Deathstroke wikingiem. Recenzja komiksu „Wszechzima” z serii "Mroczni Rycerze ze stali"

Nie jestem fanem Deathstroke'a i nigdy nie byłem. W kanonicznym DCU to postać, która zawsze gdzieś tam jest - skuteczna, niebezpieczna, ale jakoś nigdy nie robiła na mnie większego wrażenia. A tu zaskoczenie - zrobili z niego wikinga i wyszło całkiem nieźle.

Deathstroke wikingiem. Recenzja komiksu „Wszechzima” z serii "Mroczni Rycerze ze stali"

Żeby zrozumieć o co tu chodzi, trzeba się cofnąć do 2021 roku, kiedy Tom Taylor i Yasmine Putri wydali „Mrocznych rycerzy ze stali” - dwunastozeszytową serię, która przeniosła znanych nam bohaterów DCU do świata rodem ze średniowiecznej sagi. Coś między "Grą o Tron" a sesją D&D, gdzie wszyscy bohaterowie dostali nowe originy i nowe nazwiska, a znajome relacje między nimi posypały się jak domino.

Bruce Wayne? Kryptonijczyk, nieślubny syn Jor-Ela, wychowany przez Wayneów. Jonathan i Martha Kent? Żołnierze-dezerterzy, którzy znaleźli tajemnicze dziecko i próbują je za wszelką cenę ochronić. Świat jest hierarchiczny, brutalny i pełen politycznych intryg między walczącymi królestwami. Moim zdaniem jedna z ciekawszych rzeczy, jakie DC zrobiło w ostatnich latach. Dostaliśmy bowiem coś na kształt opowieści ze świata Batmana osadzonej mniej więcej w conanowej erze Hyperborejskiej.

„Wszechzima”to spinn off tamtej serii. Przenosi akcję na mroźną północ - do lodowych pustkowi rządzonych przez jarli, gdzie na świat spadła klątwa odbierająca nie tylko ciepło, ale dosłownie kolory. Stary Slade Wilson, Deathstroke, sprzedaje tu swój miecz za złoto. Żadnych superoddziałów, żadnych rządowych zleceń. I właśnie w tym odartym ze wszystkiego środowisku zaczyna się naprawdę ciekawy eksperyment.

Slade ma bowiem eskortować dziecko, które ma szansę „przywrócić” światu kolory. Na jego drodze stanie – a jakżeby inaczej - cała chmara postaci mających mu to zadanie utrudnić. Nieoczekiwanie pojawią się nietypowi sojusznicy, ale różnych zwrotów akcji będzie tu więcej. Nawet takich mocno naciąganych typu „zabili go i uciekł”. No ale to w sumie komiks rozrywkowy, a nie filozoficzny.  

Jedyną postacią, która przywraca kolor wszędzie tam, gdzie się pojawia, jest mały Alec Holland - tutejsza wersja Swamp Thinga. W retrospekcjach pojawiają się akwarele, bo przed klątwą świat wyglądał inaczej. Miejscami czerń i biel bywa trochę męcząca przy bardziej dynamicznych sekwencjach - ale rozumiem ten zamysł i muszę się pogodzić, że tak to sobie wymyślili autorzy.

Scenariusz napisał Jay Kristoff. Australijczyk, autor bestsellerów fantasy z list NYT i USA Today, twórca między innymi cyklu „Empire of the Vampire” - który w 2021 był numerem jeden sprzedaży fantasy w twardej oprawie w Wielkiej Brytanii. Prawa do ekranizacji jego „Illuminae Files” kupił Brad Pitt. Warto zaznaczyć, że to nie jest jego pierwszy kontakt z komiksami - wcześniej pisał już krótkie historie w antologii „Mroczni rycerze ze stali”. Wszechzima to jednak jego pierwszy solowy miniserial.

Za rysunki w głównej historii odpowiada Tirso Cons - Hiszpan z Galicji, dotąd kojarzony głównie z rynkiem frankofońskim, gdzie album „L'Oeil du Diable” przyniósł mu w 2005 roku nagrodę za najlepszy album powieściowy na festiwalu w Moulins. DC podpisało z nim kontrakt na wyłączność przy okazji tej właśnie serii. Jego kreska jest szczegółowa, dynamiczna i - co ważne - czytelna mimo braku koloru.

Obok głównej historii Kristoffa w albumie znajdziemy też równoległą opowieść pisaną przez samego Toma Taylora, z rysunkami Riccarda Federiciego. Krótkie rozdziały o tym, jak w tym świecie rodzi się Aquaman - i co ciekawe, ta historia jest w pełnym kolorze. Na tle czarno-białej historii głównej wygląda zupełnie inaczej. Efekt kontrastu działa.

Przy okazji researchu do tego albumu natrafiłem na ciekawostkę dotyczącą skandalu z AI. Jedną z wariantowych okładek pierwszego zeszytu miał ponoć wykonać Francesco Mattina - znany i, jak się okazało, kontrowersyjny artysta coverowy DC. Tuż przed publikacją Adi Granov publicznie oskarżył Mattinę o używanie AI do tworzenia okładek.

Najbardziej oczywistym dowodem był błąd w symbolu "S" na piersi Supermana w jednym z komiksów - charakterystyczna dla generatorów AI wada, gdzie element zostaje powielony jeden raz za dużo. Sprawa rozlała się po mediach społecznościowych błyskawicznie. DC wycofało wszystkie niepublikowane okładki Mattiny, w tym dwa warianty dla Wszechzimy, zastępując je pracami innych artystów.

DC Pulls Francesco Mattina Covers Due to AI Accusations - Superman Homepage
DC has decided to pull all unpublished cover artwork by artist Francesco Mattina from upcoming comic book issues due to allegations of using AI to create those images. When artist Adi Granov took to Facebook to accuse fellow artist Francesco Mattina of using AI to create his variant covers for upcoming issues of DC comic

Nie był to zresztą jego debiut w roli oskarżonego - podobne zarzuty o plagiat ciągną się za nim od przynajmniej 2008 roku. Na zawartość serii nie miało to żadnego wpływu, ale afera stała się jednym z głośniejszych komiksowych skandali 2024 roku.

Wróćmy do „Wszechzimy”. Komiks w mojej opinii ma wszystko to, po co sięgam po elseworldy. Nie po to, żeby zobaczyć Batmana po raz setny w tym samym kostiumie i z tym samym zestawem problemów. Po to, żeby sprawdzić, co z tych postaci zostaje, gdy wyjmiesz je z ich naturalnego środowiska i wrzucisz gdzieś zupełnie nieoczekiwanego. Tu zostaje całkiem sporo. Polecam, fajna ciekawostka.

Informacje o komiksie
Tytuł „Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima”
Seria "Mroczni Rycerze ze Stali"
Wydawca Egmont
Scenarzysta Jay Kristoff, Tom Taylor
Rysownik Tirso, Riccardo Federici
Kolorysta Tirso, Riccardo Federici
Tłumacz Marek Starosta
Rok wydania 2026
Format 170x260 mm
Okładka twarda
Liczba stron 224
Cena okładkowa 99,99 zł