„Dama z raciczką" - portugalska legenda w kostiumie fantasy
Drugi tom serii „Klasycy literatury portugalskiej w komiksie" od Timofa to mroczna baśń o rycerzu, który żeni się z kobietą mającą kozią raciczkę. Manuel Morgado wziął starą legendę i przepuścił ją przez język europejskiego fantasy. Wyszło nieźle.
Timof buduje swoją portugalską linię wydawniczą. Po „Przesłaniu" Pedra Vieiry de Moury i Susy Monteiro, czyli komiksowej adaptacji Fernanda Pessoi, dostajemy drugi tom serii „Klasycy literatury portugalskiej w komiksie" — „Damę z raciczką" Manuela Morgado. Oba albumy ukazały się w kwietniu 2026 roku i razem stanowią ciekawy pomysł wydawcy na to, żeby przemycić polskiemu czytelnikowi kawałek kultury, której u nas właściwie nie znamy.

I to jest pierwszy powód, dla którego warto się nad tą książką pochylić. Drugim jest sam Morgado, bo facet ma w sobie dokładnie ten typ rysunkowego DNA, który do tej historii pasuje jak ulał.
Kim właściwie jest Manuel Morgado?
Urodzony w 1979 roku portugalski ilustrator, fotograf i twórca komiksów. Studiował projektowanie komunikacji w Coimbrze, a od 2005 roku pracuje jako ilustrator dla gazet, magazynów, wydawnictw i agencji reklamowych. W Portugalii znany jest między innymi z „Talismã" stworzonego ze scenarzystą Filipem Farią, ale współpracował też François Froidevalem przy „Greldinard: Arcanes de la Lune Noire", czyli albumie powiązanym z francuską serią fantasy „Les Chroniques de la Lune Noire" wydaną przez Dargaud. Później Morgado stworzył jeszcze „Dragomante: Fogo de Dragão".

Mówiąc krótko: to autor, który ma na koncie sporo frankofońskiego fantasy. Rycerze, demoniczne zwierzęta, mroczne zjawy i sceny z końmi to jego naturalny żywioł, a nie jednorazowy eksperyment. I dokładnie to widać na każdej stronie „Damy z raciczką".
„Damę z raciczką" zrobił sam — adaptację, scenariusz i rysunki. Tłumaczył, że oryginał miał trzyaktową strukturę, więc najpierw rozplanował strony pod poszczególne akty, potem przygotował storyboard, rysunki, a tekst dopisał na końcu. Największym wyzwaniem było skondensowanie materiału i przełożenie archaicznego języka na język komiksowy.
Dama z Raciczką
Dama z raciczką to część portugalskiej kultury, legenda ludowa, wywodząca się z tradycji ustnej. Jej wariacje przekazywano sobie od XI w., a Alexandre Herculano (1810-1877), poeta, powieściopisarz i historyk, połączył najważniejsze wątki w jednej wersji, która jest dziś najbardziej znana szerokiej publiczności, i opublikował ją w tomie Legendy i opowieści (pierwsza część tego dzieła ukazała się nakładem wyd. Sagittarius po polsku w przekładzie Barbary Sławomirskiej).
Źródłem stara legenda
Legenda stanowiąca podstawę opowieści funkcjonowała w tradycji ustnej co najmniej od średniowiecza, a jej najstarszy ważny zapis pojawia się w „Livro de Linhagens do Conde D. Pedro" — czternastowiecznej księdze rodowej. Wersję, którą znamy dziś, opracował dopiero w XIX wieku Alexandre Herculano (1810–1877), jedna z dużych postaci portugalskiego romantyzmu — poeta, prozaik, historyk, eseista i polityk.
Herculano nadał starej opowieści wyraźnie chrześcijański, moralizatorski sznyt. Dawna wróżka czy kobieca istota magiczna zostaje właściwie przekształcona w wiedźmę, a dawny mit rodowy zderza się z chrześcijańską moralnością. Czytelnik dostaje nie tyle „świeżą" ludową bajkę, tylko opowieść, która ma już za sobą jeden mocny filtr. A teraz, w komiksie Morgado, dochodzi do tego drugi filtr — współczesny komiks fantasy.
Dla mnie to jeden z największych atutów albumu. Mamy do czynienia z opowieścią, która kilka razy zmieniała skórę: ustna legenda → genealogiczna księga rodowa → romantyczna proza Herculano → komiks 2024. I trochę widać te wszystkie warstwy, gdy się czyta.
A o czym jest to wszystko?
D. Diego Lopez, pan Biskajów, na polowaniu spotyka piękną kobietę śpiewającą w lesie. Zakochuje się błyskawicznie, oświadcza i bierze ją za żonę — mimo że dostrzega, iż wybranka ma kozią raciczkę. Warunek jest jeden: nie wolno mu nigdy uczynić znaku krzyża. Małżeństwo trwa, rodzą się dzieci, a potem wszystko sypie się przy jednej domowej awanturze. Reszty nie zdradzę, bo to ledwie 56 stron, więc nie ma sensu wyłuskiwać z tego wszystkiego, ale powiem tyle, że historia dzieli się mniej więcej na trzy części: erotyczno-demoniczna baśń o zakazie, rodzinne pęknięcie i klątwa, a na końcu rycerska przygoda z elementami diabelskiego fantasy.
Mocne strony i potknięcia
Rysunki Morgado są naprawdę świetne. Mocna kreska, dobre tempo, sceny pojedynków i polowań rozegrane z rozmachem, a kolorystycznie autor stawia na zdecydowane akcenty — głównie czerwień, którą można czytać jako znak pokusy i niebezpieczeństwa. Średniowieczne zbroje, zamki, demoniczne zwierzęta i mroczne zjawy to obszary, w których Morgado czuje się jak ryba w wodzie.
To komiks na jakieś 20 minut, może 25, jeśli ktoś naprawdę celebruje plansze. Plus dodatkowy kwadrans na wkładkę historyczną o Alexandre Herculano. Nie jest to lektura, która powali was na łopatki epickim scenariuszem czy zwrotem akcji, bo to po prostu legenda przeniesiona do komiksu — z całym dobrodziejstwem i całym bagażem takiej formy.
Mnie się podobało, ale uczciwie: ja lubię takie klimaty. Ludowe podania, legendy, dawne wierzenia przerabiane przez chrześcijaństwo na opowieści o grzechu i pokucie — to wszystko mnie interesuje samo w sobie, niezależnie od tego, czy autor ich komiksowej adaptacji zrobił z tego dobre fantasy, czy nie. Morgado akurat zrobił to dobrze, więc tym lepiej.
Komu polecam? Każdemu, kto lubi europejskie komiksy fantasy, mroczne baśnie, „Thorgalowe" klimaty i wszystko, co pachnie starszą, mniej cukierkową Europą. Każdemu, kto chce poznać kawałek portugalskiej kultury, której u nas w księgarniach po prostu nie ma. I każdemu, kto trzyma kciuki za to, żeby seria „Klasycy literatury portugalskiej w komiksie" Timofa miała jak najdłuższe życie, bo to naprawdę jeden z ciekawszych pomysłów wydawniczych ostatniego czasu.
Komu raczej odradzam? Tym, którzy szukają w komiksie nowoczesnego, zwartego scenariusza z trzyaktową dramaturgią dopracowaną do ostatniej kropki. Tu tego nie ma i nie będzie, bo to nie jest ten gatunek. To stara opowieść w nowej formie i trzeba jej trochę pozwolić być sobą.
Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.