo proste i banalne.Gdzieniegdzie, na niektórych stronach spotkamy się z kilkoma dłuższymi ścianami tekstu. Ot, takie urozmaicenie czytanego komiksu.

strona komiksu Gaston. Księga 1

Jeśli chodzi o warstwę ilustracyjną, to muszę przyznać, że trzyma dobry poziom. Mamy tu do czynienia z typową cartoonową kreską. Kadry są dynamiczne, aczkolwiek wielu szczegółów tu nie dostrzeżemy, co akurat nie jest wadą, ponieważ czytelnik ma się skupić na samej istocie dowcipu, a nie podziwiać piękno ilustracji.Kolory raczej są stonowane z przewagą żółtej barwy tła na większości z kadrów. Mile się kartkuje strony, poznając kolejne obrazki.

strona komiksu Gaston. Księga 1

 

Moim zdaniem „Gaston. Księga 1” to dosyć przeciętny komiks. Mocno nadgryziony zębem czasu. Jednakże jest to bardzo fajna ciekawostka i ważny element w poznaniu ewolucji komiksu nie tylko w Europie, ale i na świecie. Warto zapoznać się z tym tytułem chociażby biorąc ten historyczny aspekt. 

Oczywiście wielu z Was na pewno nie jeden raz puści szerszy uśmiech poznając gapowate przygody Gastona, ale nadmiar przebywania z głównym bohaterem może Was przyprawić o niestrawność i irytację.Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kurc. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.