„Ideo". Komiks o języku, który miał naprawić świat
„Co to za komiks?” – zapytał kolega z powątpiewaniem kartkując „Ideo”, które zabrałem na urlop. „To nowy komiks od faceta, który zgarnia wszystkie nagrody branżowe. Ten też pewnie zgarnie.” – odparłem lakonicznie. „Z takimi rysunkami?!?” – wybałuszył oczy.
Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka komiks może budzić zdziwienie. Strona graficzna jest tu bowiem – podobnie jak w innych komiksach Jacka Świdzińskiego – mocno uproszczona. Autor rysuje tak jak zawsze: skrótowo, schematycznie, kreską, której trudno zarzucić nadmiar. Postaci są rozpoznawalne dzięki kilku stałym elementom wizualnym, tła nie istnieją, a całość ma estetykę, którą można by nazwać „patyczakowy minimalizm”. Ale nie o samą warstwę graficzną tu chodzi.

„Ideo” Jacka Świdzińskiego to komiks o Ludwiku Zamenhofie, esperancie i marzeniu, które z dzisiejszej perspektywy może wydawać się naiwne, ale właśnie dlatego jest poruszające. W centrum tej historii nie stoi tylko pomysł stworzenia wspólnego języka. Stoi wiara, że ludzie mogą się dogadać, jeśli ktoś zdejmie z nich choć część ciężaru narodowości, religii, uprzedzeń i lęku przed obcym.

Białystok, targ, kłótnia. Sprzedający krzyczy w jednym języku, kupujący w drugim. Między nimi rośnie coś więcej niż nieporozumienie. Jacek Świdziński robi z tej sceny fundament całego albumu i trudno mu odmówić racji. Ludwik Zamenhof nie wymyślił esperanta z nudów. Wymyślił je, bo widział, co się dzieje, kiedy ludzie nie mogą się dogadać. Widzieli to samo co on — ale on zabrał się do roboty.

„Ideo" (Kultura Gniewu / BOK Centrum im. Ludwika Zamenhofa, 2026) to 152-stronicowy, czarno-biały komiks w twardej oprawie, dofinansowany przez Bibliotekę Narodową. To komiks o języku, o idei, o człowieku, który w jedno złożył te trzy rzeczy.
Album jest bardziej popularnonaukowy niż fabularny i tego się nie da ukryć. Czytelnik dostaje uporządkowaną historię narodzin esperanta i ruchu esperanckiego — od wielojęzycznego Białegostoku, przez publikację „Unua Libro" w 1887 roku, po kolejne dekady życia idei — ale emocje często ustępują miejsca objaśnieniu. Narrator prowadzi za rękę, czasem sprawnie, czasem odrobinę zbyt szkolnie. Wszystko okrasza jednak celnym humorem, dlatego komiks czyta się z zaciekawieniem. Jeśli ktoś oczekuje napięcia i akcji - może poczuć niedosyt. Jeśli jednak potraktuje album jako próbę ożywienia tematu, który od lat kurzy się w szkolnych encyklopediach, dostanie rzecz ciekawą i przemyślaną.

Zamenhof tworzy język, który miał ułatwiać porozumienie ponad podziałami, ale historia XX wieku brutalnie pokazuje, że samo narzędzie nie wystarczy. Można mieć wspólne słowa, a mimo to wybierać przemoc i zamknięcie. Warto też pamiętać, że Zamenhof zmarł w 1917 roku. Córki Lidia i Zofia zginęły w Treblince, syn Adam w Palmirach. „Ideo" nie epatuje tym kontekstem, ale jest on w tle przez cały czas.
Świdziński nie wyśmiewa esperanckiej wiary. Łatwo byłoby zrobić z tego projektu sympatyczną ciekawostkę. „Ideo" traktuje temat poważnie, bez zadęcia. Esperanto nie stało się językiem świata, ale przetrwało jako ruch, literatura, praktyka i symbol. Po Paszporcie „Polityki" 2024 za „Festiwal" Świdziński mógł zabrać się za wszystko. Wybrał album skromny fabularnie, za to poważny w tym, czego chce nauczyć.
„Ideo” nie porwie ludzi szukających sensacji na każdej stronie. Za to może zainteresować nimi kogoś, kto nigdy nie zastanawiał się, czemu jeden człowiek z Białegostoku przez całe życie myślał o tym, jak sprawić, żeby inni ludzie mogli normalnie ze sobą rozmawiać.
Już samo to pytanie jest warte 152 stron. Polecam, warto!
Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.