Somna mówi dobranoc. Recenzja komiksu

Somna mówi dobranoc. Recenzja komiksu

Kiedy sięgam po komiks nagrodzony jedną z najważniejszych komiksowych nagród, zawsze mam przed rozpoczęciem lektury delikatne ciarki. Ta niepewność nakręca mnie do jeszcze głębszego zajrzenia w materię czytanego komiksu. Nie zawsze na koniec te ciarki przemieniają się w uczucie sytości, radości i niepohamowanego zadowolenia, ale po mocno onirycznej opowieści, o której dziś trochę Wam powiem, zdecydowanie przeszły mnie wspominane wcześniej uczucia.

Dzięki Wydawnictwu Lost In Time mogłem zapoznać się z tytułem, który zdobył Nagrodę Eisnera za najlepszą nową serię w 2024 roku.

„Somna”, bo o niej dziś będzie pisane, to historia, którą powołały do życia dwie kobiety Becky Cloonan oraz Tula Lotay, wspólnie odpowiedzialne za scenariusz oraz rysunki. Kolorami zajął się tercet: Lee Loughbridge, Dee Cunnife oraz Tula Lotay. Na język polski całość przełożyła znana nam skądinąd Maria Lengren (pozdrawiam serdecznie Panią Marię i liczę na jakiś fajny koncert zespołu Wij w nieodległej przyszłości).

Komiks został wydany w twardej oprawie, w rozmiarze 215x275 mm i zawiera 200 stron w kolorze.

Oprócz właściwej historii, która zawarta jest w siedmiu rozdziałach, otrzymujemy jeszcze na końcu dodatki w postaci okładek użytych w poszczególnych zeszytach oraz przepiękne grafiki w czerni i bieli. Po tych pysznościach dla oczu mamy jeszcze komiksową mini-opowieść „Jakiż plugawy płomień Cię trawi?” (w klimatach głównej historii). Całość zamyka posłowie Marii Lengren, w którym znajdziemy garść cennych wskazówek i wyjaśnień.

strona komiksu "Somna"
strona komiksu "Somna"
strona komiksu "Somna"

Co skrywa w sobie fabuła „Somny”? Akcja historii rozgrywa się w XVII wiecznej Anglii. W małej purytańskiej miejscowości dochodzi do procesu kobiety oskarżonej o sprzymierzenie się siłom nieczystym. Mamy więc kolejny przypadek skazanej na śmierć „wiedźmy”.

Poznajemy bliżej losy Ingrid, żony baliwa Rolanda. Kiedy jej mąż poświęca swój czas na ściganiu i osądzaniu czarownic, nie do końca szczęśliwa w małżeństwie Ingrid przeżywa rozpalone seksualnie uniesienia w swoich snach, które wydają się być z jednej strony koszmarami, z drugiej natomiast głęboko pożądanymi snami o poszukiwaniu wyzwolenia swojej duszy i ciała. Powracające częstokroć mary senne wprowadzają Ingrid w dziwny stan zawieszenia między jawą a snem. Bohaterka zaczyna powoli tracić poczucie rzeczywistości.

Na drugim planie poznajemy rozwijający się romans Mai (przyjaciółki Ingrid) z Sigurdem – mężem Grety, która właśnie została osądzona jako czarownica i spalona na stosie. Na rynku ginie tajemnicą śmiercią mąż Mai. Wśród miejscowej społeczności zaczynają się wzajemne podejrzenia. Rozwijająca się intryga wciąga w swoje macki również Ingrid. Zagubiona i poszukująca wyzwolenia kobieta na swoje nieszczęście zostaje przyłapana przez męża, który swoją służbę postrzega ponad wszystko. Jak potoczą się dalej losy Ingrid i czy uda się rozwiązać liczne tajemnice wioski, jak zostaną odczytane powtarzające się mary senne? Jeśli chcecie poznać do końca tą ciekawie rozwijającą się opowieść polecam samemu sięgnąć po omawiany tytuł.

strona komiksu "Somna"
strona komiksu "Somna"
strona komiksu "Somna"

„Somnę” czytało mi się bardzo dobrze. Historia wciągnęła mnie na całego. Nie tylko swoją onirycznością, ale i głównym wątkiem opierającym się na polowaniu na czarownice. Obie autorki bardzo składnie opowiadają nam następujące po sobie wydarzenia. Mamy tu dualizm zarówno w warstwie opowieści jak i tej oddanej obrazami.

Właśnie! Graficznie mamy tu bardzo fajne zderzenie dwóch różnych stylów autorek. Becky Cloonan odpowiedzialna jest za bardziej konwencjonalny styl komiksowy poprzez układ i szczegółową kreskę. Wydaje się to bardziej ugruntowane i realistyczne, ponieważ jej sceny mają miejsce, gdy Ingrid nie śpi. Cloonan w całkiem ciekawy sposób oddaje nam XVII-wieczną rzeczywistość małej wioski. Ta rzeczywistość jest surowa i okrutna.

Tula Lotay natomiast wprowadza do opowieści swoimi obrazami cały mistyczny oniryzm. Jej kreska jest fantastycznie lekka, niby malarska, czasem fotorealistyczna. Obrazy są pełne zmysłów, namiętności, przepięknie oddają architekturę i wyobrażenie przeżywanych marzeń sennych. Erotyzm ukazany w obrazach nie jest wulgarny, a jego piękno nie tylko uderza w nasze zmysły, ale jednocześnie mocno onieśmiela.

Z czasem obie formy zaczynają przenikać siebie, zarazem wywołując w nas niemałe zmieszanie.

Kapitalną rolę odegrali również koloryści. Użyte barwy działają na czytelnika bardzo mocno sensorycznie. Odczuwamy sobą to, co widzimy. Dzięki kolorom poznajemy i odczuwamy świat prawdziwy i ten nierealny ze snów.

strona komiksu "Somna"
strona komiksu "Somna"

Założenia tej opowieści, mimo że są dosyć proste, oparte na wielokrotnym ukazywaniu mrocznego i mimo wszystko dalej mocno zacofanego świata, to jednocześnie są genialnie przedstawione. Z jednej strony totalna ignorancja społeczeństwa i szykanowanie zachowań sprzecznych z purytańską wizją świata, z drugiej ogromna chęć wyzwolenia się z łańcuchów mentalnej niewoli. To również poszukiwanie i akceptowanie swoich pragnień i seksualności, pozbycie się przedmiotowości w namiętności. Zestawienie pojęcia grzechu z odkrywaniem swoich pragnień i żądz. To także próba pokazania, że kobieta nie jest tylko i wyłącznie osobą mającą z góry narzucone role społeczne – żony, matki i osoby pilnującej ogniska domowego. Bez możliwości realizowania samej siebie, zarówno w życiu codziennym jak i tym intymnym.

„Somna” to bardzo dobry komiks. Ciężko mi jednak zaliczyć tą historię do jakiegoś szczególnego gatunku. Niby obyczajowy, niby sensacja z elementami horroru, niby historyczny, niby tajemniczy, niby erotyczny…. Fakt jest taki, że trzeba go przeczytać. Poznać. Zrozumieć. Nie tylko powierzchownie, ale dogłębniej. Mamy tu naprawdę ciekawe drugie dno. Warto się nad nim dłużej zastanowić. A to wszystko przy naprawdę pięknych ilustracjach, zwłaszcza tych ze snów.

Komiks jest tylko dla dorosłych czytelników.