„Wielki rów", czyli jak Uderzo przemycił mur berliński do Galii
Kiedy zmarł René Goscinny, wielu wieszczyło koniec Asteriksa. Albert Uderzo postanowił jednak samodzielnie poprowadzić dalej losy dzielnych Galów. „Wielki rów" to pierwszy owoc tej decyzji. Różnicy nie odczułem ani jako nastolatek, ani dziś.
Tym razem akcja rozgrywa się w galijskiej wiosce, której nie znamy z wcześniejszych albumów. Osadę przecina tytułowy rów, a po jego obu stronach mieszkają zwaśnieni sąsiedzi. Jedną częścią rządzi Obrotniks, drugą Segregacjoniks. Obaj wodzowie marzą o władzy nad całą wioską i żaden nie zamierza ustąpić. Sytuację komplikuje miłość Fanzyny, córki jednego wodza, do Komiksa, syna drugiego. Do tego dochodzi zdrajca Paskudniks oraz Rzymianie, którzy chcą wykorzystać spór do własnych celów. W tak zawiązaną intrygę wkraczają w pewnym momencie Asteriks, Obeliks, Panoramiks i Idefiks.
Jak zwykle przy tej kolekcjonerskiej edycji, najwięcej frajdy sprawiły mi materiały dodatkowe. Czytając „Wielki rów" jako dzieciak, brałem go za kolejną zabawną historyjkę o kłócących się Galach. Dopiero teraz dowiedziałem się, ile drugiego dna kryje ten album.

Rów, który dzieli. Wtedy Berlin, dziś nas
Jak czytamy w dodatku, tytułowy rów to bezpośrednie nawiązanie do muru berlińskiego. Uderzo umieścił go w samym środku wioski, żeby odwołać się do jednego z symboli podzielonego świata drugiej połowy XX wieku. Sam autor wspominał, że Niemcy początkowo nie rozszyfrowali tego tropu. Byli zaskoczeni, gdy wyjaśnił im, o co chodzi.
Komiks czytali też Francuzi i odebrali go po swojemu. Album ukazał się w 1980 roku, w szczycie zaciętej kampanii prezydenckiej. Jak czytamy w dodatku, kraj był wówczas podzielony na dwa obozy, giscardowski i socjalistyczny, a hasło o „Francji przeciętej na pół" krążyło na ustach wszystkich.

I tu „Wielki rów" okazuje się zaskakująco aktualny. Wioska podzielona rowem, dwóch przywódców przekonanych o własnej racji, sąsiedzi patrzący na siebie spode łba. Brzmi znajomo? W dzisiejszej Polsce ten rów bywa równie głęboki, tyle że biegnie przez rodzinne stoły przy świątecznym obiedzie. Autorzy dodatku zwracają uwagę, że obaj wodzowie kierują się wyłącznie żądzą władzy, a nie dobrem wspólnym.

Uderzo puszcza oko do wielkiej sztuki
Kolejna rzecz, której jako nastolatek zupełnie nie wyłapałem, to gęsta sieć odniesień do sztuki. Jak zauważają redaktorzy dodatku, Segregacjoniks w ostatnim kadrze pierwszej planszy został sportretowany w królewskiej pozie nawiązującej do słynnego portretu Ludwika XIV pędzla Hyacinthe'a Rigauda.
Zagubieni w trawie legioniści wyglądają jak wyjęci z „Podróży Guliwera" Swifta. Paskudniks cytuje bajkę La Fontaine'a. Miłość Komiksa i Fanzyny to z kolei wprost inspirowana „Romeem i Julią" opowieść o uczuciu rozkwitającym mimo wrogości rodzin. Nie brakuje też nawiązań do Tarzana.

Same imiona zakochanej pary też nie są przypadkowe. Komiks nosi raczej oczywiste do rozszyfrowania imię. Fanzyna to mrugnięcie okiem do czytelnika, bo w tamtym czasie we Francji rozkręcała się moda na amatorskie fanziny, często poświęcone właśnie komiksom. Uderzo, choć sam przyznawał, że czyta mniej niż Goscinny, upakował w tym albumie tyle nawiązań, że starczyłoby na osobny esej.
Kobiety wychodzą na pierwszy plan
Osobny akapit należy się wspomnianej Fanzynie. To właśnie w „Wielkim rowie" postaci kobiece zyskują na znaczeniu. Fanzyna nie jest tradycyjną, kłótliwą żoną w typie Dobrominy. Nie jest też zwykłą ikoną piękna jak Falbala. Ma silny charakter i autentyczną osobowość, a co najważniejsze, to ona rozwiązuje w finale całą sytuację, prowokując bezpośrednią walkę o władzę między ojcem a przyszłym teściem. Później takich bohaterek w komiksach o Asteriksie będzie więcej. To efekt światopoglądu Uderzo, ale też zmieniających się obyczajów społecznych.

Skąd wziął się Idefiks?
Przy dodatkach zostańmy jeszcze chwilę, bo stąd wyłapałem najbardziej rozbrajającą ciekawostkę. Idefiks, ukochany piesek Obeliksa, wcale nie był zaplanowaną postacią. Autorzy początkowo wcale nie chcieli go wprowadzać. Pojawił się przypadkiem, jako drobny szczegół w tle jednego z kadrów, i dopiero gdy okazało się, jak bardzo polubili go czytelnicy, na stałe dołączył do ekipy dzielnych Galów. Całą historię awansu małego kundelka na etatowego bohatera serii opisano szczegółowo w obszernym materiale dodatkowym.

Uderzo zdał egzamin
Uderzo bał się tego albumu. W dodatku przeczytamy jego szczere wyznania o niepewności i tremie przed premierą. Sam mówił, że tworzył scenariusz z niepokojem i traktował to niemal jak pokerową zagrywkę. Przyznał, że gdyby kolejne dwa albumy się nie udały, poddałby się.
Udało się. Nakład ponad dwóch milionów egzemplarzy rozszedł się w całości, a jeden z dziennikarzy był przekonany, że scenariusz napisał jeszcze przed śmiercią sam Goscinny. Uderzo uznał tę opinię za największy komplement. Dobrze go rozumiem. Choć wiedziałem, że to jego pierwszy solowy album, ani przez chwilę nie poczułem, że czegoś tu brakuje. Duch Goscinnego unosi się nad całą historią, w kalamburach, w hołdach dla La Fontaine'a i Szekspira, w miękkim sercu Obeliksa. Uderzo przyznawał, że przy każdym gagu myślał o René i zastanawiał się, czy przyjaciel byłby z niego dumny.
Jeśli jesteście fanami przygód Asteriksa i Obeliksa, „Wielki rów" w tej edycji obowiązkowo powinien znaleźć się na Waszej półce. Zwłaszcza jeśli, podobnie jak ja, baliście się, że po odejściu Goscinnego seria nie będzie już tą samą. Materiały dodatkowe pokazują, ile pracy i szacunku dla zmarłego przyjaciela włożył Uderzo w ten album. A sam komiks bawi dokładnie tak, jak powinien. Naprawdę warto!
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.