"Nie mogę sobie pozwolić na luksus kryzysu twórczego". Śledziu o pieniądzach po 30 latach w zawodzie
Na spotkaniu „30 lat Śledzia" w ramach Komiksowej Warszawy 2026 Michał Śledziński otwarcie mówił o tym, o czym twórcy mówią niechętnie - o pieniądzach. Wnioski są gorzkie.
Najmocniej wybrzmiało zdanie o kryzysie twórczym. Śledziński stwierdził wprost, że go nie miewa — bo nie może sobie na niego pozwolić. Jak tłumaczył, kryzys twórczy to luksus zarezerwowany dla autorów, którzy świetnie zarabiają. On do nich nie należy: pracuje nad własnymi, autorskimi komiksami, nie robi „Marveli", a jego tytuły wychodzą w małych wydawnictwach o niewielkich nakładach. Jak to ujął — gdyby pozwolił sobie poleżeć kilka dni na kanapie nic nie robiąc, to miesiąc później przez tydzień nie miałby pieniędzy.
Drugim źródłem utrzymania jest dla niego animacja — adaptacje książek i komiksów dla dzieci robione w małych studiach. Też, jak zaznaczał, nie są to rzeczy płatne w fenomenalny sposób, a narobić się przy nich trzeba. Stąd jego tryb pracy polega dziś na „wyszarpywaniu" kawałków czasu na komiks pomiędzy zleceniami animacyjnymi.
Padło też zdanie, które najlepiej podsumowuje ekonomię zawodu. Zapytany przez widza, jak być komiksiarzem i mieć zasady, Śledziński odparł żartem, że trzeba mieć partnerkę pracującą w korporacji — najlepiej takiej, gdzie płacą Niemcy, a nie Polacy.
Autor przywołał też irlandzki pilotaż dochodu podstawowego dla twórców - wypłacanego, jak mówił, w okolicach trzystu kilkudziesięciu euro tygodniowo - który jego zdaniem się opłacił, bo powstało dzięki niemu wiele rzeczy nakręcających gospodarkę. Powołał się przy tym na dane, według których sektor kreatywny odpowiada w Polsce za około trzy i pół procent PKB - więcej niż górnictwo i rolnictwo. Wniosek Śledzińskiego: inwestowanie w twórców zwyczajnie się opłaca.
Mimo to diagnozę rynku autor postawił dwuznaczną. Z jednej strony uznał obecny moment za najlepszy czas dla polskiego komiksu - pod względem rozpiętości gatunkowej, liczby autorów (w dużej mierze dzięki debiutującym autorkom) i wydawców, którzy ten komiks kochają. Z drugiej - jedyne, czego brakuje, to „jeszcze jakiś milion czytelników", żeby twórcy mogli po prostu żyć z tworzenia komiksu.
Na pytanie o granicę wieku, do której zamierza pracować, Śledziński odpowiedział, że skoro potrzebuje jedzenia, będzie pracować bardzo długo - a ostatnie miesiące, kiedy już nie będzie mógł, spędzi w biedzie. Żartował, że Rembrandt też umarł w biedzie, więc może to nawet dobry prognostyk na pośmiertną pamięć.