„Kajtek i Koko. Na tropach Pitekantropa. Niebezpieczny wąsik.” Recenzja komiksu

„Kajtek i Koko. Na tropach Pitekantropa. Niebezpieczny wąsik.” Recenzja komiksu

No i proszę, kochani komiksiarze - wydawnictwo Egmont ponownie zabiera nas w świat opowieści mistrza Janusza Christy! Po raz kolejny możemy towarzyszyć sympatycznej parze marynarzy. „Niebezpieczny wąsik” to pierwszy tom dwuczęściowej epopei „Na tropach Pitekantropa”. Tym razem w kolorze, a nie w paskowych miniczęściach jak za dawnych lat. Ahoj!

„Kajtek i Koko. Na tropach Pitekantropa” pierwotnie ukazywał się w latach 1964–1965 na łamach „Wieczoru Wybrzeża” w formie codziennych, czarno-białych pasków komiksowych i w takiej postaci funkcjonował jako dzieło źródłowe. Pierwsze wydanie albumowe z 1974 roku było również czarno-białe, ale nie stanowiło wiernej reedycji - materiał został skrócony, przearanżowany, a miejscami przerysowany. Na początku lat 90. podjęto próbę publikacji historii w wersji kolorowej, jednak edycja ta objęła jedynie fragment całości i nie została ukończona. Dopiero wydania Egmontu z początku XXI wieku przyniosły pierwszą niemal kompletną prezentację „Pitekantropa” w formie albumowej, przy czym zachowano w nich czarno-białą, zgodną z prasowym oryginałem estetykę. Najnowsza edycja Egmontu stanowi więc istotną zmianę: po raz pierwszy całość została opracowana konsekwentnie w kolorze, co oznacza odejście od historycznej formy publikacji na rzecz współczesnej, pełnokolorowej interpretacji materiału.


Muszę przyznać, że choć jestem już po czterdziestce i trochę tych komiksów w życiu przeczytałem, to akurat z tą historią o Kajtku i Koku do tej pory się nie spotkałem. Z ogromną radością usiadłem więc pewnego wieczoru i wybrałem się na pełną przygód podróż po świecie Janusza Christy.

Zacznijmy od tego, o czym w ogóle jest ta radosna karuzela absurdu. Akcja startuje z grubej rury, bez zbędnych ceregieli. Profesor Kosmosik odkrywa zagubiony pamiętnik kapitana Cooke’a, w którym jest mowa o tajemniczej wyspie na Pacyfiku, zamieszkanej przez małpoluda. W tym samym czasie nasi dwaj rezolutni marynarze, Kajtek i Koko, członkowie załogi poczciwego, choć mocno zdezelowanego parowca „Kakaryka”, zaliczają mrożący krew w żyłach sztorm, w którym ledwo ratują własne życia. Potem lądują w słonecznym Neapolu, gdzie ich drogi nieustannie przecinają się z tajemniczym Wąsikiem. Tu już zaczyna się zabawa na całego. Festiwal gagów i pomyłek. Zabawa w chowanego z włoską policją. I w końcu list od profesora Kosmosika, który prosi o wyjaśnienie zagadki Pitekantropa. Akcja rusza pełną parą i zamiast do Warszawy przenosi naszych bohaterów na daleką, tajemniczą wyspę. Oczywiście nie chcę popsuć Wam zabawy z odkrywaniem całej historii. Polecam sięgnąć po omawiany komiks i samemu stać się świadkiem tych jakże zabawnych, a momentami groźnych wydarzeń w towarzystwie Kajtka i Koka.

Całość została przez Christę napisana z dużym wyczuciem tempa i przygodowej lekkości. Z perspektywy naszych czasów miejscami czuć już ducha epoki, ale w latach sześćdziesiątych, gdy komiks ukazywał się pierwotnie w gazetowych paskach, taka podróż była dla przeciętnego obywatela bloku wschodniego czymś niemal tak nieprawdopodobnym jak lot na Marsa z przesiadką na Jowiszu. Christa sprzedawał więc czytelnikom marzenia szczelnie opakowane w grubą warstwę humoru sytuacyjnego.

„Niebezpieczny Wąsik” to przede wszystkim komedia pomyłek. Christa bawi się tutaj schematem, który znamy z fars teatralnych - każda próba rozwiązania problemu generuje dwa nowe, każde rozwikłanie zagadki otwiera trzy kolejne pytania, a bohaterowie są jak muchy wpadające w coraz to nowy słoik z miodem. Ale. I to jest kluczowe „ale”. W tym pozornym chaosie tkwi niezwykła dyscyplina dramaturgiczna.

Jest tu też coś głębszego - coś, co Christa robi niezwykle naturalnie: konfrontuje naiwność z cynizmem i śmieje się z obu. A wszystko to podlane jest sosem genialnych dialogów, w których nie brakuje puszczania oka do dorosłego czytelnika. Ten komiks, choć trochę już się zestarzał, nadal potrafi bawić.

Warstwa graficzna to absolutny koncert "christowskiej maestrii", tylko tym razem w kolorze, który dodaje wszystkiemu jeszcze więcej pazura. Kreska jest dynamiczna, pewna, z tymi charakterystycznymi, grubymi konturami, które sprawiają, że postacie dosłownie wyskakują z planszy.

Dynamika kadrów jest rewelacyjna - Christa nie boi się ani zbliżeń, ani szerokich ujęć, ani sekwencji akcji. Kolorystycznie też wygląda to całkiem dobrze i, co najważniejsze, po prostu przyciąga oko.

Jak pisałem już na początku, nie czytałem poprzednich wydań, a przede wszystkim oryginalnych pasków z „Wieczoru Wybrzeża”. Ale gdy popatrzy się na udostępnione plansze z pierwotnych wydań, widać wyraźnie, że najnowsza edycja, w porównaniu z czarno-białymi kadrami, sprawia, iż komiks nabiera nowego życia.

Jeśli chodzi o zalety „Niebezpiecznego Wąsika”, zacznijmy od tego, co działa absolutnie bez zarzutu: humor jest tu wielopoziomowy i ponadczasowy w najlepszym sensie tego słowa - nie starzeje się, bo opiera się na obserwacji natury ludzkiej, a ta od lat sześćdziesiątych nie zmieniła się aż tak bardzo.

Dynamika duetu Kajtek–Koko jest tak dobrze skalibrowana, że można wejść w tę historię bez żadnego przygotowania i od razu czuć się jak stary znajomy tych dwóch panów. Kolorowa wersja komiksu w wydaniu Egmontu dodaje oczywiście rysunkom blasku. Egzotyczne tło przygody - Włochy, port w Neapolu, lotnisko, tropikalna dżungla - nadaje całości odpowiedniego rozmachu.

Jest jednak i druga strona medalu. Album jest pierwszym tomem historii dwutomowej, co oznacza, że kończy się w połowie drogi. Kto wcześniej nie miał kontaktu z serią, może poczuć się lekko poirytowany, że dostaje zaledwie połowę opowieści. Narracja pasków komiksowych, skrupulatnie przeniesiona do formatu albumowego, momentami niesie ze sobą pewną fragmentaryczność - sceny raz na jakiś czas urywają się dość gwałtownie, jakby redakcja gazety właśnie ogłosiła przerwę na reklamy. Nadmiar tekstu w dymkach, charakterystyczny dla komiksów prasowych tamtej doby, może też miejscami spowalniać tempo lektury u tych, którzy przyzwyczajeni są do bardziej oszczędnych narracyjnie współczesnych albumów.

Gdybym miał się czepiać jak prawdziwy krytyk, powiedziałbym, że rozwiązanie jednego z wątków jest może odrobinę zbyt proste. Ale to Christa. On po prostu robi swoje: bawi, wciąga i zostawia uśmiech na twarzy.

Drobnostki. Ale warte wymienienia.

„Niebezpieczny wąsik” to komiks, który udowadnia, że Janusz Christa był nie tylko królem polskiego komiksu, ale też mistrzem absurdalnej intrygi. To historia, która - choć napisana dekady temu - wciąż działa jak świeżo skrojony żart. Nie ma tu zbędnego dydaktyzmu, nie ma moralizowania. Jest za to radość płynąca z lektury, której nie powstydziłby się żaden europejski klasyk.

To także doskonały punkt wejścia dla nowych czytelników. Nie trzeba znać poprzednich tomów, by dać się porwać tej przygodzie. A dla starych wyjadaczy to powrót do czasów, kiedy komiks trzymało się w rękach jak skarb, a strony odwracało z wypiekami na twarzy. Nie ma tu miejsca na sentymentalne łzy - jest za to czysta, nieskrępowana frajda.

Egmont wykonał solidną robotę wydawniczą. Mam nadzieję, że na drugą część - „Ekscentryczny milioner” - nie będziemy czekać zbyt długo.

Komiks na potrzeby recenzji udostępnił wydawca.

Informacje o komiksie
Tytuł „Na tropach Pitekantropa. Niebezpieczny wąsik”
Seria „Kajtek i Koko”
Wydawca Egmont
Scenarzysta Janusz Christa
Rysownik Janusz Christa
Kolorysta Janusz Christa
Rok wydania 2026
Format 216x285 mm
Okładka miękka
Liczba stron 96 (kolor)
Cena okładkowa 59,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.