Projekty Manhattan. Tom 1. Niedobra nauka. Recenzja komiksu

„Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów.”
Jonathan Hickman powraca. A kiedy weźmiemy jego myślowe wywody opakowane w ilustracje Nicka Pitarry i Ryana Browne’a, możemy mocno się zdziwić, jak cytowane powyżej słowa Roberta Oppenheimera stają się… „prawdziwe”. Choć w zasadzie powinienem napisać... Josepha Oppenheimera.
Ja, jak i większość ludzkości, kojarzę Roberta Oppenheimera z pracami nad zbudowaniem bomby atomowej w ramach Projektu Manhattan. A co by było, gdyby takie przedsięwzięcie było tylko jednym z wielu, a pracowaliby nad nimi najwięksi ówcześni naukowcy, którzy niekoniecznie kierowaliby się dobrem ludzkości i planety matki?
W opisywanym przeze mnie komiksie Hickman nie bawi się w półśrodki. Jeśli czytaliście chociażby jego „Na wschód od zachodu”, to wiecie jak bardzo ambitne i nieliniowe są jego narracje. Autor wprost uwielbia burzyć schematy i tworzyć własne światy, częstokroć moralnie wypaczone. „Projekty Manhattan” to jego oryginalna wizja historii alternatywnej, w której naukowcy nie pracują tylko nad zbudowaniem bomby atomowej. Dążą do otwierania portali do innych wymiarów, poszukują możliwości kontaktu z kosmitami, marzą o nieograniczonych eksperymentach dających władzę nie tylko nad Ziemią, ale i wszechświatem. W swoim dziele autor opowiada nam też, co się dzieje, kiedy ludzki geniusz nie ma nad sobą żadnej kontroli.



Akcja komiksu zaczyna się w tajnym laboratorium, gdzie młody Robert Oppenheimer zostaje przyjęty do zespołu Projektu Manhattan. Problem w tym, że to nie jest do końca prawdziwy Robert a jego brat bliźniak, Joseph, który zamordował swojego krewnego i przejął jego tożsamość, wiedzę i umiejętności.
Podczas gdy naukowcy zajmują się swoimi badaniami, amerykański rząd pcha ich coraz dalej. Stany Zjednoczone nie tylko kończą budowę bomby atomowej; wchodzą też w posiadanie technologii do podróży międzywymiarowych, sztucznej inteligencji oraz zaawansowanej broni masowego rażenia.
Mamy tu i nazistów i sowietów. Pojawiają się wątki japońskie i hinduskie. Zaczyna się nowy porządek świata. Wkrótce dochodzi do konfrontacji z Obcymi, a świat staje na krawędzi zagłady.
Fabuła „Niedobrej Nauki” rozwija się w nieprzewidywalny sposób. To prawdziwa jazda bez trzymanki. Kolejne wydarzenia nie są logiczną konsekwencją poprzednich, a raczej eksplozją losowych pomysłów nabitych sterydami. Punkty zwrotne pojawiają się znienacka, bohaterowie giną lub zmieniają strony z własnego kaprysu. Jedynym pewnikiem jest rosnące poczucie, że ktoś tu za chwilę zniszczy wszechświat i zrobi to z uśmiechem na twarzy.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale im dalej w las, tym większy chaos. Kulminacja? Wojna między wymiarami, zdrady, brutalne egzekucje i naukowcy, którzy nie mają już absolutnie żadnych zahamowań. Czytając ten komiks po prostu oszalałem razem z poznawaną przeze mnie historią! I przyznam, że bardzo polubiłem to szaleństwo! Całość czyta się świetnie, i choć komiks jest wystarczająco obszerny, to mocno przyciąga on swoją uwagę. Ja dosłownie chłonąłem tą historię jak bibuła wodę.
Bohaterowie są przedstawieni w kapitalny sposób i muszę przyznać, że warto zapoznać się z nimi bliżej. Na pewno tego nie pożałujecie! No chyba, że podczas lektury zostaniecie anihilowani albo popadniecie w obłęd.
Autor zebrał w jednym miejscu grono szanowanych badaczy: Roberta Oppenheimera, Alberta Einsteina, Enrico Fermiego, Richarda Feynmana, Harry’ego Dagliana, Wernera von Brauna jednocześnie uzupełniając ich o inne historyczne postacie jak: prezydenci F.D. Roosevelt i Harry Truman, generał porucznik Leslie Groves, minister Dmitrij Ustinov, kosmonauta Jurij Gagarin czy chociażby pies Łajka. Hickman w wymyślonej alternatywnej ziemskiej czasoprzestrzeni wrzuca całą ekipę w wir naukowego nihilizmu, w którym liczy się tylko jedno: jak daleko można się posunąć, zanim rzeczywistość powie „dosyć”. Mało tego, wymienione osobistości nie mają zbyt wiele wspólnego ze znanymi nam powszechnie historycznymi postaciami. Są za to kompletnymi degeneratami, moralnie wątpliwymi geniuszami i bezlitosnymi pragmatykami.
Warto zwrócić jeszcze uwagę na występujące w komiksie stwory z kosmosu. Kosmici są zarówno zagrożeniem, jak i tajemniczą siłą, która staje się częścią szalonego świata pełnego nieograniczonych eksperymentów i naukowego szaleństwa. Wbrew tradycyjnym przedstawieniom kosmitów w popkulturze, ci przybysze z innych wymiarów i planet nie są uroczy ani przyjaźni. Zamiast tego, są tajemniczymi i nieznanymi bytami, które potrafią manipulować zarówno rzeczywistością, jak i czasoprzestrzenią. Ich rola w komiksie jest niejednoznaczna. Z jednej strony są obserwatorami, a z drugiej – aktywnie ingerują w przebieg wydarzeń. Kosmici działają w zgodzie z własną, niezrozumiałą logiką, co dodaje elementu chaosu i niepokoju do fabuły.
Pełnią oni również ważną funkcję wznoszenia narracji na poziom surrealistyczny – zderzają naukę z nieziemską rzeczywistością. Ich obecność na Ziemi nie jest zaproszeniem, lecz tajemniczym przebłyskiem czegoś, co Oppenheimer stara się ujarzmić. Są bardziej metaforycznymi istotami, które reprezentują to, co człowiek nie jest w stanie zrozumieć i kontrolować. W pewnym sensie są uosobieniem szaleństwa, na które narażony jest człowiek, gdy zbliża się do granic swoich możliwości.



Jeśli chodzi o warstwę graficzną komiksu, to odpowiedzialni są za nią Nick Pitarra oraz Ryan Browne, ale skoncentruję się tutaj na tym pierwszym, głównym rysowniku. Trzeba przyznać, że jest on prawdziwym mistrzem groteski. Jego kreska idealnie wpisuje się w mroczny, absurdalny świat stworzony przez Hickmana. Z jednej strony postacie Pitarry są wyraziste i pełne detali, z drugiej – oddają dynamikę i chaos, które rządzą tym światem. Oprócz samej kreski, Pitarra świetnie manipuluje przestrzenią i perspektywą, tworząc kadry, które wydają się wręcz niepokojąco nierealne, a jednak prawdziwe w tym szalonym świecie.
Dynamika kadrów jest równie ważna. Pitarra doskonale buduje napięcie, często stosując duże, całostronicowe ilustracje, które przyciągają uwagę, a zarazem dają poczucie niekontrolowanego rozwoju wydarzeń. Właśnie te gigantyczne, chaotyczne sceny w połączeniu z intensywnymi barwami tworzą idealne tło dla szalonych eksperymentów i naukowego nihilizmu, który przewija się przez całą fabułę.
Rysunki są pełne detali, od groteskowych postaci, przez sprzęt laboratoryjny, po alternatywne przestrzenie, które są absolutnie surrealistyczne. Każdy kadr zdaje się eksplodować od szczegółów, które wciągają w historię i dają poczucie niepokoju. Absurd i surrealizm, któe wydobywają się z ilistaracji, wielokrotnie potrafią przyprawić czytelnika o dreszcze przerażenia, niesmak, niepokój czy po prostu obrzydzenie.
Jednym z kluczowych elementów, które wyróżniają ten komiks, było także użycie kolorów przez Jordiego Bellaire. Kolorystyka w tym komiksie jest nie tylko elementem estetycznym, ale także narzędziem narracyjnym. W różnych liniach czasowych artysta zastosował różne palety, które nie tylko podkreślają zmiany w fabule, ale także oddają zmieniający się nastrój.
Na przykład, w momentach, gdy akcja ma miejsce w alternatywnej rzeczywistości, Bellaire używa intensywnych, niemal neonowych barw – kolory wydają się być nienaturalne, wręcz obce. W chwilach, gdy historia wraca do bardziej realistycznych, ziemskich kwestii, paleta barw staje się ciemniejsza, bardziej stonowana, z dominującymi odcieniami zieleni i brązu. To kontrastuje z chwilami czystego szaleństwa, gdzie kolory eksplodują w każdym kadrze, niczym narastający chaos. Świetnie wyszło tutaj zderzenie kolorów czerwonego i niebieskiego. Wrażenie mocno oddziałuje na nasze oczom podczas lektury. Dzięki tym rysunkom i kolorom, historia na pewno zapadnie nam na dłużej w pamięci.



„Projekty Manhattan. Niedobra Nauka” to komiks, który mimo swojego brutalnego przekazu, zmusza do myślenia. To tytuł zdecydowanie dla dorosłych, którzy nie boją się absurdów, brutalności i chaosu, który staje się ich codziennością. To historia o nauce, która przekroczyła wszelkie granice moralności. O bohaterach, którzy są gotowi poświęcić wszystko, by osiągnąć swoje cele – bez względu na to, jak szalone i niebezpieczne są ich metody.
Jeśli lubisz, gdy coś jest naprawdę odjechane i pokręcone, pełne czarnego humoru, mrocznych naukowych eksperymentów – ten komiks będzie dla Ciebie idealny. Jest to arcydzieło współczesnej komiksowej narracji, które nie boi się zanurzyć w mroku.
I na koniec zapamiętaj: nie wszystko, co naukowe, jest bezpieczne. Czasami, gdy nauka trafi w ręce ludzi takich jak ci z „Niedobrej Nauki”, odwrotu już nie będzie. Pomyśl uważnie, zanim sięgniesz po ten tytuł. Po jego przeczytaniu świat już nie będzie taki sam.
A tym, którym niniejszy komiks przypadł do gustu pozostaje oczekiwać na drugi tom. Oby jak najszybciej.
Komiks „Projekty Manhattan. Tom 1. Niedobra nauka” został wydany przez wydawnictwo Mucha Comics w twardej oprawie w formacie 180 mm x 275 mm. Zawiera 464 strony w kolorze. W skład wydania zbiorczego tomu pierwszego wchodzą zeszyty THE MANHATTAN PROJECTS #1-15.
Autorami są:
Scenariusz: Jonathan Hickman
Ilustracje: Nick Pitarra, Ryan Browne
Kolory: Jordie Bellaire
Tłumaczenie: Arek Wróblewski