„Wędrowiec" – postapokalipsa rodem z „Métal Hurlant". Arthouse w komiksowej oprawie

„Wędrowiec" od pierwszych stron przyciąga wzrok i buduje gęsty, niepokojący klimat. Viktor Hachmang proponuje postapokaliptyczną historię z literackim drugim dnem – ale nie jest to rzecz, która otwiera się od razu przed każdym.

„Wędrowiec" – postapokalipsa rodem z „Métal Hurlant". Arthouse w komiksowej oprawie

Obok „Wędrowca" trudno przejść obojętnie. Od razu widać, że Viktor Hachmang stworzył komiks świadomie zaprojektowany, dopracowany plastycznie i mocno osadzony w estetyce europejskiego science fiction. Skojarzenia z „Métal Hurlant" i Moebiusem nie biorą się znikąd – widać je w kadrach, w sposobie prowadzenia przestrzeni, w pracy kolorem. Jest w tym coś chłodnego, ale zarazem hipnotyzującego.

Bohater trafia na wyniszczoną, skażoną Ziemię i musi przetrwać w świecie, który dawno przestał być przyjazny człowiekowi. Tyle jeśli chodzi o punkt wyjścia – bo Hachmang dość szybko odchodzi od klasycznej opowieści survivalowej. Interesuje go nie tyle sama wędrówka przez ruiny, ile stan psychiczny bohatera – jego pamięć, lęki, sposób patrzenia na rzeczywistość. Z czasem album staje się bardziej opowieścią o percepcji i rozpadzie dawnych wyobrażeń niż o akcji w tradycyjnym sensie.

Najmocniejszą stroną pozostaje warstwa wizualna. Hachmang potrafi budować kadry, które robią wrażenie nawet wtedy, gdy fabuła na chwilę zwalnia albo świadomie się rozmywa. W jego wizji postapokalipsy nie ma taniej efektowności. Zamiast tego dostajemy świat brudny, toksyczny, chwilami odrealniony – ale bardzo sugestywny. Dużą rolę odgrywa kolor: miejscami fluorescencyjny, nienaturalny, niemal chemiczny. Ziemia w tym komiksie nie jest po prostu pustynią po katastrofie – to przestrzeń, która jednocześnie odpycha i przyciąga.

Nie mam natomiast wątpliwości, że ten tytuł podzieli czytelników. Mój odbiór też był do pewnego stopnia mieszany. Doceniam ambicję projektu, graficzną stronę i atmosferę, ale sama historia nie porwała mnie aż tak, jak można by oczekiwać po tak efektownej oprawie. Hachmang świadomie stawia na niedopowiedzenie, skrót i aluzję zamiast klasycznie prowadzonej narracji. Dla jednych będzie to zaleta. Dla innych – bariera.

Ważną rolę odgrywają odwołania do „Burzy" Szekspira. To istotny element konstrukcji całej opowieści, ale mam wrażenie, że bez znajomości tego kontekstu część sensów po prostu umyka. Nie chodzi o to, że komiks bez Szekspira staje się niezrozumiały – raczej o to, że opowieść może o wiele więcej zyskać w oczach czytelnika znającego twórczość Szekspira. Niestety ja się do tej grupy nie zaliczam.

I chyba właśnie to najlepiej oddaje naturę tego albumu. „Wędrowiec" nie jest komiksem nastawionym na natychmiastową satysfakcję. Nie prowadzi czytelnika za rękę, nie tłumaczy wszystkiego wprost. W zamian proponuje atmosferę, symbole i miejsce na własną interpretację. Kto właśnie tego szuka – doceni. Kto woli mocniej osadzoną fabułę i wyraźniej poprowadzoną narrację – może album bardziej podziwiać niż naprawdę przeżyć.

To tytuł wyraźnie autorski, ambitny i wizualnie bardzo interesujący. Nie porwał mnie bez reszty, ale ma własny charakter. Najuczciwiej będzie napisać, że to propozycja przede wszystkim dla czytelników lubiących niedopowiedzenia, literackie tropy i komiksy, które budują znaczenia nie fabułą, lecz obrazem, rytmem i nastrojem.

Informacje o komiksie
Tytuł "Wędrowiec"
Seria "Geodeta"
Wydawca Egmont
Scenarzysta Viktor Hachmang
Rysownik Viktor Hachmang
Kolorysta Viktor Hachmang
Tłumacz Maria Mosiewicz
Rok wydania 2026
Format 24.5x33.2cm
Okładka twarda
Liczba stron 88
Cena okładkowa 89,99 zł

Egzemplarz na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.