Mechanika nieba. Merwan. Recenzja

Gdyby wszystkie konflikty na Ziemi rozwiązywane były przy pomocy sportu, nie mielibyśmy tylu tragicznych ofiar. Jednak czy w obliczu poszerzania wpływów władzy, dążenia do zwiększania własnego terytorium, chęci posiadania większej ilości surowców takie „sportowe igrzyska” byłyby w pełni uczciwe? W końcu władza polega na ustanawianiu praw, nie na ich przestrzeganiu.
Wydawnictwo Kurc zaprezentowało nam kolejny komiks z serii „Widok na nieznane”. Tym razem jako siódmy w kolejności ukazał się tytuł „Mechanika nieba”. Autorem scenariusza oraz ilustracji jest francuski artysta Merwan.Komiks został wydany w twardej oprawie, w formacie 21x29,7 cm i zawiera 200 stron w kolorze.


Początkowo, kiedy dowiedziałem się, że będę miał do czynienia z historią postapo, ucieszyłem się, że znowu wejdę w mrok. Uwielbiam babrać się w tych klimatach niczym małe dziecko w błocie. Jakże jednak się zdziwiłem po przeczytaniu kilku początkowych stron! A gdzie tu rozwalony świat, gdzie garstka ludzi walczących o życie, gdzie strach przed jutrem, gdzie beznadzieja dnia codziennego? I powiem Wam, że to wszystko tu jest, ale… pokazane inaczej.Wydarzenia mają miejsce w roku 2068 na terenach podparyskiego lasu Fontainebleau. Na Ziemi doszło do jakiegoś konfliktu, który zmiótł znaną nam cywilizację XXI wieku. Świat na skutek ocieplenia klimatu, pokrył się dżunglą. Gdzieniegdzie można spotkać zwierzęta, które na co dzień nie występowały w Europie w XXI wieku. Wiele miast jest zalanych albo zniknęło z powierzchni planety.Ci, którzy przeżyli, utworzyli nieduże osady (jak opisane w opowieści miasto Pan), w których mieszkańcy trudnią się głównie uprawą roli. Część z mieszkańców trudni się poszukiwaniem w terenie pozostałości po dawnym świecie. Kwitnie handel wymienny.Ci zaś, którzy nie podporządkowali się nowym zasadom, jako piraci atakują zorganizowane osady i próbują ściągać z nich haracz.Zarówno mieszkańcy osad jak i piraci nie są zbytnio rozwinięci technologicznie. Owszem korzystają z dobrodziejstw tego, co pozostało po minionych czasach, ale mają świadomość, że większość surowców jest na wyczerpaniu.I nagle pomiędzy tymi codziennymi utarczkami mieszkańców Panu oraz piratów na scenie pojawia się trzeci gracz – tajemnicze wojsko z Republiki Fortuny. Daleko bardziej zaawansowane technologicznie od pozostałych, mogące w ciągu zaledwie kilku chwil zrównać wszystko z ziemią. Jednakże najeźdźcy nie chcą zniszczeń. Potrzebują podległych osad, do dostarczania im żywności. W zamian za 25% produkcji ryżu gotowi są zapewnić Panowi ochronę, lecz w przeciwnym razie dojdzie do zbrojnego konfliktu, co mając na uwadze różnice w poziomie technologii i uzbrojenia, skazuje z miejsca Pan na porażkę. I kiedy przerażeni mieszkańcy głowią się co począć, tajemniczy przybysz podrzuca myśl, że ten konflikt można rozwiązać za pomocą arbitrażu Mechaniki Nieba. Naczelny Reprezentant Panu, kompletnie nie wiedząc o co chodzi, rzuca wyzwanie Republice Fortuny i wybiera nadarzającą się okazję do wspomnianego arbitrażu.A czym, do cholery, jest ta Mechanika Nieba? Okazuje się tym być najzwyklejsza (a może jednak nie?) gra w zbijaka. Naprzeciwko siebie stają drużyny składające się z 7 zawodników każda. Zbite osoby odpadają z rozgrywki. Gra toczy się do wygranych dwóch cykli. Sęk w tym, że Fortuna niekoniecznie bierze możliwość wygranej gry przez Pan. To Fortuna tworzy zasady i to ona ma wygrać i podbić kolejne ziemie oraz zniewolić ich mieszkańców.Czy zawodnikom Panu uda się przeciwstawić złowieszczym zamiarom Republiki Fortuny? Jak potoczą się rozgrywki, mimo nieustających wpływów Fortuny zmieniających zasady w trakcie gry? O tym przekonacie się po przeczytaniu całej historii.


„Mechanika nieba” to całkiem sprawnie i zgrabnie napisany scenariusz przez Merwana. Tak jak mówiłem na wstępie, brakowało mi tego rasowego półmartwego świata postapo. W zamian dostaliśmy rzadko występującą alternatywę upadłego świata, który mimo wszystko uderza nas po oczach podniesieniem się ludzkości z kolan. Gdzieniegdzie nawet przebija się z kart historii humor. Bohaterowie zostali przedstawieni przez autora w sposób czytelny i bardzo charakterystyczny. Czytając komiks z każdą kolejną kartą utożsamiałem się coraz bardziej z tymi dobrymi, zwłaszcza z charyzmatyczną Aster i nieco wycofanym Wallisem. Akcja została poprowadzona dynamicznie i całość opowieści czyta się bardzo szybko. Mimo ogólnie zawartego ciężaru historii, problemy nie są przejaskrawione i nie są pompatycznie wyniosłe.Lekkość narracji sprawia, że płyniemy z prądem do celu. Jednakże jest też druga strona medalu tej opowieści. Nie mamy tutaj zbyt dużo twistów. Historia przebiega raczej przewidywalnie i linearnie.


Graficznie Merwan ukazał nam wykreowany przez siebie świat za pomocą ciekawej, aczkolwiek momentami nierównej grafiki. Nie doszukamy się tu spektakularnych szczegółów pierwszego planu czy tła. Jednakże całościowo ilustracje wywołują w nas bardzo pozytywny odbiór.
Mimika twarzy oraz dynamika ruchów bohaterów została oddana bardzo dobrze. Ruchy są obszerne i płynne oraz dają wrażenie szybkości i mocy. Kolorystycznie mamy do czynienia często z pastelową paletą barw, rysunki są czasem jakby namalowane akwarelą. Z komiksu biją ciepłe barwy. Kadry wyglądają całkiem przyjemnie.


Po przeczytaniu „Mechaniki nieba” zrozumiałem, dlaczego autor nie poszedł w kierunku „tradycyjnego” świata postapo. Ta opowieść niesie w sobie uniwersalizm, dobre przesłanie oraz fajną rozrywkę. Może ją przeczytać zarówno młody jak i starszy czytelnik. Historia jest bardzo pozytywna i spójna. Całkiem przyjemnie było mi poruszać się po tym świecie.
Z tego, co udało mi się dowiedzieć, to Merwan stworzył już kontynuację niniejszej opowieści pt. „Żródło” i ciekaw jestem kiedy Kurc ponownie zabierze nas w przygodę z Mechaniką Nieba.Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kurc. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.