Śledztwo na ruinach wiary. „Druidzi. Księga 2" - recenzja
Kryminał osadzony w V-wiecznej Bretanii, gdzie stare wierzenia umierają pod naporem krzyża? Brzmi jak niszowa ciekawostka, a okazuje się jednym z najlepiej skrojonych komiksowych thrillerów, jakie ostatnio czytałem.

"Druidzi. Księga 2" w formie integrala zbiera francuskie tomy serii 7, 8 i 9 wydawane w latach 2012, 2014 i 2016.

Nie jest to komiks historyczny w ścisłym sensie, ale jako kryminał osadzony w realiach celtycko-druidzkich działa znakomicie. Stare wierzenia i opowieść śledcza — te dwa światy zaskakująco dobrze się ze sobą składają. I nie trzeba być pasjonatem epoki, żeby wejść w tę historię. To solidnie napisany, gęsty i wciągający kryminał, który korzysta z historycznego tła nie zmieniając się w akademicki wykład.
Paradoksalnie polski czytelnik wcale nie jest tu na straconej pozycji mimo sporego opóźnienia wobec francuskiego oryginału. Wprost przeciwnie — zyskuje, bo dostaje kompletną opowieść do przeczytania jednym ciągiem. A to dla takiego kryminału jest kluczowe. We Francji na kolejny album trzeba było czekać dwa lata, potem jeszcze dwa na finał. Kompletnie bez sensu - przy tej intrydze czytelnik zapomni, co w ogóle było osią zagadki. W integralu natomiast lecimy jednym ciągiem, a że fabuła jest wciągająca, to czytamy od deski do deski.

Jean-Luc Istin urodził się w 1970 roku w Pontivy w Morbihan, w samym sercu Bretanii, i z przywiązania do tej krainy uczynił jeden z filarów swojej twórczości — stworzył m.in. kolekcję Soleil Celtic, w ramach której ukazali się też „Druidzi". Zapewne dzięki temu komiks nie udaje celtyckości dekoracją - on jest nią przesiąknięty. Thierry Jigourel, współscenarzysta cyklu i znawca kultury celtyckiej, mówił w jednym z wywiadów, że pomysł i średniowieczno-thrillerowy ton wyszły od Istina, który chciał atmosfery zbliżonej do „Imienia róży". I coś z tej inspiracji tu zostało — tajemnica, śledztwo, religijne napięcie, wiedza jako źródło władzy. Plus poczucie, że pod warstwą zbrodni kryje się głębszy konflikt. A nawet wygląd głównego bohatera 😉

Dobra, ale trzeba powiedzieć o rysunkach, bo one tu robią ogromną robotę. Z informacji, które zebrałem przy researchu wynika, że Jacques Lamontagne zanim mocniej wszedł w komiks, pracował jako dyrektor artystyczny w agencjach reklamowych, potem zdobył kilka nagród, w tym Prix Boréal za prace przy „Druidach".
Wizualnie album stoi bardzo wysoko. Jedno mnie zastanowiło: główny bohater nie przypomina już tak bardzo Seana Connery’ego jak w pierwszej części cyklu. Niby ten sam człowiek, a jednak jakby trochę inny. Nie wiem, czy to świadoma decyzja, czy po prostu ręka rysownika poszła w inną stronę po kilku latach. Na jakość rysunków to jednak nie wpływa.

Akcja toczy się w V wieku, gdy chrystianizacja wypierała stare wierzenia ogniem i mieczem. Jigourel w rozmowach o serii mówił wprost o V stuleciu jako czasie mrocznym i burzliwym — upadek cesarstwa z jednej strony, konwersja celtyckich wodzów na chrześcijaństwo z drugiej. Komiks świetnie wykorzystuje ten moment przesilenia. Świat, w którym stara wiara jeszcze nie umarła, ale już wie, że przegra.
I tu warto zaznaczyć jedną rzecz, która moim zdaniem tłumaczy, dlaczego ta seria ma tyle swobody fabularnej. O druidach wiemy znacznie mniej, niż mogłoby się wydawać. Byli w świecie Celtów warstwą uczonych — kapłani, nauczyciele, sędziowie — ale własnych zapisów nie zostawili. Tradycje mitologiczne spisywano dopiero wieki później, w klasztorach, już po chrystianizacji. Autorzy „Druidów" mogli więc poruszać się w świecie częściowo historycznym, częściowo legendarnym, bez konieczności niewolniczego trzymania się źródeł. To daje scenarzystom dużo miejsca — i widać, że dobrze je wykorzystali.

Nawiasem mówiąc, my Słowianie - "ludzie słowa" - też nie zostawiliśmy po sobie zapisów historycznych. Przez wieki opieraliśmy się na niestworzonych bajkach Jana Długosza, które zafałszowały naszą historię. Co ciekawe, długo też nie potrafiliśmy pisać - bo po prostu nie było nam to w pierwszych wiekach potrzebne. Pojawiające się w popkulturze "słowiańskie runy" są wyssane z palca - nigdy takiego pisma nie używaliśmy.
Wróćmy jednak do druidów. Komiks pokazuje konflikt ostro i widowiskowo, choć rzeczywista przeszłość była zapewne bardziej skomplikowana — chrześcijaństwo nie tylko niszczyło dawny porządek, ale też przerabiało go i przejmowało jego elementy. Zresztą część dawnej tradycji celtyckiej dociera do nas już przez filtr chrześcijańskich redaktorów, więc nawet to, co „wiemy", nie jest takie proste. Zamiast czarno-białego starcia dostajemy opowieść o długim, brutalnym przechodzeniu jednego świata w drugi.
Ale wracam do konstrukcji, bo tu muszę pochwalić scenarzystów wprost. Pierwszy album buduje napięcie i podsyca zagadkę. Drugi odsłania sprawcę — ale nie daje odpowiedzi na najważniejsze pytanie, czyli o motywację. Dopiero trzeci dopina całość i prowadzi do zwrotu akcji, który potrafi zaskoczyć. Żadnych tanich fajerwerków. Cierpliwie prowadzona intryga, która nagradza uważnego czytelnika.
Trudno mi tu wskazać poważniejsze słabe punkty i sam nie wiem, czy to dobrze o albumie świadczy, czy po prostu za bardzo mi się podobał, żeby się czepiać.
Co słychać w świecie komiksu?
Premiery, recenzje i wydarzenia. Jeden newsletter, raz w tygodniu.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
„Druidzi. Księga 2" to komiks gatunkowy, który wie, czego chce. Nie sili się na wielkie deklaracje, nie udaje rozprawy o dziejach Europy, a jednak zostawia po sobie coś więcej niż satysfakcję z rozwiązanej zagadki. Dawne wierzenia nie znikają z dnia na dzień — czasem są zabijane, czasem wypierane, a czasem po prostu zmieniają maskę. To na pewno jeden z tych komiksów, które zostają w głowie na dłużej. Polecam!
Komiks na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.




