„Nikt". Opowieść SF, która stawia ważne, uniwersalne pytania. Mocna rzecz
Gdzieś między „Moon", „Interstellar" a „2001: Odyseją kosmiczną" - „Nikt" wydany przez Lost In Time tylko z pozoru jest opowieścią o kosmosie. Pod nią kryje się kameralny thriller o ambicji, rodzinie i cenie poświęcenia.
Wiele komiksów SF stawia na rozmach - odległe planety, technologia z innej epoki, człowiek rzucony w przestrzeń, której nie da się ogarnąć. „Nikt", wydany u nas przez Lost In Time, też korzysta z tego sztafażu - tyle że dość szybko widać, że kosmos jest tu właściwie pretekstem. Philippe Pelaez i Guénaël Grabowski zamykają akcję w jednym statku, ale najważniejsze rzeczy dzieją się gdzie indziej: w głowie bohatera, w jego przeszłości i decyzjach.

Daniel Nikto przez dziesięć lat pracował nad misją Europa - wyprawą na jeden z księżyców Jowisza. To był projekt jego życia, rzecz, która miała go zdefiniować jako człowieka, naukowca i dowódcę. A potem został od niej odsunięty. Nikto oddał sprawie dekadę, więc nie traktuje tego jak zwykłej zawodowej porażki. To dla niego "koniec świata" i pęknięcie całej tożsamości.
Pod kosmiczną dekoracją komiks skrywa kilka ważnych pytań, które wcale nie należą do świata wielkich misji i naukowców. Czy naprawdę są ludzie niezastąpieni? Kiedy trzeba powiedzieć sobie stop i przekazać pałeczkę komuś innemu? Czy praca - nawet ta najbardziej prestiżowa - usprawiedliwia poświęcanie rodziny? Pelaez nie odpowiada za czytelnika.

Autor prowadzi fabułę tak, żeby przez cały czas trzymać nas w niepewności. Nie wykłada niczego po kolei. Zaczynamy od wydarzeń późniejszych, a do początku i genezy problemu docieramy dopiero przez retrospekcje. Taki układ sprawdza się idealnie w opowieści o pamięci, winie i rozpadającej się tożsamości. Układamy historię z fragmentów dokładnie tak, jak robi to bohater.
Francuski oryginał wyszedł nakładem Dargaud jako „Personne". To kolejna współpraca Pelaeza i Grabowskiego po „Dziewięć", również utrzymanym w klimatach SF. Ale „Nikt" nie jest jego kontynuacją. Sam Pelaez zapowiadał album jako osobną historię, choć należącą do większego pomysłu.

Grabowski rysuje realistycznie, czysto i czytelnie, bez efekciarstwa. Statek jest zimny, sterylny, trochę nieludzki. Widać pracę nad kontrastem między technologiczną przestrzenią a bardziej osobistymi scenami. Kolory Denisa Béchu pomagają te porządki rozdzielić i budują nastrój.

Album sięga po motywy dobrze znane z psychologicznego SF: izolację, niepewną pamięć, tajemnicę misji, pęknięcie między obowiązkiem a życiem prywatnym. Ale przynajmniej u mnie nie było poczucia, że ktoś dopisuje filozofię na siłę do gatunkowej fabuły. Wręcz odwrotnie. To właśnie ten życiowy wymiar sprawia, że historia sprawdza się lepiej niż kolejna zagadka o pustym statku.

Najmocniej uderzyło we mnie tutaj pytanie o granice ambicji. Daniel nie jest po prostu człowiekiem, któremu odebrano wymarzony projekt. Jest kimś, kto przez lata pozwolił, żeby ten projekt stał się ważniejszy niż wszystko inne. Większość z nas nie poleci na Europę i nie będzie dowodzić kosmiczną misją. Ale wielu może w którymś momencie obudzić się z myślą, że za długo trzymało się czegoś, co miało nas definiować, a zaczęło niszczyć. Korpo, "kejpiaje", wciąż podnoszona poprzeczka i awanse.
Dlatego komiks „Nikt" warto czytać nie tylko jako thriller SF. Pelaez i Grabowski ubrali rzecz o pracy, ambicji i odpuszczaniu w atrakcyjną, dobrze narysowaną i sprawnie poprowadzoną formę. Lost In Time wydało komiks, który powinien trafić nie tylko do fanów gatunku, ale i do czytelników lubiących historie z drugim dnem.
"Nikt"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w sklepie Lost In Time[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.