Sięgasz po Sandmana, a dostajesz Batmana. A to wszystko w Teatrze Tajemnic!

Prawdziwy Sprawiedliwy działa w ukryciu
Mamy rok 1938, Nowy Jork, czasy po wielkim kryzysie i prohibicji oraz świat powoli zmierzający ku II wojnie światowej.Oczywiście nie dostajemy tu Morfeusza i jego uniwersum, a zepsuty korupcją i zżarty różnicami klasowo-rasowymi Nowy Jork lat 30-tych. Głównym bohaterem jest Wesley Dodds, posiadający znaczny majątek otrzymany po zmarłym ojcu. Nie jest on co prawda playboyem jak Bruce Wayne, ale podobnie jak on, posiada swojego lokaja i prowadzi podwójne życie. Za dnia jest przykładnym bohaterem, próbującym swoich sił w pisarstwie, w nocy zaś w przebraniu tytułowego Sandmana próbuje walczyć z przestępczością, która zaległa się nie tylko na nowojorskich ulicach, ale przede wszystkim wśród klasy średniej i wielkomiejskiej klasy wyższej. Sprawiedliwość dla wszystkich i ponad wszystko.Na swoje nocne eskapady zakłada maskę przeciwgazową, ponieważ używa tajemniczego gazu usypiającego swoich przeciwników. Ciekawostką jest, że wybierając się nocami w nowojorski mrok, w swoim łóżku zostawia małą kukiełkę, która ma w jego zastępstwie spać i śnić.I mimo że tak naprawdę w niniejszym komiksie Sandman jest w zasadzie bohaterem drugiego planu, to stanowi on bardzo ciekawy punkt każdej opowieści.



W otrzymanym wydaniu zbiorczym mamy 3 całkiem ciekawe historie, które są dosyć mroczne i nierzadko potrafią uderzyć nas mocno w nasze postrzeganie rzeczywistości. Matt Wagner przekracza wyznaczone granice dobrego smaku, przyzwoitości oraz moralności. Autor stworzył świat brutalny i odzwierciedlił w pełni atmosferę i mrok Nowego Jorku lat 30-tych. Świat, jaki nam opisał to lustrzane odbicie zakłamanego i zepsutego amerykańskiego środowiska. A wszystko to w bardzo dobrze zachowanym klimacie Noir.
Mrok potrafi zatruć najbardziej czyste serce
W „Tarantuli” mamy do czynienia z tajemniczymi zaginięciami kobiet. Są to zarówno Panie z wyższej klasy jak i te lekkich obyczajów. W sprawę zamieszani są nowojorscy notable. Mamy tu nie tylko krwawe wydarzenia, ale i kazirodczy związek ojca z córką. Sandman oczywiście nieoficjalnie zajmuje się rozwiązaniem zagadkowych zniknięć kobiet. Jako Wesley Dodds nawiązuje ciekawą znajomość z córką Prokuratora – Dian. Prokurator zaś częściowo przypomina nam Jamesa Gordona.W „Twarzy” mierzymy się z sytuacją, gdy ktoś próbuje skłócić ze sobą nowojorskie Triady, chińskie gangi. Wynajęty płatny morderca, który kamufluje się zmianą swojego wizerunku, poprzez zlecone morderstwa stara się wywołać wojnę między Triadami. W niniejszym opowiadaniu pojawia się fajnie zarysowana postać Jimmy’ego Shana, bawidamka, który jest mocno umoczony w półświatku Chinatown. Sandman oczywiście będzie starał się powstrzymać wybuch wojny gangów i odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za cały ten spisek.„Bestia” to chyba najmniej interesująca historia. Mamy tu do czynienia z nielegalnymi walkami bokserów, bardzo ciężką sytuacją na rynku pracy, oraz próbę wejścia lokalnego biznesmena-filantropa na amerykański rynek narkotykowy. Na ulicach pojawia się tajemnicza istota, która sieje nie tylko strach, ale i krzywdę. Mamy tu też ciekawy wątek boksera, który odmawia nielegalnych walk i traci nie tylko możliwość rozwoju sportowego, ale i zarobku, co kończy się utratą mieszkania. Ma on jednak na utrzymaniu ciężko chorą córkę, dla której jest gotów poświęcić wszystko. Gdy dochodzi do gwałtu na dziewczynce, bokser rusza na swoją osobistą zemstę. Sandman oczywiście jako obrońca sprawiedliwości będzie musiał powstrzymać szerzące się zło i rozwiązać kilka ciekawych tajemnic.



Całość czytało mi się dobrze, aczkolwiek gdzieś w tym wszystkim miałem z tyłu głowy, że jest to jakaś inna wariacja "batmanowego" świata. Scenariusze poszczególnych opowieści były dosyć spójne, a akcja wartko posuwała się do przodu. Brakowało mi również tego „creme de la creme”, którym był tytułowy Sandman. Zdecydowanie był za bardzo na dalszym planie, ale widocznie taki był zamysł Matta Wagnera. Wątki były ciekawe i uważam, że autor bardzo dobrze rozwijał swoich bohaterów. Jeśli chodzi o ilustracje, to miałem z nimi duży problem. Kreska żadnego z trzech rysowników nie za bardzo przypadła mi do gustu. Zwłaszcza u Davisa i Taylora była bardzo niedbała, zaburzająca i odpychająca. Miałem wrażenie, że przeglądam komiksy z naprawdę zamierzchłej epoki. Watkiss jeszcze jakoś się bronił swoimi obrazami. Kolorystycznie też to różnie wygląda.
Uważam, że można było nadać temu wszystkiemu bardziej „zjadliwego” tonu. Z drugiej jednak strony rozumiem, że poruszane tematy w opisanych historiach były dość trudne, a momentami wręcz obrzydliwe i takie właśnie ilustracje tworzą ten klimat.



„Sandman. Teatr tajemnic. Księga pierwsza” to komiks dobry z plusem. Mimo 30 lat obecnie te historie czyta się dalej dobrze. Komiks nie jest jednak dla osób poniżej 18 roku życia, więc target czytelnika skierowany jest do osób dorosłych (w końcu w takim celu powstał kiedyś imprint Vertigo). Gdzieś w tym wszystkim jest nostalgia do podejmowania i opisywania trudnych tematów bez patrzenia na obecną poprawność polityczną, która bardzo mocno zmieniła wizerunek w popkulturze. Polecam każdemu czytelnikowi, który szuka mocnych wrażeń oraz kryminalnych historii z obyczajowym pieprzykiem, a niekoniecznie jest fanem facetów w rajtuzach z super mocami.
***[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Egmont. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.
[Wesprzyj bloga!] Poniżej znajdują się linki do księgarni, w których możecie kupić ten komiks w niezłych cenach. Jeśli skorzystacie z linku, to dostaniemy kilka groszy prowizji od kupionego egzemplarza. Grosz do grosza i za kilka lat będziemy milionerami ;)