Czy sztuczna inteligencja tworzy sztukę? Ewa Satalecka, prof. PJATK: „Za wygenerowanym tekstem zawsze stoi człowiek”
Czy utwór wygenerowany przez sztuczną inteligencję można uznać za dzieło sztuki? To jedno z najbardziej nurtujących pytań współczesnej debaty o kulturze i technologii.
Dla dr hab. Ewy Sataleckiej, profesor Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych i dziekana Wydziału Sztuki Nowych Mediów, kluczowe znaczenie ma nie samo narzędzie, lecz relacja między człowiekiem, technologią i odbiorcą. Systemy generatywne – podkreśla – nie działają autonomicznie, lecz reagują na ludzkie intencje i polecenia, a proces twórczy nie znika, lecz zmienia swój charakter.
AI jako narzędzie, a nie autonomiczny twórca
Według prof. Ewy Sataleckiej sztuczna inteligencja nie posiada własnej potrzeby ekspresji ani wewnętrznej motywacji, która skłaniałaby ją do tworzenia. Nie generuje obrazów czy tekstów z potrzeby artystycznej, ale reaguje na impulsy dostarczane przez człowieka.
– AI nie tworzy dlatego, że odczuwa potrzebę ekspresji czy posiada własną intencję artystyczną. Jest narzędziem, które odpowiada na impuls pochodzący od człowieka. To człowiek inicjuje proces, formułuje pytanie, określa kierunek działania i nadaje sens całemu przedsięwzięciu, natomiast model językowy (LLM) wykonuje zadanie, wykorzystując dostępne dane oraz wyuczone wzorce. W tym sensie sztuczna inteligencja nie zastępuje twórcy, lecz staje się elementem bardziej złożonego procesu twórczego. Ostateczny rezultat jest zawsze konsekwencją ludzkiej decyzji, wyborów i intencji, nawet jeśli część pracy została powierzona algorytmom. To człowiek pozostaje odpowiedzialny za nadanie znaczenia wygenerowanej treści, jej interpretację i sposób wykorzystania – zauważa.
W tym ujęciu sztuczna inteligencja nie jest samodzielnym twórcą, lecz systemem reaktywnym, który przetwarza dane wejściowe i generuje wynik uzależniony od intencji osoby zlecającej zadanie i weryfikującej zaproponowaną treść – a więc od człowieka, nie od maszyny. Proces twórczy nie zanika, ale ulega rozproszeniu pomiędzy osobę zlecającą zadanie i weryfikującą zaproponowaną treść, model językowy oraz ogromne zasoby kultury, literatury i sztuki – bazy językowe zgromadzone w oparciu o ludzkie utwory – na których modele zostały wytrenowane.
– Za wygenerowanym tekstem stoi człowiek, który zadał określone zadanie i to zadanie zostało wykonane przez maszynę, ale pod jego kontrolą. Nie można więc mówić o całkowitym uniezależnieniu się technologii od człowieka, ponieważ to właśnie człowiek wyznacza cel, formułuje pytania i ostatecznie decyduje o sposobie wykorzystania wygenerowanego materiału – podkreśla prof. Satalecka.
Rozproszony proces twórczy
Współczesna twórczość generatywna coraz trudniej daje się opisać jako prostą relację między autorem a dziełem. Zamiast jednego twórcy pojawia się sieć zależności, w której uczestniczą użytkownik, model językowy oraz wielowarstwowe zasoby kulturowe. W takim ujęciu autorstwo przestaje mieć charakter wyłącznie indywidualny i nabiera bardziej relacyjnego wymiaru – co, jak zauważał Bruno Latour, opisując dynamikę relacji między aktorami w sieci, jest wpisane w samą logikę tworzenia.
Pytanie o to, kto napisał tekst lub stworzył obraz, prowadzi jednocześnie do refleksji nad tym, jakie struktury technologiczne i kulturowe umożliwiły jego powstanie. Ostateczny efekt jest rezultatem współdziałania człowieka i narzędzia, a nie wyłącznym dziełem jednej strony.
Czas jako ostateczny krytyk sztuki
Zdaniem prof. Sataleckiej nie istnieje możliwość natychmiastowego i obiektywnego rozstrzygnięcia, czy dany utwór należy uznać za wielką sztukę. Podobnie jak w przypadku literatury czy malarstwa, o wartości dzieła decyduje odbiorca – a jego sąd dojrzewa w czasie i jest weryfikowany przez optykę kolejnych pokoleń. To, co Heidegger rozumiał jako egzystencjalny gest wyboru – zaangażowane, historycznie usytuowane rozpoznanie wartości – Gadamer rozwinął w hermeneutyczną koncepcję smaku jako formy rozumienia: nie subiektywnego kaprysu, lecz kulturowo zakorzenionego aktu interpretacji.
– To nie mnie rozstrzygać czy można coś uznać za dzieło sztuki, podobnie jak nie mnie rozstrzygać, czy dana książka jest wielką literaturą. Takie oceny nie powstają od razu. Pokazuje je czas, ludzie, czytelnicy i odbiorcy, którzy nadają dziełom znaczenie poprzez interpretacje i własne doświadczenia. Historia kultury wielokrotnie dowiodła, że twórczość początkowo niezrozumiała lub niedoceniana zyskuje uznanie po latach, kiedy zmieniają się sposoby jej odczytywania i konteksty społeczne. O wartości dzieła nie decyduje więc wyłącznie moment jego powstania ani zastosowane narzędzia, ale również to, czy potrafi ono wywołać emocje, inspirować i prowokować do refleksji. W tym sensie sztuka generatywna nie stanowi wyjątku – podobnie jak wcześniejsze formy ekspresji podlega procesowi interpretacji i społecznej oceny, która kształtuje się stopniowo wraz z upływem czasu – mówi prof. Satalecka.
Status dzieła ujawnia się dopiero w procesie percepcji i historycznego dystansu. Dzieła pomijane przez współczesnych lub uznawane za skandaliczne z perspektywy czasu nazywamy awangardowymi. Paradoks awangardy polega właśnie na tym, że rozwija się niezauważona – dzieje się tu i teraz, ale poza naszym polem poznawczym. Sztuka generatywna podlega tym samym mechanizmom oceny, którym wcześniej podlegały fotografia, kino czy sztuka cyfrowa.
Literatura maszynowa – idea starsza niż komputery
Choć debata wokół sztucznej inteligencji wydaje się zjawiskiem czysto współczesnym, idea twórczości algorytmicznej ma znacznie dłuższą historię. Eksperymenty kombinatoryczne były obecne już w XX wieku – m.in. w kręgu OuLiPo, w refleksji Italo Calvino, a także w praktyce artystów skupionych wokół Fluxusu. Dick Higgins, twórca pojęcia intermediów, pisał w swoim przełomowym eseju z 1965 r., że najciekawsze dzieła jego epoki powstawały właśnie w przestrzeniach między mediami – tam, gdzie żadna ustalona kategoria nie jest w stanie ich objąć. Dziś można zapytać, czy sztuka tworzona przy udziale systemów generatywnych nie sytuuje się w analogicznej przestrzeni intermedialnej: między narzędziem a autorem, między algorytmem a intencją.
Jak przypomina prof. Satalecka, Calvino przewidywał nadejście „literatury maszynowej”, dostrzegając zarówno jej potencjał, jak i ograniczenia.
– Calvino zwracał uwagę na szybkość tworzenia treści, ogromne możliwości kombinatoryczne i precyzję wynikającą z określonych reguł. Jednocześnie zauważał, że maszyna ma trudność z lekkością, niuansami i metaforą wynikającą z intuicyjnego wyczucia. Są to ograniczenia, które pozostają aktualne również dziś. Choć współczesne modele językowe potrafią tworzyć złożone teksty i operować różnorodnymi stylami, ich działanie nadal opiera się na rozpoznawaniu wzorców oraz prawdopodobieństw występujących w danych. Nie posiadają one własnych doświadczeń, emocji ani świadomości, które mogłyby stanowić źródło autentycznej intuicji twórczej. Dlatego nawet najbardziej zaawansowane systemy generatywne pozostają niezwykle sprawnymi narzędziami do przetwarzania i rekonfigurowania istniejących struktur kulturowych, a nie samodzielnymi autorami w ludzkim rozumieniu tego pojęcia. To właśnie zdolność do wychwytywania subtelności, wieloznaczności i znaczeń rodzących się z indywidualnego doświadczenia sprawia, że ludzka kreatywność wciąż wymyka się pełnemu opisowi algorytmicznemu – wyjaśnia.
Metafora, intuicja i granice algorytmu
Jednym z najważniejszych wyróżników ludzkiej twórczości pozostaje zdolność do kojarzenia znaczeń w sposób niealgorytmiczny. Człowiek korzysta nie tylko z wiedzy, lecz także z doświadczeń, emocji i procesów zachodzących poza pełną świadomością.
– Potrafimy myśleć kontekstowo i intuicyjnie. Nie wykonujemy wszystkich operacji według określonego algorytmu. Bardzo wiele skojarzeń pojawia się spontanicznie w trakcie procesu twórczego i właśnie ta zdolność do nieoczywistych połączeń stanowi o wyjątkowości ludzkiej kreatywności – podkreśla prof. Satalecka.
Jak zaznacza, modele językowe potrafią operować metaforami, jednak działają wyłącznie w obrębie już istniejących struktur kulturowych. Tymczasem sensualność pozostaje jednym z fundamentów doświadczenia artystycznego – i właśnie tu algorytm napotyka nieprzekraczalną granicę. Maszyna nie czuje dotyku, nie ma węchu, nie smakuje magdalenki. Zna jedynie językową formę opisu tych doświadczeń – ich reprezentację, nie ich istotę. Zapamiętany zapach, smak czy dotyk przywołujący wspomnienie to nadal unikalna zdolność człowieka: zdolność, którą Proust uczynił zasadą całej swojej poetyki, a która dla systemu generatywnego pozostaje niedostępna. Sztuka od zawsze angażowała ciało – jako instrument, jako temat i jako narzędzie odbioru. To właśnie z tej cielesnej, sensualnej warstwy doświadczenia rodzą się znaczenia, których żaden algorytm nie jest w stanie wytworzyć od wewnątrz.
– Mogą pracować z metaforą, ale jest to metafora, którą ktoś wcześniej wymyślił. AI nie tworzy jej z wnętrza własnego doświadczenia, lecz rekonfiguruje dostępne wzorce i zależności – zauważa.
Nadmiar treści i przeciążenie kulturowe
Rozwój technologii generatywnych prowadzi również do gwałtownego wzrostu liczby produkowanych treści. Zdaniem prof. Sataleckiej zmienia to sposób funkcjonowania współczesnej kultury i oddziałuje na samych odbiorców.
– Szybkość działania i łatwość dostępu sprawiają, że produkujemy i konsumujemy ogromne ilości treści. Jest ich tak dużo, że coraz częściej odczuwamy przeciążenie i trudności z selekcją tego, co rzeczywiście wartościowe – mówi prof. Satalecka.
W świecie nadmiaru informacji uwaga staje się zasobem coraz bardziej deficytowym, a odbiorcy muszą mierzyć się z nieustannym napływem nowych bodźców. Coraz trudniejsze staje się odróżnienie treści istotnych od tych jedynie przyciągających uwagę chwilowym efektem. W rezultacie proces selekcji informacji wymaga większego wysiłku poznawczego i świadomego zarządzania własną percepcją. Jednocześnie skraca się czas koncentracji, a odbiór kultury coraz częściej przybiera formę szybkiego przeglądania niż pogłębionej refleksji. To zjawisko wpływa nie tylko na sposób konsumowania treści, ale również na ich tworzenie, które coraz częściej projektowane jest tak, by natychmiast konkurować o uwagę odbiorcy.
Paradoks powrotu do rzemiosła i dzieło jako proces
Paradoksalnie rozwój sztucznej inteligencji nie prowadzi do zaniku klasycznych technik twórczych. Wręcz przeciwnie – coraz więcej młodych ludzi interesuje się rysunkiem, malarstwem czy rzeźbą.
– Im łatwiejszy staje się dostęp do technologii, tym większa jest potrzeba poznawania tradycyjnego warsztatu. Młodzi ludzie chcą rozumieć podstawy, doświadczać materiału i rozwijać umiejętności, których nie można sprowadzić do jednego kliknięcia – zauważa prof. Satalecka.
Współczesna sztuka coraz częściej przestaje być postrzegana jako zamknięty obiekt, a zaczyna funkcjonować jako proces zmieniający się wraz z odbiorcą i jego interpretacjami. Obecne systemy sztucznej inteligencji nie posiadają jednak własnej intencji twórczej.
– Nie znam żadnego modelu, który budziłby się rano z wewnętrzną potrzebą tworzenia. Nie zbudowaliśmy jeszcze systemu, który z własnej inicjatywy postanawia napisać wiersz, skomponować utwór czy namalować obraz, kierując się osobistą potrzebą ekspresji. Wciąż mamy do czynienia z narzędziami, które odpowiadają na działania człowieka i pozostają zależne od jego intencji. To użytkownik inicjuje proces twórczy, wyznacza jego kierunek i nadaje znaczenie powstającym treściom. Nawet najbardziej zaawansowane modele nie posiadają własnej świadomości, doświadczeń ani emocji, które mogłyby stać się źródłem autonomicznej twórczości. Potrafią generować obrazy i teksty, ale nie towarzyszy temu pragnienie tworzenia czy potrzeba komunikowania własnych przeżyć. Dlatego mówiąc o sztuce wspieranej przez AI, wciąż mówimy przede wszystkim o relacji między człowiekiem a narzędziem, a nie o niezależnym artyście działającym poza ludzką sprawczością – podsumowuje.
Umberto Eco pisał w „Opera Aperta”, że każde prawdziwe dzieło sztuki jest otwarte – że sens nie jest w nim zawarty raz na zawsze, lecz wydarza się w akcie spotkania tekstu z odbiorcą. W „Sześciu przechadzkach po lesie fikcji” rozwinął tę myśl w metaforę, która dziś brzmi zaskakująco aktualnie: „tekst narracyjny jest jak las pełen rozgałęziających się ścieżek – przy każdym drzewie nowy wybór, przy każdym zakręcie inna możliwość”.
Calvino dodałby, że taki las można przemierzać na nieskończenie wiele sposobów, kombinatoryka jest jego żywiołem.
Higgins zaś przypomniałby, że najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie między ścieżkami – w przestrzeniach, których żadna mapa nie obejmuje.
System generatywny potrafi dziś wytworzyć taki las z imponującą sprawnością: gęsty, rozległy, pełen pozorów znaczenia i nieoczekiwanych rozwidleń. Ale las bez wędrowca to tylko gąszcz. Wędrowcem jest człowiek – ten, który wchodzi z własnym pytaniem, własnym lękiem i własną ciekawością, który przy każdym drzewie podejmuje decyzję i który wraca z czymś, czego wcześniej nie wiedział.
Pytanie o to, czy sztuczna inteligencja tworzy sztukę, jest więc być może pytaniem źle postawionym. Właściwsze byłoby inne: kto wchodzi do tego lasu – i co z tej wędrówki wynosi.
Źródło: Informacja prasowa Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych