„Wyborne trupy”, czyli surrealistyczna gra cadavre exquis przerobiona na slasher
W "Wybornych trupach" wybrzmiewają echa „Nocy oczyszczenia”, „Piły” i kilku innych głośnych horrorów, ale to w zasadzie zaleta. Oryginalny tytuł odwołuje się do surrealistycznej zabawy „cadavre exquis”, którą Tynion IV i Walsh przerabiają na brutalny slasher z bardzo dobrym tempem.
Oryginalne „Exquisite Corpses” odwołuje się do zabawy „cadavre exquis” zapoczątkowanej ok. 1925 roku przez francuskich artystów (m.in. Yves'a Tanguya, Jacques'a Préverta, André Bretona). Kilka osób tworzyło wspólnie jeden tekst albo rysunek, ale każda widziała tylko fragment tego, co powstało wcześniej. Efekt był przypadkowy, dziwny, czasem groteskowy. Nazwa pochodzi od pierwszego zdania stworzonego w tej grze: "Le cadavre exquis boira le vin nouveau" ("Wyborny/wykwintny trup wypije nowe wino").

U Tyniona IV i Walsha ta zabawa zmienia się w krwawą układankę. Dostajemy kolejne postacie, kolejne reguły i kolejne kawałki większego mechanizmu, który dopiero po czasie zaczyna odsłaniać swój naprawdę paskudny kształt.

Co pięć lat, w Halloween, najbogatsze i najbardziej wpływowe rodziny Stanów Zjednoczonych urządzają sobie makabryczną rozrywkę. Do fikcyjnego Oak Valley w stanie Maine zrzucają tuzin najgroźniejszych zabójców świata. Zasady są proste – ostatni, który zostanie na placu boju, wygrywa wszystko dla swojej „rodziny sponsorskiej”. Mieszkańcy miasteczka stają się mimowolnymi pionkami w tej grze, a noc zamienia się w piekło polowań, zasadzek i czystej, nieokiełznanej przemocy.

Brzmi znajomo? Owszem – momentalnie nasuwa się skojarzenie z cyklem „Noc Oczyszczenia” (The Purge), gdzie raz w roku znika prawo i każdy może robić, co chce. Tynion nie ukrywa inspiracji, ale idzie dalej: zamiast anonimowej masy ofiar mamy konkretnych, pokręconych zabójców z własnymi historiami, motywacjami i stylami mordowania.

Tynion IV lubi takie konstrukcje - tajne układy, ukryte organizacje, większe plany itp. Widać to było już w „Coś zabija dzieciaki”, „Departamencie prawdy” czy „Miłym domu nad jeziorem”. Tutaj robi coś podobnego, tylko w bardziej bezpośrednim, brudniejszym wydaniu. Mniej tu subtelności, a więcej pulpy.
Michael Walsh też dobrze czuje klimat - jego rysunki nie są sterylne, kadry bywają brudne, nerwowe, czasem trochę szorstkie.
Największy minus? Komiks urywa się w momencie, gdy naprawdę zaczyna się dużo dziać. Klasyczny cliffhanger numer jeden – dokładnie wtedy, kiedy czytelnik chce krzyczeć „jeszcze jedna strona!”. I tu rodzi się nadzieja (i lekki niepokój): czy kolejne odcinki utrzymają to tempo? Czy pomysł z turniejem zabójców nie rozmyje się w kolejnych tomach w morzu wypełniaczy i powtórek? Tynion ma za sobą takie hity jak „Coś zabija dzieciaki”, „Departament prawdy” czy „Miły dom nad jeziorem”, więc kredyt zaufania jest ogromny, ale dłuższe formy często potrafią się wypalać po kilku odcinkach.
Można też odnotować jeszcze jedną charakterystyczną cechę dla komiksów Tyniona IV. W wielu z nich ważne miejsce zajmują bohaterowie homoseksualni. Dla autora, który jest otwarcie gejem i od lat naturalnie wplata queerowe wątki w swoje historie, to już chyba standard. Nie jest to tu temat przewodni, ale subtelnie wybrzmiewa – mamy tu wątek dwóch partnerów.
„Wyborne Trupy” #01 to niewątpliwie jeden z najciekawszych horrorów ostatnich miesięcy. Jeśli lubicie slashery, battle royale w stylu „Noc oczyszczenia” spotkanym z „Piłą” i „The Boys”, a do tego cenicie sobie inteligentny, ale niepretensjonalny horror – bierzcie w ciemno. Trzyma w napięciu od pierwszej klatki, wygląda rewelacyjnie i zostawia niedosyt. Teraz pozostaje tylko czekać na tom 2 i mieć nadzieję, że Tynion nie zgubi po drodze tego szalonego, mrocznego impetu.
Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.
Wyborne trupy #1
Poznajcie komiks, jakiego jeszcze nie było, stworzony przez JAMESA TYNIONA IV (Coś zabija dzieciaki, Departament Prawdy) i MICHAELA WALSHA (The Silver Coin, Universal Monsters: Frankenstein), współpracujących z wiodącymi nowymi głosami tego medium.