"Utracone wieki" - recenzja. Komiks fantasy, który zrywa z konwencją gatunku
Zapomnijcie o elfach i krasnoludach maszerujących przez wymyślone krainy w poszukiwaniu magicznego pierścienia. "Utracone wieki" przenoszą fantasy na Ziemię po roku 1000, gdzie ludzkość wraca do epoki kamienia. To jeden z mocniejszych kandydatów do komiksu fantasy 2026 roku.
Zapomnijcie o elfach i krasnoludach maszerujących przez wymyślone krainy w poszukiwaniu magicznego pierścienia. "Utracone wieki" od razu odcinają się od tej sztampy. Akcja komiksu Jérôme'a Le Grisa, Didiera Poliego i Luki Bulgheroniego dzieje się na Ziemi, tyle że po roku 1000. To postapokaliptyczne średniowiecze, w którym ludzkość musi uczyć się wszystkiego od nowa, a punktem odniesienia nie jest technologia, tylko garść ziaren zboża.

Fabuła zaczyna się w przeddzień roku tysięcznego. Z nieba spada ogień. Miasta znikają z map, a resztki ludzkości chowają się w jaskiniach na tysiące lat. Kiedy słońce wraca, po dawnej cywilizacji nie zostaje nic poza legendami. Ocaleni żyją w koczowniczych klanach i wędrują za stadami zwierząt jak ludzie sprzed rewolucji rolniczej. Terytoria dzielą według sztywnych zasad. Primus z Klanu Wrzosowisk odkrywa, jak wyhodować zboże. To odkrycie mogłoby uwolnić jego lud od głodu, ale jednocześnie podważa cały porządek, na którym opiera się przetrwanie pozostałych klanów. Kiedy plan Primusa obnaża swoje słabe strony, jego córka Elaine rusza w podróż przez spustoszony kontynent w poszukiwaniu zaginionej wiedzy, która mogłaby ocalić resztki ludzkości.

Największa siła tego komiksu leży w pomyśle wyjściowym. Le Gris, z wykształcenia filmowiec (skończył paryską szkołę Louis-Lumière), nie buduje świata fantasy z bezpiecznej odległości od naszej historii, tylko odwraca znaną kolejność zdarzeń i pyta, co by było, gdyby średniowieczna Europa musiała jeszcze raz przejść przez neolit. Scenarzysta czerpał z tez francuskiego archeologa Jeana-Paula Demoule'a, według których zorganizowana przemoc na dużą skalę pojawia się dopiero wraz z osiadłym trybem życia i rolnictwem, nie wcześniej. Stąd w komiksie tak mocno wybrzmiewa myśl, że to własność ziemi i zbóż, nie miecz czy magia, jest prawdziwym zarzewiem konfliktu. To rzadkie w fantasy ugruntowanie fabuły w konkretnej teorii antropologicznej zamiast w luźno sklejonej mitologii.

Życie bohaterów wyznaczają migracje stad i widmo głodu, nie kalendarz wypraw po artefakt. Niebezpieczeństwo czai się dosłownie wszędzie, w zmutowanej faunie i wrogich klanach. Ten rytm bliższy jest komiksowi historycznemu albo survivalowej powieści przygodowej niż klasycznemu high fantasy. Dlatego "Utracone wieki" trafią też do czytelników, którzy po fantastykę sięgają rzadko, za to chętnie po komiksy historyczne.

Strona graficzna trzyma ten sam poziom realizmu. Poli był dyrektorem artystycznym serii "Pięciu krain" (wydawanej u nas przez Egmont), a wcześniej pracował w animacji, między innymi przy "Tarzanie" i "Nowych szatach króla" w paryskim studiu Disneya. Wraz z Bulgheronim, który dołączył do serii od trzeciego tomu, zaprojektował ten świat od zera. Stroje, uzbrojenie, architektura i zmutowane zwierzęta oparte są na estetyce neolitu i kultur protoceltyckich, bez typowych dla gatunku zbroi płytowych czy zamków na wzgórzach. Kadrowanie ma kinowy rozmach, a sceny walki są brudne, bez heroicznego blichtru. Zmierzchowa kolorystyka Bruno Tattiego oddaje surowość tego świata. To komiks, który wygląda inaczej niż większość europejskiej fantasy ostatnich lat, i widać to już na pierwszych stronach.
Francuscy recenzenci chwalili serię za wiarygodność świata przedstawionego i skojarzenia z "Grą o tron" pozbawioną jednak magii, a sam wydawca porównywał klimat do "Wiedźmina". Zgadzam się z tym kierunkiem, choć bliżej mi do skrzyżowania "Mad Maxa" z "Planetą małp".
Polskie wydanie zbiorcze od Lost In Time (232 strony, twarda oprawa) łączy wszystkie cztery francuskie albumy w jeden tom, w przekładzie Jakuba Sytego, i pozwala przeczytać całą, zamkniętą historię bez czekania na kolejne części. To spora zaleta, bo we Francji seria ("Les Âges Perdus") ukazywała się w latach 2021-2026, z długą przerwą między tomem trzecim a czwartym.

Le Gris przyznawał w wywiadach, że wątek narodzin pieniądza czy przejścia religii od duchowości do polityki byłby naturalnym rozwinięciem serii, choć zależy to od przyjęcia obecnych czterech tomów przez czytelników. Po tej lekturze mam nadzieję, że dostaniemy szansę to sprawdzić.
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.