"Pandora". Kamil Dukiewicz. Recenzja komiksu

"Pandora". Kamil Dukiewicz. Recenzja komiksu

Kosmos nie jest miejscem dla marzycieli. To zimna, obojętna otchłań, która połyka nadzieję szybciej niż czarna dziura światło. W literaturze science fiction często zapominamy, że „space opera” to nie tylko laserowe szable i księżniczki w opałach, ale przede wszystkim brud, polityka i krew wsiąkająca w piach obcych planet.

Niedawno na naszym rynku, nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu, ukazał się pierwszy tom sagi Kamila Dukiewicza „Pandora”. Komiks jest zapowiedzią większej historii. Jestem ciekaw, na ile części autor rozłożył swoją opowieść. Początek zapowiada się intrygująco, choć osobiście jeszcze nie dałem się tej historii całkowicie kupić - ale o tym za chwilę.


Sam Kamil Dukiewicz nie jest postacią anonimową. To dobrze znany twórca wielu publikacji zinowych oraz nagrodzonej Złotymi Kurczakami serii „Black Hound”. Tym razem przenosi nas w przyszłość, serwując space operę we własnym stylu.

Akcja komiksu rozgrywa się w odległej przyszłości głównie na planecie Ferus. Czytając „Pandorę”, trudno nie mieć przed oczami „Gwiezdnych wojen” oraz „Diuny”. Inspirowanie się najlepszymi - jak najbardziej na plus. Mam jednak wrażenie, że to wciąż o kroplę za mało, by mówić o czymś przełomowym. Na rewolucję raczej nie ma tu co liczyć. Z drugiej strony: to dopiero pierwszy tom i wiele kart tej historii pozostaje jeszcze zakrytych.

Sama planeta Ferus to klasyczna kolonia wydobywczo-handlowa podporządkowana tajemniczemu Protektoratowi Egidy. Na jego czele stoi Lord Titus, a jego wolę z lodowatą precyzją egzekwuje generał Gabriel. Protektorat przypomina technokratyczny koszmar - sterylny, bezduszny i odczłowieczony - który kontrastuje z organicznym, brudnym i chaotycznym życiem rdzennych plemion.

Na planecie szerzy się pustynna śmierć - choroba dziesiątkująca lokalną ludność. Wrogie środowisko okazuje się zabójcze dla mieszkańców, którzy muszą regularnie zażywać tabletki ochronne. A skoro mamy opresyjny reżim, to naturalnie muszą się pojawić buntownicy. W dystryktach planety działają renegaci, próbujący przeciwstawić się kontroli i manipulacjom władzy. Jednym z nich jest doświadczony Arnaud.

Na Ferus przybywa również tajemnicza dziewczyna – Rina - która być może posiada lekarstwo na pustynną śmierć. Oś fabuły krąży wokół pytania, kto pierwszy osiągnie swój cel: czy Rina zdoła uratować planetę, czy Protektorat dopadnie ją, zanim zdąży zagrozić jego interesom. Po drodze pojawiają się także liczne wątki poboczne, mniej lub bardziej wpływające na rozwój wydarzeń, w tym m.in. walki cyberczempionów.

Bohaterowie zostali solidnie rozpisani, ale - przynajmniej na razie - nie porwali mnie bez reszty, podobnie jak sam scenariusz. Widać wyraźnie, że „coś się dzieje” i że historia zmierza w określonym kierunku, jednak potrzebuję więcej treści, by wydać ostateczny werdykt. Akcja jest natomiast dynamiczna i nie skąpi zwrotów wydarzeń. Fabuła lawiruje między kinem akcji a dramatem psychologicznym, nie pozostawiając czytelnikowi wiele przestrzeni na oddech. Jest mrok. Jest tajemnica.

Dialogi są surowe, oszczędne, czasem rwane, ale spełniają swoje zadanie. Momentami jednak miałem wrażenie, że przydałoby się więcej ekspozycji i głębszego wglądu w przedstawiony świat.

Pod względem graficznym widać wyraźnie, że Dukiewicz zrobił duży krok naprzód. Jego ilustracje, choć wciąż utrzymane w zinowym duchu, potrafią przyciągnąć uwagę na dłużej. Kadry są dobrze przemyślane i unikają schematyczności. Kompozycja oddaje dynamikę wydarzeń, a ekspresja postaci została oddana z wyczuciem. Niektóre plansze wręcz oddychają rozmachem i przestrzenią.

Kolorystyka nie atakuje czytelnika agresywną paletą. Barwy są umiejętnie dobrane i skutecznie budują klimat oraz atmosferę świata przedstawionego.

„Pandora” to otwarcie historii z wyraźnymi ambicjami, ale jeszcze bez pełnej siły rażenia. Pierwszy tom działa bardziej jak rozbieg niż uderzenie. Widać, że autor planuje coś większego, jednak na razie tylko ustawia pionki na planszy. Nie wszystko wybrzmiewa tak mocno, jak mogłoby. Pewne rozwiązania wydają się znajome, przez co trudno mówić o efekcie świeżości. Jednocześnie nie sposób odmówić całości konsekwencji i klimatu. To komiks, który bardziej sieje niepokój niż daje satysfakcję tu i teraz. Zamiast fajerwerków dostajemy duszną atmosferę oczekiwania. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada.

To na pewno interesująca propozycja dla fanów „Gwiezdnych wojen” czy „Diuny”, ale czy przyciągnie odbiorców spoza tego kręgu? Szczerze mówiąc - wątpię. Mimo to warto rzucić okiem i śledzić dalsze losy bohaterów z Ferusa. Kto wie, czym autor zaskoczy nas w kolejnym tomie.

Informacje o komiksie
Współpraca recenzencka (redakcja otrzymała bezpłatny egzemplarz) TAK
Tytuł „Pandora. Tom 1”
Wydawca Kultura Gniewu
Scenarzysta Kamil Dukiewicz
Rysownik Kamil Dukiewicz
Kolorysta Kamil Dukiewicz
Tłumacz ---
Rok wydania 2025
Format 163x230 mm
Okładka miękka ze skrzydełkami
Liczba stron 122
Cena okładkowa 59,90 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych i promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.