„Pogańskie Żądze”. Recenzja komiksu

„Pogańskie Żądze”. Recenzja komiksu

W mroku pradawnych lasów, gdzie korzenie drzew splatają się z kośćmi zapomnianych bogów, rodzą się żądze nie do okiełznania. „Pogańskie żądze”, wydane dumnie i bez najmniejszego skrępowania pod szyldem PPGraphics, to jawna, bezkompromisowa próba ożywienia antycznych panteonów za pomocą najstarszego języka tego świata. Języka czystego, nieskrępowanego pożądania. Dzięki wydawnictwu Planeta Komiksów mamy szansę po raz kolejny posmakować zakazanego owocu. A może ten owoc wcale nie jest zakazany?

Komiks erotyczny wciąż pozostaje na rynku zjawiskiem niszowym, spychanym gdzieś na bok, traktowanym z pobłażaniem albo zwyczajnie z góry. Niesłusznie. „Pogańskie żądze” to rzecz przeznaczona wyłącznie dla dorosłego czytelnika i właśnie z tej perspektywy warto o niej rozmawiać. To nie jest lektura dla każdego, ale ci, którzy zdecydują się wejść w ten mrok, szybko zrozumieją, że nie chodzi tu wyłącznie o cielesność. Chodzi o coś znacznie bardziej niepokojącego.


Omawiany komiks to antologia pięciu opowiadań osadzonych w mitologiach nordyckiej, celtyckiej i słowiańskiej. To projekt odważny w realiach polskiego rynku, gdzie erotyczne powieści graficzne wciąż chowają się w cieniu importowanych tytułów - Manary, Jodorowsky’ego czy Crepaxa. Tym razem jednak własnym głosem przemawia rodzima scena. I trzeba przyznać, że brzmi on zaskakująco pewnie. Już sama okładka, której autorem jest Przemysław Truściński, mocno przyciąga wzrok. Jakby mówiła do czytelnika: „Chodź i weź mnie”.

Za scenariusze poszczególnych opowiadań odpowiadają Paweł Kicman i Rafał Sadowski. Ilustracjami zajęli się, w kolejności poznawanych historii, Anna Helena Szymborska, Marcin Golinowski, Justyna Bień, Tomasz Piorunowski oraz Karolina Klein. Do warstwy graficznej wrócę jeszcze w dalszej części recenzji.

O czym zatem są poszczególne historie?

Album otwiera „Brisingamen” według scenariusza Rafała Sadowskiego. Freya - bogini miłości, płodności i śmierci - pragnie klejnotu wykutego przez czterech karłów z rodu Brisings. Przedmiot jest wyjątkowy, piękny ponad miarę, nieodparty w swoim blasku. Karły jednak nie żądają złota ani srebra. Ich cena jest inna, bardziej intymna, i Freya doskonale o tym wie, gdy przekracza próg ich podziemnej kuźni. To, co rozgrywa się przez kolejne noce, ukazuje boginię nie jako ofiarę, lecz jako istotę, która zawsze wie, czego chce - i nigdy nie traci kontroli, nawet wtedy, gdy pozornie ją oddaje. Historia kończy się powrotem bogini do Asgardu, z klejnotem na szyi i ciężarem tajemnicy, która w nordyckich mitach zaważy na jej losie znacznie poważniej, niż mogłoby się wydawać.

Druga historia, „Miód Skaldów”, rozwija się wokół mitu o Kwasirze i napoju, który daje dar słowa, natchnienia i niemal boskiego olśnienia. Na scenę wkracza Odyn. Wszechojciec, spragniony miodu poezji, który daje nieśmiertelną sławę, udaje się do olbrzymki Gunnlod. Dziewica strzeże cennego napoju, a Odyn, by go zdobyć, musi ją uwieść. Akt zdobycia miodu okazuje się jednak brutalniejszy, niż sugeruje sam mit - to opowieść o kradzieży i manipulacji.

W historii „Szarka i Ctirad” wkraczamy w słowiańskie klimaty. Młody wojownik Ctirad ratuje piękną dziewczynę Szarkę, która okazuje się nie tylko zwykłą śmiertelniczką, lecz także postacią o nadprzyrodzonej naturze. Między bohaterami rodzi się gorąca namiętność, a podstęp kobiety sprawia, że pożądanie staje się tu najostrzejszą i najgroźniejszą bronią. Role zdezorientowanego drapieżnika i bezsilnej ofiary odwracają się z każdym kolejnym kadrem.

„Airem, Achtan i Midir” to najbardziej rozbudowana i skomplikowana część antologii. Sięgająca po celtyckie podania opowieść skupia się na królu Airemie. To historia dość zagmatwana: najpierw ginie córka króla - Esa, a później przybyły na dwór Brecach-Midir uprowadza do świata snów i cieni królową Achtan. Airem rusza na ratunek, a opowieść mknie ku bardzo mocnemu i zaskakującemu finałowi.

Ostatnia historia, „Aine i Lethderg”, zamyka antologię w tonacji melancholijnej. Słodkiej, ale z goryczą w pogłosie. Trafiamy na dwór królowej wróżek - Aine. Posiada ona pełnię władzy i każdy władca, który pragnie suwerenności, musi zjawić się przed jej obliczem z prośbą o namaszczenie. Na zamku pojawia się Lethderg, która musi oddać się Aine, aby odzyskać swoje przeznaczenie.

„Pogańskie żądze” to antologia, która stawia sobie konkretne pytanie i odpowiada na nie bez wykrętów: co dzieje się wtedy, gdy w mitologicznym świecie cielesność nie jest grzechem, lecz narzędziem władzy? Każda z pięciu historii rozgrywa ten temat inaczej. Świat ukazany w komiksie to uniwersum, w którym bogowie i ludzie nie różnią się od siebie aż tak bardzo w swoich najgorszych instynktach. Pożądanie staje się tu siłą napędową, ale też narzędziem destrukcji. Kobiety w tych opowieściach często są ofiarami, choć nie zawsze biernymi.

Autorzy nie unikają trudnych tematów: gwałtu, zdrady, manipulacji. To nie są historie o słodkiej miłości, lecz o jej mrocznej, obsesyjnej stronie. Mitologia staje się pretekstem do zadawania pytań o cenę spełnienia i granice poświęcenia.

Wszystkie pięć historii łączy jedno: pożądanie nie jest tu dodatkiem ani dekoracją. To siła sprawcza. Uruchamia akcję, przełamuje tabu, prowadzi bohaterów w miejsca, do których rozsądek nigdy by ich nie zaprowadził. A jednocześnie każda z opowieści pilnuje, by nie wyłożyć wszystkich kart na stół. Są za to dobrze rozstawione akcenty, sugestie, groźby i obietnice. Właśnie dlatego album czyta się nie jak zbiór pięciu erotycznych ciekawostek, ale jak serię zejść coraz niżej - od mitu do ciała, od ciała do instynktu, od instynktu do ciemności.

Przestrzeń ukazana w albumie nie ma nic wspólnego z romantyczną fantastyką. To świat brutalny, lepki od namiętności i pełen napięć. Boskość nie oznacza tu moralnej wyższości, a człowieczeństwo nie daje niewinności. Bogowie pożądają, manipulują, kupczą ciałem i uczuciem. Ludzie odpowiadają na to samo: żądzą, lękiem, ambicją, zemstą. Między jednym a drugim nie ma przepaści. Jest ciągłość. To bardzo celny pomysł, bo właśnie w takim ujęciu mit odzyskuje swoją drapieżność. Przestaje być szkolnym streszczeniem i znów staje się opowieścią o siłach większych od człowieka, ale działających przez jego ciało i jego słabości.

Problematyka albumu nie sprowadza się więc do erotyki. Pod powierzchnią mamy pytania o cenę pragnienia, o relację między rozkoszą a przemocą, o instrumentalizację ciała, o granicę między uwiedzeniem a dominacją, o iluzję wolnego wyboru. Pojawia się też temat kobiecej sprawczości, ale nie w sposób publicystycznie łopatologiczny. Raz kobiecość jest władzą. Raz przynętą. Raz przekleństwem. Raz maską, pod którą kryje się zemsta. To album, który nie daje komfortu prostych etykiet. I dobrze. Bo mity nie są od pocieszania.

Scenariuszowo nie wszystkie historie mają tę samą głębię. Część z nich opiera się bardziej na pojedynczym mocnym motywie niż na wielopoziomowej konstrukcji dramatycznej. Jednak nawet tam, gdzie fabuła jest oszczędna, działa rytm. Autorzy wiedzą, kiedy przyspieszyć, kiedy przemilczeć, kiedy zostawić czytelnika z obrazem zamiast dopowiedzenia. Dzięki temu antologia nie rozsypuje się na serię luźnych szkiców. Ma własny puls. Mroczny, nierówny, ale konsekwentny.

Całość czyta się bardzo szybko. I chyba to największa wada tego komiksu. Historie można było zdecydowanie bardziej rozbudować, dać im więcej oddechu. Dzięki temu fabuła zyskałaby znacznie więcej mocy. Ale wiadomo — tu scenariusz nie ma dominować nad obrazami, a te… potrafią wejść w głowę.

I tym oto sposobem przechodzimy do warstwy graficznej. Ilu artystów, tyle wizji.

Album wibruje od ekstremalnej wręcz różnorodności zastosowanych przez twórców stylów. Złożoność pracy artystycznej doskonale współgra z podziałem na tak odmienne opowieści. Anna Helena Szymborska, której powierzono „Brisingamen”, operuje obłędnie detaliczną, niemal chłodną, rzeźbiarską kreską.

W opozycji do tego stoi „Miód Skaldów”, gdzie Marcin Golinowski gwałtownie uderza w nasze zmysły czymś niepokojąco dzikim. Jego styl jest wściekły. Drapieżny. Nerwowy i boleśnie brudny - w najlepszym znaczeniu tego słowa.

Kompletny kontrast wita nas z kolei w opowieści o Słowianach. Rysunki w „Szarce i Ctiradzie” wydają się początkowo podejrzanie kruche i celowo niedopracowane. Momentami sprawiają wrażenie zagubionych w pośpiechu, mglistych szkiców. Ta estetyczna, pozorna delikatność to jawna, przemyślana pułapka twórcza - wabik dla naiwnego oka czytelnika.

Najmocniej w noc i smołę wchodzi Tomasz Piorunowski w „Airem, Achtan i Midir”. Jego użycie czerni ma charakter niemal totalny. Tusz nie jest tu tylko narzędziem modelowania brył, lecz żywiołem. Kadry potrafią wyglądać tak, jakby światło z trudem wydzierało z ciemności fragmenty twarzy, gestów, nagich ramion. W efekcie historia nabiera ciężaru niemal gotyckiego. To chyba najbardziej duszna wizualnie część całego albumu.

Karolina Klein w „Aine i Lethderg” korzysta z estetyki bardziej cyfrowej i najbardziej odmiennej od reszty. To wybór ryzykowny, bo część odbiorców może wybić z rytmu wcześniejszych segmentów. Ale właśnie dzięki temu finał nie brzmi jak powtórka. Jej obrazy są gładsze, bardziej spektakularne, chwilami niemal hipnotyczne. W tej plastyce jest coś halucynacyjnego - jakby opowieść oglądało się przez rozgrzane powietrze albo taflę ciemnej wody.

Choć mamy do czynienia z drukiem czarno-białym, album nie sprawia wrażenia ubogiego kolorystycznie. Przeciwnie. Artyści różnicują temperaturę plansz walorem, fakturą, głębią tuszu i sposobem prowadzenia światła. Dzięki temu każda historia ma własny odcień mroku. Planowanie ilustracji również zasługuje na uznanie: kompozycje stron potrafią zwalniać, gdy trzeba zbudować napięcie, i zagęszczać się wtedy, gdy narracja przechodzi w stan gorączkowy. To nie są przypadkowo zestawione obrazki. To przemyślana architektura doznań.

Na koniec mamy jeszcze galerię obrazów, w której możemy zobaczyć prace innych artystów.

Niezaprzeczalną i największą siłą tego albumu jest obezwładniająca odwaga, z jaką ukazuje twórczy i niszczycielski potencjał ludzkiej natury, bez zbędnych kompromisów narzucanych przez obyczajowych strażników dobrego tonu. „Pogańskie żądze” dobitnie udowadniają, że polski komiks erotyczny potrafi wznieść się ponad tanią prowokację i sięgnąć po ambitniejszy, wielowarstwowy rejestr. Różnorodność graficzna serwowana przez plejadę utalentowanych rysowników buduje unikatową tożsamość każdego rozdziału z osobna, co samo w sobie stanowi artystyczny popis wyobraźni. Równie fascynujące jest to, z jakim wyczuciem scenarzyści podeszli do materiału źródłowego, zachowując pierwotnego ducha opisywanych mitów. Jednocześnie nie sposób przejść obojętnie obok elementów, które mogą wytrącić odbiorcę z równowagi. Skrajne przeskoki stylistyczne, rzucające nas od gęstego, twardego realizmu prosto w chłodniejszy, bardziej poszarpany minimalizm rysunkowy, czasami działają destrukcyjnie na płynność lektury i budują niechciany dysonans. Zauważalnym mankamentem bywa również bolesna krótkość zaprezentowanych historii. Poszczególne narracje wielokrotnie pękają i gasną w najbardziej newralgicznym punkcie konfliktu, zostawiając po sobie niespełniony, rozdrażniony apetyt na dłuższą obserwację tragicznych losów protagonistów. Momentami szaleńcze, napędzane dzikim pędem tempo akcji miesza się z trudnymi w natychmiastowym odbiorze kompozycjami plansz, przez co niektóre kadry trzeba skanować wzrokiem kilkukrotnie, by wyłuskać sens z chaosu.

No dobra. Tyle już się rozpisałem, a wielu z Was dalej zastanawia się, gdzie jest ta cała erotyka i pornografia. Jest. I wcale nie tak mało. Potrafi być zarówno subtelna, jak i bardzo agresywna w swoim przekazie. Czasami całkowicie przyćmiewa sens historii. Ale tak właśnie miało być. Od początku do końca.

Oczywiście z wiadomych względów nie zobaczycie jej tutaj. Dlatego polecam Wam sięgnąć po „Pogańskie żądze”. I uwierzcie mi — mocno się zaskoczycie, bo poza cielesnością ten komiks ma również własną duszę.

Bogowie są nienasyceni. Czytelnicy powinni być podobnie.

Komiks na potrzeby recenzji udostępnił wydawca.

Informacje o komiksie
Tytuł „Pogańskie Żądze”
Seria „Polish Porno Graphics”
Wydawca Planeta Komiksów
Scenariusz Paweł Kicman, Rafał Sadowski
Ilustracje Tomasz Piorunowski, Anna Helena Szymborska, Marcin Golinowski, Justyna Bień, Karolina Klein, Przemysław Truściński, Katarzyna Witerscheim, Janek Marzewski
Rok wydania 2026
Format 234 x 312 mm
Okładka twarda
Liczba stron 100 (cz-b)
Cena okładkowa 109,00 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych i promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.