Zardzewiały Tankowiec. Ottoich. Kilka słów o komiksie

Już jutro do sprzedaży trafi „Zardzewiały Tankowiec” - najnowszy komiks, którego autorem jest Ottoich. Dzięki Wydawnictwu BestComics mogłem zapoznać się z tytułem nieco wcześniej, co prawda tylko w wersji cyfrowej, ale muszę Wam powiedzieć, że po zakończonej lekturze jestem pod dużym wrażeniem.
Z dziełami Ottoicha miałem już do czynienia jakiś czas temu. „Otwarta Turma” czy też „827”, to tytuły, które zaznaczyły ślady w mojej pamięci. Przyznam szczerze, że nie są to łatwe kąski do przełknięcia i chyba nie każdy będzie ich adresatem. Podobnie jest z najnowszym komiksem wspomnianego artysty.
Już sam tytuł i oczywiście okładka na wstępie zaczną układać w głowie pierwsze pytania. I dobrze. W miarę postępującej lektury pytań będzie więcej. A odpowiedzi? To już w znacznej mierze będzie zależeć też od czytelnika, jak mocno wkręci się w całą historię. Mnie ona ujęła i przemawia to do mnie i mojego trochę odmiennego postrzegania rzeczywistości.
Sam autor wyjaśni nam znacznie więcej. Po zakończonej warstwie fabularnej mamy ciekawy dodatek nazwany po prostu „Droga do zardzewiałego tankowca”, z którego dowiemy się jak powstała niniejsza historia i co miało wpływ na autora podczas jej tworzenia. Warto się w to wczytać, dzięki temu trochę bardziej zrozumiemy przeczytany komiks.



Zapewne większość z Was chciałaby mniej więcej poznać fabułę niniejszej historii i dowiedzieć się czym jest ten tajemniczy „zardzewiały tankowiec”. Oczywiście nie zdradzę Wam głównej tajemnicy, ale postaram się wprowadzić Was w ten dziwny świat.
Rzeczywistość jest subiektywna, a rzeczy subiektywne można kształtować.
No właśnie, dlaczego dziwny. Niby akcja toczy się w otaczającej nas rzeczywistości, a jednak będziemy tu mieli trochę zagwozdek związanych z wykreowanym światem.
Głównym bohaterem jest Antoni, który po samobójczej śmierci swojej ukochanej żony Magdy próbuje się poskładać w całość, m.in. poprzez regularne wizyty u psycholożki. I tu będzie pierwsza zagwozdka odnośnie nieżyjącej kobiety bo… to już sobie musicie doczytać :)
Antoni współpracuje biznesowo z Iwoną Szafrańską, która wciąga go w enigmatyczne zaginięcie szefowej Instytutu Hoffmana – Zofii Plemory. Obie kobiety są bardzo tajemniczymi osobistościami, a sam Instytut jest miejscem, który ma pomagać ludziom w odnalezieniu przebaczenia i odnalezienia swojej nowej drogi samorozwoju. Dziwnym jednak trafem dochodzi do zniknięć ludzi powiązanych z Instytutem. Do tego wszystkiego należy dodać postać rzeźbiarza Henryka, który poszukuje prawdy o rzeczywistości.
W grę wchodzą także tajemnicze mroczne siły powiązane z tytułowym „tankowcem”. Truciciel z Bardeux jako wysłannik obcego bytu niesie jego głos i wolę. Dlaczego niektórzy widzą więcej oraz czemu „oświeceni” uciekają przed wzrokiem wszystkowidzącego? Odpowiedzi na te pytania poznacie po zakończonej lekturze.



Scenariusz komiksu może wydawać się trudny w odbiorze. Może nawet wywoływać w czytelniku odruch niestrawności, jednakże warto przetrwać te nudności, bo całościowo historia ma nam wiele do zaoferowania. Ottoich bardzo ciekawie ukazuje alternatywne światy oraz postrzeganie rzeczywistości. Umiejętnie miesza gatunki thrillera, horroru, sci-fi z wątkami obyczajowo-psychologicznymi. Balansuje pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Wykreowany świat i bohaterowie mają podwójne dno.
Odbiór tej lektury wymaga od nas głębszego zaangażowania, aby odkryć wszelkie niuanse. Świat realny momentami przekształca się w prawdziwą groteskę. Są tu również bardzo mocne, brutalne i krwawe sceny. Przestrzegam więc przed udostępnianiem tego komiksu osobom małoletnim.



Jeśli chodzi o warstwę graficzną, cóż, tutaj również wielu czytelników może odbić się od tego komiksu. Kreska jest bardzo mocno „ubrzydzona”, niespokojna, momentami psychodeliczna. Potrafi wywołać odczucie niesmaku oraz przerażenia. To celowy zabieg. Zresztą, kto czytał poprzednie tytuły Ottoicha, ten będzie przygotowany na specyficzny warsztat artysty.
Mocno intrygujące są ilustracje wprowadzające do kolejnych rozdziałów.
Dobrym elementem, nie tylko graficznym ale i fabularnym, jest wykorzystanie symboli, które odnajdziemy na planszach komiksu.
Osobiście uważam, że jego ilustracje bardzo mocno korelują i rezonują z przedstawioną opowieścią. Potrafią wywołać uczucie niepokoju. Żyją swoim życiem i emocjami. Ja taką formę kupuję w ciemno.
Warto dodać, że Ottoich zdecydowanie większą część swojej artystycznej pracy wykonał ręcznie, oddając finalnie tylko w niewielkim stopniu całość cyfrowej obróbce.
Podsumowując, „Zardzewiały Tankowiec” to pozycja ambitna. Bardzo dobrze łączy w sobie ciekawą stronę fabularną z dosyć unikatową i ekspresyjną warstwą graficzną. Chciałbym móc polecić ten komiks większości z Was, jednakże mam pełną świadomość, że opisywany przeze mnie tytuł niestety nie wykroczy poza pewien margines komiksowych wyjadaczy. A szkoda, bo naprawdę warto po niego sięgnąć z uwagi na jego wysoki poziom artystyczny.
„Zardzewiały Tankowiec” został wydany przez wydawnictwo BestComics w miękkiej okładce ze skrzydełkami w formacie 197x260 mm. Zawiera 248 stron w kolorze. Autorem scenariusza i ilustracji jest Ottoich.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa BestComics w postaci cyfrowej. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.