Pożeracze Nocy. Pożeraczka nocy Tom 1. Marjorie Liu, Sana Takeda. Recenzja

Czy w opowieściach grozy można jeszcze obecnie wymyślić coś nowego i przerażającego? Czym jest dzisiejszy horror i jak powinien wyglądać horror przyszłości? Czy horrory to obecnie tanie dranie tylko i wyłącznie dla dorastającej młodzieży? Jeśli ktoś celująco odpowie na te pytania i odpowiednio skieruje pędzący pociąg-widmo na odpowiednie tory, ten będzie wygranym na każdej linii medialnego frontu.
W moje ręce wpadł pierwszy tom trylogii „Pożeracze czasu” z podtytułem „Pożeraczka nocy”. Za scenariusz komiksu odpowiedzialna jest Marjorie Liu, a wszystko zgrabnie narysowała i pokolorowała Sana Takeda. Obie panie znane są już ze współpracy przy serii „Monstressa”, która doczekała się kilku nagród, w tym Nagród Eisnera (m.in. za „najlepszą komiksową serię”). Taki duet już na starcie powinien gwarantować nam obcowanie z komiksem co najmniej dobrym. I owszem już sama okładka przyciąga.
Komiks został wydany przez Non Stop Comics, imprint wydawnictwa Sonia Draga. zawiera 208 kolorowych stron, w miękkiej okładce i został wydany w formacie 17x26 cm.


Historia, jaką poznajemy w „Pożeraczce nocy”, została nam przedstawiona w dwóch liniach czasowych. Pierwszą z nich jest okres pandemii Covid w 2020 roku, a wydarzenia rozgrywają się w nowojorskiej dzielnicy Queens. Druga linia czasowa to wydarzenia rozgrywające się w latach 50-tych i późniejszych XX wieku w Hongkongu oraz na Hawajach. Głównymi bohaterami są małżeństwo chińskich emigrantów Ipo i Keon oraz ich dzieci, bliźniacy Milly i Billy. Mieszkający na stałe na Hawajach Ipo i Keon przyjeżdżają w coroczne odwiedziny do domu swoich pociech w Queens. Bliźniacy prowadzą lokalną restaurację i wkładają masę pracy w utrzymanie się na rynku w trudnych czasach pandemii. Naprzeciwko domu bliźniaków znajduje się stary i opuszczony dom, którego nikt nie chce kupić mimo wieloletnich prób sprzedaży. Budynek wraz z działką są już całkowicie zapuszczone, porośnięte różnego rodzaju roślinnością. Ipo, bardzo surowa, zasadnicza kobieta, lubiąca ostro przypalić papierosa i mająca totalny odjazd na punkcie hodowli roślin ogrodowych, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Przy pomocy swoich dzieci udaje się do zaniedbanej posiadłości i zaczyna porządki. W piwnicy domu znajduje dziwną studnię, natomiast w ziemi przed domem rodzinie udaje się wykopać tajemniczy szkielet nieprzypominający ani człowieka ani zwierzęcia.W miarę rozwijania się opowieści dowiadujemy się, że w opuszczonym domu doszło do morderstwa związanego z wyznawcami jakiegoś Kultu… Historia nabiera rozpędu… Warto czytać dalej :)


Po przeczytaniu całości, mogę stwierdzić, że „Pożeraczka nocy” to dosyć udany i intrygujący komiks, który może wywołać u nas gęsią skórkę. Klimat dosyć ciężki, aczkolwiek są momenty, gdy nasza twarz sama składa się do uśmiechu.Sam scenariusz opowieści, został ciekawie stworzony a przecinające się linie czasowe, potrafią nam nie tylko wyjaśnić, ale i pogmatwać trochę postrzeganie rzeczywistości. Po kilku przeczytanych stronach zapaliło mi się pierwsze czerwone światło. Okres między początkiem wydarzeń na linii czasu komiksu a czasami bieżącymi, to jakieś 70 lat (przy założeniu, że poznajemy bohaterów w wieku już dorosłym muszą mieć jakieś… 90 lat), natomiast Ipo i Keon wyglądają dosyć młodo, tak jakby mieli niewiele więcej niż 40 lat. Coś tu nie gra… wędka na uważnego czytelnika została zarzucona…Warto nadmienić, że warstwa grozy wcale nie jest najważniejsza w tej opowieści. Historia bohaterów oraz stosunki panujące pomiędzy członkami rodziny bardzo gdzieś mi się wbiły do głowy. Apodyktyczna, praktycznie pozbawiona uczuć matka; safandułowaty ojciec i przeciwstawne charakterami dzieci. Taka mieszanka musi być wybuchowa. W miarę czasu, kiedy poznajemy ich wszystkich bliżej, wyłania się nam ich prawdziwy obraz. Zaczynamy bardziej rozumieć motywy każdego z nich z osobna, a zarazem poznajemy ich mimo wszystko silne więzi rodzinne.No i na koniec najważniejsze. Przecież to horror a ja w sumie niewiele o nim napisałem. Tak, warto wziąć ten komiks do ręki. Tak, można się momentami wystraszyć. Nie, nie byłem przerażony po przeczytaniu całości. Aczkolwiek bardzo mocno mnie zainteresowało, w jakim kierunku pójdzie to dalej w tomie 2, bo „Pożeraczka nocy” bardzo dużo już nam wyjaśnia. Mam wrażenie, że to taka mieszanka mangowatych rzeczy, trochę Lovecrafta, Kinga. I makabreska demoneska i psychologikus ludzikus w jednym.


Wizualnie jest całkiem dobrze. Kreska Sany Takedy, trochę mnie irytowała jeśli chodzi o przedstawienie postaci. Za bardzo mi to jednak trąciło azjatyckimi klimatami, za którymi osobiście niespecjalnie przepadam w komiksie. Natomiast całościowo wypada to zgrabnie. Czasami rysunki w kadrach są lekko zaburzone, wprawiały mnie w uczucie niesmaku. Barwy dobrze dobrane, często przyciemnione i mroczne. Na pewno bardzo dużo dają czarne otoczki stron, dzięki czemu są one bardziej posępne.Ze wszystkich kadrów najbardziej straszne są te z laleczkami. Opuszczony dom wewnątrz również jest mocno przerażający, natomiast obecne demony nie do końca mnie przekonały.


Podsumowując, „Pożeraczka nocy” jest bardzo dobrym wyborem dla tzw. „young adults”. Czy ludzie po 40-ce, tacy jak ja, znajdą tu coś dla siebie? Zapewne tak, ale mogą się trochę rozczarować. Mnie w powyższym komiksie bardziej spodobała się warstwa emocjonalna zawieszona pomiędzy bohaterami niż sama stricto opowieść grozy.Moja ocena 6/10.
Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Sonia Draga/Non Stop Comics. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.