„Ogr. Tom 1". Święta i potwór od Dufaux i Landy
Jean Dufaux bierze Joannę d'Arc, wsadza ją w sam środek wojny stuletniej i każe jej iść ramię w ramię z seryjnym mordercą dzieci. Brzmi jak prowokacja? Bo trochę jest. Ale „Ogr" Lost In Time to przede wszystkim mroczny thriller historyczny, który wciąga - mimo paru zgrzytów.
Zacznijmy od tła, bo tu Dufaux nie żartuje. Akcja rusza w 1427 roku, w samym środku wojny stuletniej. Francja jest po Crécy, Poitiers i Azincourt – czyli po serii klęsk, które wykrwawiły rycerstwo i odebrały nadzieję. Po traktacie w Troyes z 1420 roku prawa delfina Karola do tronu wiszą na włosku, Anglicy siedzą w Paryżu, a przyszły Karol VII chowa się w Chinon i próbuje sklecić jakikolwiek opór. Do tego dorzućmy Wielką Schizmę Zachodnią, zarazę i rozpad polityczny – to nie jest „ładne średniowiecze" z bajek, tylko kraj, który gnije od środka.

I właśnie w tym gniciu pojawia się Ogr: morderca kobiet i dzieci, który zostawia za sobą ofiary okaleczone, bez języka i bez serca. Karol VII wysyła na jego trop kapitana Guillaume'a de Blamonta, ale – i to jest sprytne – Blamont nie działa w moralnej próżni. Po kraju grasują bandy, granica między wojną, bandytyzmem a polityką właściwie się zatarła, a ci, którzy mają ścigać zło, sami muszą brudzić sobie ręce. Realia wojny niszczą tu prosty podział na cnotę i występek, i to mi się akurat bardzo podoba.
Ogr to nie Gilles de Rais
Ogr nie jest postacią historyczną. Dufaux mógł pójść na łatwiznę i przerobić Gilles'a de Rais – tę realną, mroczną legendę dzieciobójcy – na swojego potwora. Nie zrobił tego, i dobrze, bo dzięki temu monstrum może działać symbolicznie.

Wspomniany Gilles de Rais był prawdziwą postacią: marszałek Francji, towarzysz broni Joanny d'Arc, który walczył u jej boku pod Orleanem. Po jej śmierci wycofał się w swoje włości i – według akt procesu z 1440 roku – dopuścił się serii morderstw na dzieciach, za co został skazany i stracony. Do dziś bywa łączony z legendą Sinobrodego.
I tu robi się ciekawie: Dufaux miał gotowego, autentycznego potwora pod ręką, towarzysza samej Joanny – a mimo to świadomie go nie wykorzystał. Zamiast wsadzić czytelnika w klatkę faktów, wymyślił własnego Ogra, którego może dowolnie ustawiać symbolicznie. Dufaux nie chce rekonstruować historii, chce ją wykorzystać jako budulec dla mitu.
Dufaux gra w otwarte karty: to nie jest lekcja historii
Scenarzysta zresztą wcale nie udaje, że trzyma się faktów. W wywiadzie dla BD Gest' przywołuje zasadę Dumasa: historia jest piękna i można jej „zrobić piękne dzieci". Czyli – trzymamy się głównych etapów dziejów, ale resztę dopisujemy. Dufaux pracuje na czarnych legendach: wojny, Joanny, Isabeau Bawarskiej, Gilles'a de Rais – i miesza je z własną fikcją, czarnymi rytuałami i atmosferą spisku.

Co go naprawdę interesuje, to – jak sam mówi – zderzenie dobra i zła w jednym człowieku. Według niego zło trzeba szukać także w sobie, nie tylko na zewnątrz. I to jest klucz do całości: Ogr nie jest demonem z zaświatów, tylko człowiekiem doprowadzonym do skrajności. Jego Joanna ma być przy tym zwyczajną wieśniaczką z rozpuszczonymi włosami – nie herod-babą z dwuręcznym mieczem, tylko dziewczyną z gminu. I to też mi się podoba, bo dzięki temu jej „świętość" wygląda lepiej niż gdyby od pierwszej strony machała sztandarem.
Rysunki: tu nie ma o czym dyskutować
Bądźmy szczerzy: jeśli coś w tym albumie jest absolutnie poza dyskusją, to kreska Landy. Rysunki są fenomenalne 🤯 Szerokie, epickie plany, sceny batalistyczne, twarze, które naprawdę niosą emocje, i to wyczucie średniowiecza, które balansuje gdzieś między turpizmem a estetyką dobrego fantasy – bez wpadania w żadną skrajność. Landa potrafi oddać charakter postaci samym wyglądem; jego Ogr to kawał chłopa, który z powodzeniem mógłby harcować w Gotham.

Gdzie zgrzyta?
Teraz uczciwie o wadach, bo nie wszystko tu gra.
Po pierwsze – sam pomysł. Wpisanie Joanny d'Arc w relację z fikcyjnym seryjnym mordercą to dla mnie genialny chwyt literacki, ale rozumiem, że dla kogoś przywiązanego do szkolnej wersji Dziewicy Orleańskiej może to być naciąganie albo wręcz prowokacja. Joanna jest postacią mocno udokumentowaną i religijnie obciążoną, więc pytanie „czy ona naprawdę mogłaby chronić kogoś takiego?" pojawi się u części czytelników automatycznie. Mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że nie wszyscy kupią ten zakład.
Po drugie – tytuł obiecuje więcej Ogra, niż dostajemy. Jeśli przychodzisz po horror, dostaniesz głównie polityczno-dworski thriller z elementami grozy. Sam potwór, mimo że jest osią całej konstrukcji, schodzi miejscami na dalszy plan na rzecz intryg i dworskiej polityki.

Po trzecie – natłok postaci i wątków. Dla fana historycznego rozmachu to atut. Dla kogoś, kto chce zwartej, samodzielnej opowieści – pierwszy tom może wyglądać bardziej jak ustawianie figur na szachownicy niż pełny cios.
Pierwszy akt, nie domknięta historia
I tu sedno: to jest tom 1 z 2, i widać to na każdej stronie. Mnóstwo wątków, marsz ku Chinon, polityka, spiski. Sam Dufaux zdradził zresztą, że ostatnia plansza pierwszego tomu jest zarazem pierwszą planszą drugiego – więc na zamknięcie nie ma co liczyć. To efektowne, nastrojowe otwarcie obliczone na ciąg dalszy, w którym Joanna ma dopiero wejść w pełni w swoją wojenną i symboliczną rolę (z ważnym motywem obcięcia włosów, zbliżającym ją do męskiego kodu pola walki).
Mnie się to podoba, ale mówiąc uczciwie: pierwszy tom to w głównej mierze rozstawianie pionków na planszy. Zobaczymy, co będzie dalej. Cała przyjemność z tego pierwszego tomu polega na obietnicy – że w drugim coś naprawdę wybuchnie. Trzymam Dufaux za słowo i daję kredyt zaufania. Nie jednego kredytu zresztą już mu udzieliłem i naprawdę zawsze "spłacał" solidnie.
Werdykt
„Ogr" najlepiej czytać nie jako komiks o Joannie d'Arc, ale jako mroczny thriller historyczny, w którym Joanna dopiero staje się figurą zdolną odmienić bieg dziejów. Dufaux i Landa zderzają świętość z bestialstwem, wielką politykę z ludowym horrorem, a kronikarskie tło z legendą. Nie wszystko zostaje domknięte, ale jako wizualnie imponujące otwarcie dyptyku trzyma mnie mocno. I czekam na tom drugi.
To pozycja zdecydowanie dla dorosłych: drastyczne sceny przemocy i tematyka seryjnego mordercy wykluczają młodszych czytelników. Ale jeśli akceptujesz historię jako materiał do mrocznego romansu, thrillera i moralitetu naraz – bierz.
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.
