Robota jak każda inna. Alex W. Inker – Opinia o komiksie

Robota jak każda inna. Alex W. Inker – Opinia o komiksie

Życie bywa bardzo ciężkie, zwłaszcza kiedy przychodzi nam iść pod prąd. Ile człowiek jest w stanie wytrzymać, jak długo może iść wyznaczoną ścieżką i co się stanie jeśli tak naprawdę wokół nas świat zmienia się w taki, który może się przyśnić tylko w najgorszych snach. Czy można powstać po upadku, który swój koniec ma w więzieniu? Na ile wola i determinacja walki sprawi, że będziemy chwytać się życia tak, jak tonący chwyta się brzytwy? A może to wszystko tylko przeznaczenie, a my jesteśmy tylko marionetkami w teatrze życia?


W moje ręce trafił komiks pt. „Robota jak każda inna” wydany przez wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Autorem scenariusza oraz rysunków jest Alex W. Inker. Komiks jest adaptacją powieści Virginii Reeves o tym samym tytule. Oryginału nie czytałem do tej pory, więc nie jestem w stanie ocenić, jak bardzo komiks pokrywa się z pierwowzorem Reeves, a jak bardzo się różni. Postaram się zatem opisać Wam moje wrażenia po lekturze obrazkowej wersji.

strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"

Akcja historii toczy się w amerykańskiej Alabamie w czasach Wielkiego Kryzysu. Pogłębiająca się bieda doprowadza ludność na skraj nędzy i rozpaczy. Główny bohater Roscoe T. Martin jest elektrykiem totalnie zafiksowanym na punkcie elektryczności. Przypadkiem poznaje na ulicy Mary. Rodzące się uczucie doprowadza do ślubu młodej pary. Niestety Roscoe zmuszony jest porzucić swój ukochany zawód i przeprowadza się na farmę, o którą musi zadbać. Rodzi mu się syn. Bieda postępuje. Roscoe wpada na pomysł, by ożywić farmę. Nielegalnie podpina ją do elektrycznej sieci elektrowni Alabama Power, pomaga mu w tym jego pracownik i czarnoskóry przyjaciel Wilson. Wszystko idzie zgodnie z planem. Farma zaczyna się rozwijać i przynosić dochody. Niestety zrządzenie losu sprawia, że podczas sprawdzania sieci elektrycznej w tragicznym wypadku ginie pracownik elektrowni. Nielegalne podłączenie, które było przyczyną śmiertelnego wypadku, zostaje wykryte. Roscoe zostaje aresztowany i podczas procesu skazany na długoletnie więzienie. Nagle cały świat mu się wali. Jak sobie poradzi w nowym świecie? Czy uda mu się przetrwać za murami więzienia? Czy w brutalnym świecie za kratami praca okaże się wyzwoleniem? O tym przekonacie się po przeczytaniu całości.

strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"

„Robota jak każda inna” to bardzo piękna i jednocześnie bardzo smutna obyczajowa powieść graficzna. Z jednej strony doświadczamy wraz z bohaterem utratę wszystkiego, co kochał. Po kolei, sunąc jak prąd po miedzianym kablu. Roscoe dla miłości poświęcił swoją największą pasję, zrezygnował ze swojego wymarzonego zawodu, utracił dom i rodzinę, utracił wolność i godność.
Nigdy jednak nie utracił wiary, nadziei i swojej miłości. Poznając jego postać, mocno wczuwałem się w jego położenie. Czułem na sobie jak przechodzą przeze mnie elektryczne ładunki przenoszące emocje. Wzbudziło to we mnie dosyć mieszane uczucia. Z jednej strony postrzegałem go jako postać tragiczną, która chce przynieść na wieś postęp i elektryfikację, kosztem niewielkiej kradzieży energii. Sam bohater mówi, że przecież i tak niedługo elektrownia podłączy ich do sieci. Szkoda tylko, by zmarnować czas, tak bardzo potrzebny na rozwój. Kradzież jednak to kradzież. Wymierzona kara ciężkiego więzienia z jednej strony nie do końca jest sprawiedliwa, z drugiej natomiast zginął w końcu człowiek.

Mimo całego trudu i znoju, które musi doświadczyć Roscoe, cały czas dąży on do przodu. Znosi wszelkie krzywdy, zarówno ze strony rodziny, jak i z okrucieństwa życia w więzieniu. Każdą pracę, jaką otrzymuje, wykonuje najlepiej jak potrafi. Dzięki temu żyje. Jednocześnie pobyt w więzieniu oraz poświęcenie się ciężkiej pracy jest dla Roscoe odkupieniem win. Wie, że musi ponieść karę za tragicznie nieszczęśliwą śmierć innego człowieka. Nie łamie się. Nie narzeka. Robi swoje. Byle do przodu. Ślepo i mocno wierzy, że kiedyś wyjdzie z więzienia i zjednoczy się również z żoną i synem.

Historia i postacie są bardzo autentyczne, wręcz namacalne, co nie jest tak łatwo osiągnąć i przedstawić człowiekowi z XXI wieku, by poczuł realizm świata oddalonego 100 lat w przeszłości.
Autor komiksu daje nam możliwość zajrzenia we wnętrza wszystkich kluczowych postaci, które są tak ludzkie, i pokazuje nam, jak życie może być okrutne, a jednak każdy z nich stara się zarówno przezwyciężyć przeciwności, jak i zracjonalizować działania, a przynajmniej nauczyć się z nimi żyć. Kolejną ciekawostką jest również obraz kobiet. Zarówno żona Roscoe jak i małżonka Wilsona to kobiety silne, mocno ugruntowane, potrafiące postawić na swoim. Nierzadko bywają apodyktyczne i tak jak Mary, mimo wszystko bardzo okrutne.

Mamy tu również ciekawy obraz innej Ameryki. Tej rolniczej. Biednej i zacofanej, gdzie elektryczność jest dalej ciekawostką, a dostęp do niej nie jest czymś oczywistym i pewnym. Rolnicy nadal uważają, że prąd to czary. Jest to moc, którą ciężko zrozumieć i mieć pod kontrolą.

Ciekawie zostały również przedstawione bliskie relacje pomiędzy białymi oraz czarnoskórymi obywatelami, którzy mimo powszechnie panujących ówcześnie stereotypów oraz wykluczeń, potrafią się ze sobą przyjaźnić oraz współpracować.

strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"
strona komiksu "Robota jak każda inna"

Rysunki Inkera są bardzo przystępne. Trochę przypominają mi kreskówki Disneya, ale w wersji dla dorosłych. Kreska momentami jest ciężka, ale nie jest toporna. Postacie są przejrzyste, tła również. Jeśli chodzi o szczegółowość kadrów nie mam tutaj żadnych obiekcji. Panele nie są naćkane. Podczas czytania płynnie przechodzimy przez kolejne kadry. Sekwencje są dobrze ukazane, bez zbędnych dodatków.

Kolory zostały nałożone w bardzo ciekawy sposób. Ich paleta jest ograniczona zaledwie do kilku. Przeważa pomarańczowa barwa, która potrafi ukłuć w oczy. Pozostałe kolory bardzo dobrze ją uzupełniają. Skoro historia nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych, to kolorystyka uderzając w nasze zmysły pobudza nas również do większego zatrzymania się i refleksji nad wydarzeniami opowieści. Podczas lektury mamy też wrażenie jakbyśmy rzeczywiście czytali dosyć starą książkę z drukiem obrazów jakie mogliśmy podziwiać kilkadziesiąt lat temu.

„Robota jak każda inna” to dobry komiks. Ciekawa obyczajowa historia, po którą warto sięgnąć mimo dużego ładunku smutku, który w sobie zawiera. To brutalna historia przedstawiająca niesprawiedliwość i dramaty, które mogą zniszczyć całe życie. Opisuje straszliwy los, od którego główny bohater nie może uciec. To również ciekawa wyprawa w przeszłość, by zetknąć się z obrazem starszej Ameryki.

Polecam!

Komiks został wydany w miękkiej oprawie ze skrzydełkami w formacie 156x200 mm. Zawiera 180 stron. Możecie go przeczytać dzięki wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy.