Wykiwani. Recenzja komiksu
Ile razy w życiu kogoś wykiwaliście? Albo co gorsze ile razy w życiu to Wy zostaliście przez kogoś wykiwani? Oczywiście jest jeszcze najbardziej hardcorowa możłiwość – wykiwanie samego siebie! Wszystkie trzy opcje jak najbardziej są możliwe. I właśnie o tym, w gruncie rzeczy, są „Wykiwani”.
W nawale nowych komiksów, coraz częściej zapominamy o tytułach z przeszłości. Wiele z nich z racji czasu odkładamy na później (i o nich zapominamy), albo tak jak ja - na skutek wieloletniej przerwy w czytaniu komiksów - nadrabiam braki, które przez lata czekały aby je uzupełnić.
I tak oto trafiłem na „Wykiwanych” Alexa Robinsona. Oryginalnie „Tricked” ukazał się w USA w 2005 roku i od razu zwrócił na siebie uwagę. To komiks, który zarówno w Ameryce, jak i w Europie szybko zyskał opinię wzoru nowoczesnej dramaturgii komiksowej. Był nominowany do wielu nagród – w tym do Eisnera – a w 2006 roku zdobył Nagrodę Harveya za Najlepszą Oryginalną Powieść Graficzną. Do tego doszła Ignatz Award na festiwalu Small Press Expo za wybitną powieść graficzną – wyróżnienie szczególnie ważne w świecie komiksu niezależnego. Wizard Magazine dorzucił jeszcze tytuł „Niezależnej Książki Roku”, co w tamtym czasie było czymś w rodzaju pieczęci jakości dla rzeczy, które nie schlebiają masowej rozrywce.
W Europie komiks również został przyjęty bardzo ciepło – ukazał się m.in. we Francji, Niemczech, Hiszpanii i w Polsce. U nas wydało go w 2009 roku wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Od tamtej pory tytuł trochę zniknął z obiegu, nad czym niezmiernie ubolewam. Przydałoby się wznowienie, bo to rzecz, która się nie starzeje.



Oczywiście każdy nagrodzony komiks jest dobrym pretekstem, żeby po niego sięgnąć, przeczytać, poznać, ocenić czy rzeczywiście jest taki dobry. Do tego jeśli w grę wchodzi dodatkowo powieść graficzna (tak wiem, dla niektórych z Was to po prostu "komiks obyczajowy"), to u mnie oczy powiększają się już na starcie, a serce bije szybciej, byle poznać tą historię. Swój używany egzemplarz kupiłem przypadkiem na jednej z platform sprzedażowych w dobrej cenie. I nie żałuję ani złotówki.
A o czym są „Wykiwani”? To misternie utkana sieć, gdzie losy sześciu postaci splatają się w sposób, który początkowo wydaje się chaotyczny, ale stopniowo ujawnia swoją mroczną logikę.
W centrum tej układanki stoi Ray Beam – dawna legenda rocka, lider nieistniejącego już zespołu The Tricks. Dziś jest wrakiem człowieka, celebrytą zamkniętym w swojej luksusowej klatce, walczącym z twórczą pustką i własną przeszłością. Ray żyje w rozkroku: z jednej strony marzy o powrocie na szczyt, z drugiej panicznie boi się konfrontacji z tym, że być może już nic w nim nie zostało. Jest narcystyczny, zagubiony, chwilami żałośnie szczery.
Po drugiej stronie mamy Steve’a. To postać, która potrafi naprawdę zaniepokoić. Steve nie jest zwykłym fanem. To fanatyk, człowiek chory, analizujący teksty Raya słowo po słowie, przekonany, że jego idol zdradził sztukę i „sprzedał się” komercji. Robinson zagląda w głowę psychopaty bez taryfy ulgowej, pokazując, jak miłość do twórczości potrafi zamienić się w czystą nienawiść do twórcy.
W tle krążą inni „wykiwani” przez życie. Jest Caprice – kelnerka z fatalnym gustem do mężczyzn, która wciąż szuka miłości dokładnie tam, gdzie nie powinna. Jej historia to opowieść o niskiej samoocenie i rozpaczliwej potrzebie bycia dla kogoś ważną.
Jest Nick – sprzedawca sportowych pamiątek, który w rzeczywistości handluje fałszywkami. Sprzedaje ludziom iluzję, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że sam w swoją iluzję uwierzył. Rodzinie opowiada o korporacyjnej karierze, a jego życie jest jednym wielkim kłamstwem.
Jest też Phoebe – młoda dziewczyna, która przyjeżdża z Nowego Meksyku do Nowego Jorku, żeby odnaleźć ojca, którego nigdy nie znała. I jest Lily – początkowo zwykła stażystka, która z czasem staje się asystentką Raya, jego inspiracją i kimś znacznie ważniejszym. To ona zmusza go, żeby spróbował zobaczyć w sobie człowieka, a nie tylko legendę z plakatu.



Cała konstrukcja tej historii opiera się na poczuciu nieuchronności. Od pierwszych stron wiemy, że losy naszych bohaterów przecinają się ze sobą. Robinson zaskakuje nas przedstaieniem kolejności rozdziałów. Są one odliczane w dół. Jak w bombie zegarowej. Z każdym kolejnym czujemy, jak pętla się zaciska wokół tej opowieści. Patrzymy na naszych bohaterów, ich codzienne, często małe i żałosne zmagania, mając świadomość, że wszystko zmierza w jednym kierunku, który... no właśnie. Finał zaskakuje!
Oczywiście wspomniana szóstka głónych bohaterów obudowana jest (i to bardzo dobrze!) liczną grupą drugoplanowych postaci, które wnoszą do historii bagaż własnych przeżyć i doświadczeń. Dokładają do tej historii własne lęki, porażki i złudzenia.
Robinson powoli odsłania wspólny mianownik ich problemów: ucieczkę w iluzję i strach przed prawdą. Robi to bardzo precyzyjnie, podrzucając zwroty akcji, które zmieniają sens pozornie niewinnych scen. Zwykłe spotkanie potrafi nagle stać się punktem zwrotnym, a przeszłość wraca z siłą huraganu. Autor gra z czytelnikiem uczciwie, ale mimo to finał uderza mocno.
Czyta się to znakomicie. Z napięciem. Z potrzebą sprawdzenia „co dalej”. Trzeba uczciwie powiedzieć, że momentami jest tu sporo tekstu, ale warto przez to przebrnąć. Dialogi brzmią naturalnie, mają ciężar i rytm prawdziwej rozmowy.
Od strony graficznej „Wykiwani” to czarno-biała opowieść, w której brak koloru tylko wzmacnia surowość i intymność. Kreska Robinsona jest oszczędna, kontrolowana, czasem lekko karykaturalna, ale bardzo precyzyjna. Mimika, gesty, drobne detale – wszystko pracuje na emocje.
Układ plansz jest przemyślany, a jednocześnie autor potrafi go łamać, kiedy trzeba pokazać chaos w głowie bohaterów. Tła są często zarysowane skrótowo, ale dzięki temu uwaga skupia się na twarzach, spojrzeniach, napięciu między postaciami. Całość przypomina momentami storyboard filmowy. Robinson świetnie operuje też ciszą – są sekwencje bez słów, które mówią więcej niż całe strony dialogów. Czuć tu chwilami ducha Willa Eisnera.



Siła „Wykiwanych” bierze się z tego, jak bardzo postacie z komiksu są ludzcy. Ich słabości, błędy i samooszustwa łatwo rozpoznać także w sobie. To sprawia, że ta historia wciąga i za cholerę nie chce odpuścić.
Jest to naprawdę świetna opowieść, po którą zdecydowanie powinniście sięgnąć. Niesamowita konstrukcja fabularna, która trzyma w napięciu do ostatniej strony, mimo braku typowej akcji "sensacyjnej". Genialnie nakreślone portrety psychologiczne, zwłaszcza postać psychofana Steve'a, która wejdzie wam głęboko w umysł. Odważne zabiegi formalne w warstwie graficznej, które służą opowiadaniu historii, a nie tylko popisom artysty. Życiowe, mięsiste dialogi. To wszystko sprawia, że niniejsza opowieść może być lustrem dla naszej egzystencji, pełnym tajemnic i sensacyjnych zakrętów, które czają się w prozie dnia codziennego. To lektura, która nie tylko bawi i wstrząsa, ale też zmusza do spojrzenia w głąb siebie.
I tak. "Wykiwani" to komiks dla dorosłego czytelnika. Nie dlatego, że jest tu przemoc czy nagość, ale dlatego, że mówi o rzeczach, które bolą: o rozczarowaniach, o upadku autorytetów, o tym, że każdy z nas nosi w sobie jakąś bombę z opóźnionym zapłonem.
Po lekturze miałem jedną myśl: to nie ja kupiłem ten komiks. To on kupił mnie.
Pamiętajcie, że w pogoni za wydawniczymi nowościami, w komiksowym świecie jest ciągle wiele cudownych historii z przeszłości, o których może nawet nie wiecie. Mam nadzieję, że ktoś z Was po przeczytaniu tej recenzji sięgnie po ten komiks.
Tylko nie dajcie się wykiwać!
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.