Tam, gdzie rosły mirabelki. Jan Mazur - Recenzja

Tam, gdzie rosły mirabelki. Jan Mazur - Recenzja

Czy dobry komiks musi być estetycznie i graficznie wypasiony? Co jest w nim ważniejsze, forma czy przekaz? Rysunek czy historia? Podejrzewam, że ilu czytelników, tyle odpowiedzi. Siądźcie Państwo wygodnie. Zapraszam do osiedlowego życia „patyczaków”.

Kultura Gniewu zaserwowała nam właśnie II wydanie komiksu Jana Mazura „Tam, gdzie rosły mirabelki”. Z pierwszym wydaniem mogliśmy się spotkać kilka lat temu, kiedy to na rynek niniejszy tytuł wypuściło Wydawnictwo Komiksowe.

Tym razem do rąk dostaliśmy komiks w miękkiej okładce ze skrzydełkami w formacie 148x210 mm, zawierający 136 stron w czerni i bieli.

Lubię proste historie o życiu. Miejskie, bliskie mnie, bliskie tego, co sam w życiu przeżyłem. W końcu jestem typowym kolesiem, który urodził i wychował się na jednym z blokowisk.

W omawianym komiksie mamy do czynienia z czterema blokersami. Kumplami, którzy prowadzą szare i smutne życie na jednym z miejskich blokowisk. Wolny czas lubią spędzać wspólnie spotykając się pod tytułową "mirabelką", rosnącą na osiedlowym pagórku. Oczywiście swoje bardzo ważne spotkania muszą opić najczęściej kilkoma browarkami, nie pogardzą również innymi substancjami odurzającymi.

Siwy, Bigos, Antek i Maciek to typowi przegrywi, którzy nie przystosowali się do otaczających ich zmian. Niekoniecznie też chcą się zmienić. Stawiają na sprawdzone, znane im najlepiej proste osiedlowe życie. Siwy to wiecznie poszukujący pracy „młodziak”, żyjący na garnuszku matki, gardzący jakąkolwiek robotą, zwłaszcza tą najgorzej płatną. Mimo swoich wad, ma w sobie kawałki „romantyka” i próbuje związać się z niejaką Anetą. Pozostali również nie są bystrzakami (chociaż Maciek jest niby studentem turystyki). Antek, próbujący rzucić swoją znienawidzoną pracę, w pewnym momencie uświadamia sobie, jak bardzo przegrywa życie i nie będzie miał jak pomóc finansowo swojej córce. Budzi się w nim protestujący zew.

Ich przeciskanie się przez kolejne dni, okraszone browarkami, problemami z kibicami i Policją, zmienia się mocno, gdy po jednym z wieczornych melanżów Maciek ulega wypadkowi i zostaje sparaliżowanym chłopakiem na wózku. Reszta jednak go nie zostawia samemu sobie. Solidarność kumpli okazuje się bardzo ważna.

strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"

„Tam, gdzie rosły mirabelki” czyta się bardzo szybko. Nie jest to skomplikowana historia. Mamy tu do czynienia z kilkoma powiązanymi ze sobą epizodami z życia osiedlowych kumpli. Przyznam, że lektura niniejszego komiksu poruszyła mnie. Przypomniały mi się szare, nudne i wręcz beznadziejne lata 90-te, gdzie wielu młodych ludzi żyjących na osiedlach, nie wiedziało, co ze sobą mają zrobić. Ba, mimo upływu lat, uważam, że ten komiks nie stracił na swojej uniwersalności. Może zmieniły się realia, ale problemy młodych (i nie tylko młodych) ludzi związanych z zagubieniem, poddaniem się, czy beznadziejnością nadal gdzieś tam są.

Oprócz warstwy psychologicznej autor w bardzo fajny sposób przemycił humor, który znajdziemy podczas eksplorowania poznawanych wydarzeń. Co prawda zetkniemy się tutaj również z wulgarnością, ale nie oszukujmy się, prawdziwe życie to nie jest bajka.

strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"
strona komiksu "Tam, gdzie rosły mirabelki"

Warstwa graficzna "Mirabelek", cóż, jest minimalistyczna i bardzo toporna. Komiksowi esteci odbiją się od tych obrazków niczym kot wpadający do wody. Ale muszę powiedzieć, że jest coś w tej prostej formie mocno intrygującego. Ja do tych „patyczaków” bardzo szybko się zaadaptowałem. Widziałem w tym głębię i wręcz odczuwałem wylewające się z plansz prawdziwe emocje.

Na zakończenie bardzo mocno polecę Wam omawiany tytuł. Warto po niego sięgnąć i utwierdzić się w przekonaniu, że naprawdę dobra historia wcale nie musi być opakowana w piękne obrazy.
No i oczywiście jeśli wytrzymacie do końca, to dowiecie się co się stało z tytułową "Mirabelką".

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.