„Drom" Jessego Lonergana: mit stworzenia świata (prawie) bez słów. Jeden z komiksów roku

Jesse Lonergan stworzył komiks, który czyta się trochę jak partię „Populousa" rozgrywaną przez boga z duszą rysownika. Narracja przypomina mi komiksową wersję animacji „Primal" Tartakovsky'ego. Tu sam obraz unosi tyle samo, co setki linii dialogu.

„Drom" Jessego Lonergana: mit stworzenia świata (prawie) bez słów. Jeden z komiksów roku

Czytałem „Drom" i przez większość lektury nie mogłem przestać myśleć o „Populousie", tym starym klasyku Bullfroga, w którym gracz wciela się w boga zawieszonego nad pustą ziemią. Rzuca w dół trzęsienie albo powódź, patrzy, jak jego mali ludzie sobie z tym radzą, i na podstawie tego, co zobaczył, podejmuje kolejne decyzje, dorzucając następne zjawiska.

Lonergan, jak sam wspominał w wywiadach, rysował swój album w bardzo podobnym trybie. Pracował nad nim od 2020 roku, w tempie mniej więcej dwóch stron tygodniowo i bez sztywnego scenariusza. Szkicował raczej ogólny kierunek, a najważniejsze decyzje narracyjne podejmował dopiero przy układaniu kompozycji konkretnej planszy. Widać to na każdej stronie, bo „Drom" w ogóle nie sprawia wrażenia historii najpierw napisanej, a potem zilustrowanej. To raczej świat, który ktoś powołał do istnienia rysunkiem i sam sprawdzał, dokąd go to zaprowadzi.

A zaprowadziło go to do mitu stworzenia świata opowiedzianego prawie bez słów. Tyle że Lonergan nie sprzedaje wersji disnejowskiej, w której nad świeżo wykiełkowanym kwiatkiem rozlegają się dźwięki orkiestry. Tu od pierwszych stron autor pokazuje, że życie oznacza walkę o przetrwanie, a pierwszym odruchem nowych istot jest przemoc i pożeranie. Kiedy w ten chaos wkracza półboska wojowniczka, której zadaniem jest nauczyć ludzi innego języka niż język siły, dzieje się rzecz, której się nie spodziewałem po albumie z taką liczbą wypatroszonych potworów. Cywilizacja w „Dromie" wcale nie rozwiązuje problemu przemocy, tylko ją porządkuje, obudowuje rytuałem, zamyka w murach i wpisuje w strukturę władzy. Komiks o pierwszych ludziach okazuje się przy okazji opowieścią o tym, jak rodzi się system i kogo zaczyna potem mielić.

Tym, co w „Dromie" zostaje w pamięci najmocniej, jest sama plansza i sposób, w jaki Lonergan traktuje siatkę kadrów. Nie jest to u niego pojemnik na obrazki, tylko pełnoprawne narzędzie narracji, które raz tnie ruch i przyspiesza akcję do tempa pościgu, raz buduje napięcie powtarzalnością prawie identycznych ujęć, a raz nagle się otwiera i daje czytelnikowi coś w rodzaju kinowego oddechu.

Bohaterowie bywają przez tę siatkę dosłownie uwięzieni, żeby chwilę później rozbić ją razem z dotychczasowym porządkiem świata. Osobnym tematem jest kolor, który nie pełni tu funkcji dekoracyjnej, tylko konstrukcyjną – organizuje sceny, prowadzi emocje i podbija wrażenie, że świat powstaje na naszych oczach z podstawowych składników komiksowego języka.

Mam jedno zastrzeżenie i dotyczy ono nielicznych dymków narracyjnych, które gdzieniegdzie wpisują się w plansze. Moim zdaniem są tu zbędne. Komiks świetnia opowiada wszystko obrazem, a tekst dopowiada to, czego nie trzeba było dopowiadać. Gdyby Lonergan zaufał obrazowi jeszcze odrobinę bardziej, „Drom" byłby albumem właściwie bezbłędnym.

Polskie wydanie Kultury Gniewu pasuje do rangi tego albumu jak ulał. Twarda oprawa i ponad trzysta stron w kolorze dają tej historii dokładnie tę przestrzeń, której potrzebuje. Nie jest to rzecz do szybkiego przekartkowania w księgarni, tylko album, w którego tempo warto naprawdę wejść, bo właśnie wtedy najlepiej widać, jak precyzyjnie został zbudowany.

Jeśli „Primal" Genndy'ego Tartakovsky'ego pokazał Wam, że obraz potrafi unieść tyle samo, co setki linii dialogu, Lonergan udowadnia tę samą rzecz na papierze i robi to z pewnością siebie, jakiej w komiksowej narracji dawno nie widziałem. Dla mnie jeden z komiksów roku. Nie zapraszam do dyskusji 😉

Informacje o komiksie
Tytuł "Drom"
Seria
Wydawca Kultura Gniewu
Scenarzysta Jesse Lonergan
Rysownik Jesse Lonergan
Kolorysta Jesse Lonergan
Tłumacz Marceli Szpak
Rok wydania 2026
Format 195x254 mm
Okładka twarda
Liczba stron 320
Cena okładkowa 159,90 zł

 Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.