„Horda kontrwiatrowa” - recenzja komiksu Érica Henninota na podstawie książki "nie do zaadaptowania"
Kilka dni przed 37. MFKiG mam kandydata do najlepszego komiksu SF 2026 roku. „Horda kontrwiatrowa” Érica Henninota, adaptacja kultowej powieści Alaina Damasia wydana przez Lost In Time, łączy surowy klimat wędrówki przez wrogi świat z ciekawą historią o relacjach w grupie.
Kilka dni temu, pisząc o „Utraconych wiekach”, nazwałem ten komiks jednym z kandydatów do najlepszego fantasy roku na polskim rynku. Teraz mam kolejnego faworyta, tym razem w kategorii science fiction, i wychodzi on z tej samej oficyny co poprzednik - od Lost In Time. Najwyraźniej wydawca trzymał takie perełki specjalnie na MFKiG.

Za scenariusz i rysunki odpowiada Éric Henninot, twórca znany polskim czytelnikom z „Mrocznej otchłani” i „Legionu. Kronik”. Adaptuje „La Horde du Contrevent” Alaina Damasia, francuską powieść science fantasy z 2004 roku wydaną przez niezależną oficynę La Volte, którą jego przyjaciel Mathias Echenay założył właśnie z myślą o tej książce. Damasio, urodzony w 1969 roku w Lyonie pisarz określający się mianem „typoety”, wcześniej opublikował „La Zone du Dehors”. „Horda” przyniosła mu jednak prawdziwy rozgłos: Grand Prix de l'Imaginaire w 2006 roku, najważniejszą francuską nagrodę literacką w gatunku, i sprzedaż sięgającą do dziś, we wszystkich formatach, niemal 560 tysięcy egzemplarzy (dane Edistat cytowane przez ActuaLitté). Pierwsze wydanie dołączało płytę CD ze ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Arno Alyvana, a numeracja stron biegła od tyłu, od 521 do zera. Powieść uchodziła za tekst nie do zaadaptowania, między innymi ze względu na dwudziestu trzech narratorów oznaczonych osobnymi znakami graficznymi i słownictwo, którego autor nigdzie nie tłumaczy w przypisach. Na angielski przekład czekano dwie dekady, niemiecki powstał dopiero w 2024 roku, wcześniej istniały tylko wydania włoskie i rosyjskie.

Henninot zabrał się za komiks w 2017 roku. Francuski tom pierwszy kupiło blisko 97 tysięcy czytelników, Damasio napisał do niego długą przedmowę, a sam Henninot przyznał, że pozwolił sobie na zmiany fabularne względem książki, w tym jedną zmianę widoczną już w pierwszym rozdziale. Polska „Księga 1” zbiera trzy pierwsze francuskie tomy z lat 2017, 2019 i 2021 na 232 stronach. Martwi mnie tylko, że we Francji na razie zapowiedziano dopiero piąty tom (na październik), więc jeśli polski wydawca będzie chciał utrzymać dotychczasowy układ - 3 tomy w jednym wydaniu zbiorczym - to na tom drugi "Hordy kontrwiatrowej" trochę sobie poczekamy.

Książki nie znam i ciekawi mnie, jak Henninot poradził sobie z tym, co w powieści było ponoć jej największą przeszkodą lekturową: dwudziestoma trzema głosami narracyjnymi, między którymi Damasio przełącza się bez ostrzeżenia. Komiks siłą rzeczy upraszcza tę wielogłosowość, bo kadr pokazuje jedną scenę naraz, a nie tekst rozbity na znaki graficzne przypisane do postaci. Dla mnie to uproszczenie nie jest wadą, bo jak już pisałem nie raz - lubię klasyczne formy narracyjne, gdzie wszystko dzieje się po kolei "jak pan bóg przykazał" (i dlatego psioczę na amerykańskie komiksy, które skaczą z miejsca na miejsce, stosują retrospekcje, dokładają tie iny i inne rzeczy). W tym przypadku sekwencyjna forma daje czytelnikowi coś, co powieść odebrała: stabilny punkt widzenia, z którego można obserwować, jak zmieniają się relacje w grupie, zamiast rekonstruować je z fragmentów opowiadanych przez różnych bohaterów.

Fabuła w zasadzie jest prosta: grupa ludzi idzie przed siebie. Bohaterowie, zorganizowani w 34. hordę kontrwiatrową, opuścili miasto Aberlaas jako dzieci, przeszli bezlitosne szkolenie i od 27 lat maszerują z zachodu na wschód, pod wiatr, który na tej wykrzywionej planecie wieje bez przerwy w jedną stronę. Celem jest Początek Wiewu, mityczne źródło tego zjawiska. Drużynę tworzą osoby, do któryvh przypisano różne funkcje: jeden toruje drogę, inny prowadzi kronikę wyprawy, opisując ją w księgach przekazywanych kolejnym pokoleniom hordy. To właśnie z tych kronik, spisywanych przez poprzednie wyprawy, obecna 34. horda czerpie wiedzę i doświadczenie.
Na tak prostej konstrukcji dramaturgicznej Henninot buduje coś dużo ciekawszego niż podróż z punktu A do punktu B. Najmocniejszą stroną komiksu są relacje między członkami hordy i sposób, w jaki zmieniają się na przestrzeni lat wspólnej wędrówki. To nie jest drużyna, która poznaje się po drodze, tylko ludzie uformowani razem od dzieciństwa, obciążeni latami wspólnych strat i kompromisów. Tarcia w grupie, o których wspomina opis wydawcy, czuć na każdej planszy, nawet w scenach, które teoretycznie służą tylko przemieszczeniu bohaterów z jednego kadru w drugi (fantastycznie odzwierciedlona mimika!). To rzadkość przy tego typu fabule drogi. Zwykle taka konstrukcja jest tylko pretekstem do serii epizodów. Tutaj podróż i relacje rosną razem, jedno napędza drugie, a każda kolejna karta zbliża grupę do punktu, w którym brak jedności zacznie kosztować życie.

Rysunek stoi na tym samym poziomie co scenariusz. Henninot maluje spalony słońcem świat z rozmachem, korzystając z dużego albumowego formatu do budowania panoram, w których krajobraz przytłacza malutkie sylwetki bohaterów. Ta skala robi robotę bez potrzeby dodatkowych dialogów tłumaczących, jak trudna jest wędrówka. Wiatr, który w powieści jest niemal osobnym bohaterem, na papierze staje się widoczną, fizyczną siłą, z którą trzeba się mierzyć kadr po kadrze.
Klimat komiksu skojarzył mi się z „Diuną”: ten sam świat, w którym natura dyktuje reguły przetrwania, a każda kropla wody jest warta więcej niż złoto. Chwilami widać też coś z „Mad Maksa”: podobną estetykę wędrówki przez spalony słońcem, wrogi krajobraz. Najsilniej jednak odezwał się we mnie inny trop. Historia dzieci szkolonych od najmłodszych lat do wykonania misji za wszelką cenę, niezależnie od kosztu osobistego, przypomina filmy o amerykańskim drylu wojskowym w rodzaju „Full Metal Jacket”: o tym, jak formuje się jednostkę gotową iść naprzód, bez względu na to, co się z nią po drodze stanie. „Horda kontrwiatrowa” działa właśnie na tym pograniczu gatunków i skojarzeń. To komiks o grupie ukształtowanej do jednego celu, która musi się z tym uformowaniem jakoś rozliczyć w trakcie samej misji, a nie dopiero po jej zakończeniu.

Jeśli szukacie tytułu do postawienia obok „Utraconych wieków” na półce z najlepszymi tegorocznymi premierami Lost In Time, „Horda kontrwiatrowa” jest naturalnym kandydatem, tylko w innej szufladce gatunkowej. Tam fantasy zbudowane na odkrywaniu zapomnianej wiedzy, tu twarda science fiction o ludziach ukształtowanych do jednego zadania. Na 37. MFKiG oba tytuły znajdziecie obok siebie na stoisku Lost In Time i zapewniam Was, że nie będą to zmarnowane pieniądze.
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.